| Jaki będziesz, Nowy Roku?
Kiedyś, dawno
temu, kiedy współpracowałam z "Tygodnikiem Ateńskim" napisałam felieton
pt. "Dwa pierwsze dni Nowego Roku i ranek trzeciego". Pytałam w nim z tą
samą ciekawością i naiwnością, co dziś: "Jaki będziesz, Nowy Roku?"
Minęło trzydzieści
lat, a pytanie wciąż wraca - uparte, niezmienione, tak samo bezradne wobec
swej natury.
Tymczasem świat
zdążył zwariować. Stanął na głowie, zrobił świecę, potem mostek, a na końcu
jeszcze gwiazdę - wszystko w tempie, za którym zdrowy rozsądek nie nadąża.
Rzeczy, które kiedyś były nie do pomyślenia, dziś stały się codziennością,
a to, co kiedyś było normalne, nagle wydaje się anachroniczne. I może właśnie
dlatego pytanie "Jaki będziesz, Nowy Roku?" brzmi dziś inaczej niż trzy
dekady temu - trochę bardziej niecierpliwie, trochę niepewnie, jakbyśmy
już nie oczekiwali cudów, tylko prosili, żebyś przynajmniej nie dolewał
oliwy do tego globalnego ognia absurdu.
Jaki więc będziesz,
Nowy Roku? - pytam cię jak co roku, choć doskonale wiem, że nie odpowiesz.
Ty nigdy nie odpowiadasz. Ty po prostu wchodzisz i robisz, co chcesz. A
jednak, w ramach starannie pielęgnowanej tradycji, warto cię przed wejściem
zatrzymać na słowo.
Chociaż jedno.
Stoisz przede
mną: nieskazitelny, jeszcze nieporysowany, jak nowy notes, w którym obiecuję
sobie pisać równo i starannie, zanim rzeczywistość zrobi na nim pierwszy
krzywy bazgroł. Patrzysz na mnie tym wyrozumiałym spojrzeniem kogoś, kto
widział już tysiące podobnych deklaracji - spojrzeniem rodzica, gdy dziecko
zapewnia, że od jutra będzie samo sprzątać pokój.
Bo ja oczywiście
mam listę. Owszem - jak co roku. Będę chodzić na długie spacery. Nie będę
jeść słodyczy. Będę uważna, spokojna, bardziej "tu i teraz". I ty, Nowy
Roku, tylko kiwasz głową z pobłażliwym ciepłem.
Jakbyś chciał
powiedzieć:
"Mhm, jasne.
Znamy to. Ale próbuj, próbuj - lubię w tobie tę coroczną determinację."
I jest jeszcze
jedna rzecz, o której nie mogę nie wspomnieć. Kiedyś twoje nadejście wydawało
się nieskończone - ten czas między jednym a drugim Rokiem był jak ocean,
przez który płynęło się powoli, w pełnym słońcu, bez świadomości, że woda
ma kres.
A dziś?
Dziś mam wrażenie,
że dopiero co schowałam do pudeł bombki z poprzedniej choinki, a ty już
stukasz w szybę i pytasz czy możesz wejść, bo przecież jesteśmy umówieni.
Z wiekiem przychodzisz coraz szybciej, jak nieproszony, ale dobrze znający
drogę krewny, który wpada bez zapowiedzi i bez pukania, bo "po co te ceregiele".
I być może to nie ty przyspieszasz, tylko my - trochę zmęczeni, trochę
mądrzejsi, a przede wszystkim świadomi, że każdy Rok jest jednorazowy.
Potem - jak
zawsze - zaczynasz swoją ulubioną zabawę. Wyciągasz lustro. Nie to Instagramowe,
co wygładza, odmładza i podkręca rzeczywistość, ale zwykłe, bezlitosne,
prawdziwe. Lustro, w którym odbijają się nasze coroczne złudzenia, te wszystkie
postanowienia, których życie nawet nie musi podważać - one same rozpadają
się po kilku dniach, jakby były zrobione z mgły.
Ale ty, Nowy
Roku, nie śmiejesz się. Ty tylko pokazujesz. Z wyrozumiałością, która czasem
bardziej boli niż kpina. I może dlatego tak bardzo się staramy. Bo im starsi
jesteśmy, tym lepiej rozumiemy, że nasze złudzenia - choć kruche - są potrzebne.
Jak rośliny doniczkowe, które nigdy nie zakwitną, ale stoją na parapecie,
bo nadają światu trochę koloru.
Prawda jest
taka: po pierwszym styczniowym tygodniu spacery są coraz krótsze, słodyczy
nie jadam, ale tylko
wieczorami. A lepszym człowiekiem staram się być
- heroicznie - od poniedziałku do wtorku. I to też jest w porządku. Bo
w całej tej noworocznej celebracji nie chodzi o to, żeby być doskonałym.
Chodzi o to, żeby próbować jeszcze raz. I jeszcze. I jeszcze.
Więc jaki będziesz,
Nowy Roku?
Nie wiem. I
- wbrew pozorom - wcale nie chcę wiedzieć. Bo cała twoja magia tkwi w tym,
że przynosisz nieprzewidywalność. Że zmuszasz nas, żebyśmy ruszyli się
z wygodnego fotela i spojrzeli w twoje lustro - choćby kątem oka.
A jeśli mogę
o coś prosić, to tylko o jedno:
Bądź łagodny.
Bądź wyrozumiały.
I pozwól nam
zachować choć kilka z tych naszych naiwnych, niedoskonałych złudzeń.
My się o resztę
postaramy - jak co roku.
Bożena
Szara - dziennikarka, redaktor naczelna Panoramy.
|