.

MAGAZYN PANORAMA
352 Bergevin, Suite 6 
Lasalle, Qc
H8R 3M3 

E-mail: kontakt@panoramanews.org

Tel. (514) 367-1224 
Tel. (514) 963-1080



 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Życie zwielokrotnione (cz. 9) 

Ad futuram rei memoriam

Aresztowania, strajki, podziemne struktury "Solidarności" i emigracja - życie Krzysztofa Jagielskiego to kronika walki o wolność, które splatają się z jego twórczością literacką, politycznym zaangażowaniem i codziennymi wyzwaniami na obczyźnie.  

W 1969 roku aresztuje mnie Kontrwywiad Wojskowy, na statku MS Boginka, w czasie wpływania do portu w Gdańsku. To wynik donosu na mnie pierwszego oficera P. Prawdopodobnie przygotowywano widowiskowy proces pokazowy szpiegów i zdrajców PRL, rekrutowanych przez CIA pośród marynarzy. Postawiono mi zarzut z paragrafu przestępstwa dewizowego. 

Wypuszczono za kaucją. Uratował mnie tow. Wiesław, który ogłosił amnestię z okazji 22 Lipca. Informacja Wojskowa nie zdążyła przekwalifikować zarzutów na inne ścigane prawem czyny.
W tym samym roku na skutek reorganizacji floty handlowej przeniesiony zostaję do Polskich Linii Oceanicznych. 25 sierpnia 1980 roku zostaję z wyboru Przewodniczącym Komitetu Strajkowego w PLO, w oddziale szczecińskim.

Po podpisaniu Porozumień Szczecińskich, Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego z Rządem 30 sierpnia, przewodniczę dalej Komisji Robotniczej PLO do czasu wolnych wyborów w NSZZ "Solidarność". Zostaję członkiem Prezydium Międzyzakładowej Komisji Robotniczej Pomorza Zachodniego.

Zostaję wybrany do Ogólnopolskiej Komisji Wyborczej NSZZ "Solidarność".  Z wyboru pełnię funkcję Przewodniczącego Komisji Wyborczej Pomorza Zachodniego.

Zrzekam się obydwu funkcji, bo zamierzam kandydować do Zarządu Regionu i na delegata na I Zjazd NSZZ "Solidarność".

W czasie pierwszych wolnych wyborów związkowych, zostaję wybrany do: Prezydium Komisji Zakładowej PLO NSZZ "Solidarność", do Zarządu Regionu Pomorza Zachodniego NSZZ" Solidarność" jako delegat Pomorza Zachodniego na I Zjazd NSZZ "Solidarność" w Gdańsku- Oliwie.
Biorę udział w Krajowej Komisji Zjazdowej przygotowującej I Zjazd NSZZ "Solidarność" w Gdańsku- Oliwie. Uczestniczę w Zjeździe jako delegat Pomorza Zachodniego.

W Szczecinie opracowuję i powołuję do życia system szybkiej informacji i łączności "ABC", wzorowany na strukturach Armii Krajowej. To także na wypadek stanu wojennego, gdyby NSZZ "Solidarność" został unicestwiony. Niestety brak wyobraźni i zwyczajne lekceważenie przestrzegania podstawowych reguł systemu spowodowały, że ten przestał działać już od pierwszego dnia stanu wojennego.

Równolegle pracowałem nad powstaniem "Obywatelskich Komitetów Obrony Społecznej" na zasadzie współpracy wszystkich obywateli i instytucji w danej dzielnicy. Byłyby przygotowaniem społeczeństwa do przyszłych wolnych wyborów.

Byłem ojcem Związkowego Parlamentu Pomorza Zachodniego, jedynego w Polsce, opracowując jego statut, nakreślając cele działania i doprowadzając do jego powstania. Miał być szkołą dla przyszłych parlamentarzystów w wolnej Polsce.

13 grudnia 1981 roku, po północy na wieść o wprowadzeniu stanu wojennego uciekłem z domu i zatrzymałem się u strajkujących studentów Akademii Rolniczej. Przejąłem dowodzenie i nad ranem zawiesiłem strajk, prosząc studentów by przyszli do Stoczni Szczecińskiej.

Wieczorem i ja tam dotarłem. Zasiliłem skład Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego NSZZ "Solidarność" Pomorza Zachodniego. Zgodnie ze statutem ogłosiliśmy strajk generalny.
Z 14 na 15 grudnia po pacyfikacji Stoczni przez ZOMO i wojsko, pod dowództwem generała Szumskiego, nagrodzonego za to doradzaniem prezydentowi Kwaśniewskiemu, zostałem razem z wieloma działaczami aresztowany przez Służbę Bezpieczeństwa i osadzony w areszcie na Małopolskiej. 

Wyselekcjonowaną przez funkcjonariusza SB Jerzego Łagowskiego jedenastkę członków Komitetu Strajkowego przewieziono do aresztu KWMO w Bydgoszczy i postawiono przed Sądem Wojskowym. Po przeszło trzech miesiącach ogłoszono wyrok. Sześciu otrzymało od pięciu do jednego i pół roku więzienia. Mnie i pozostałą piątkę zwolniono z powodu niskiej społecznej szkodliwości popełnionego czynu.

Do celi, którą dzieliłem z Janem Denisewiczem, przydzielono jeszcze jednego lokatora, młodego, sympatycznego chłopaka, maturzystę, który zajmował się podziemną poligrafią, Piotra Najsztuba, dzisiejszego naczelnego redaktora "Przekroju". Widocznie przypadliśmy sobie do serca, bo przed samym wyjazdem do Niemiec, podarował nam pokaźnych rozmiarów namalowane wspaniałym pędzlem portrety - Magdaleny i mój.

Pracowałem nadal w PLO, ale miałem zakaz okrętowania. Wielokrotnie byłem wzywany na przesłuchania, aresztowany to na dwadzieścia cztery, to na czterdzieści osiem godzin przez funkcjonariusza SB, opiekuna zakładowego, Mariana Kłosa. Bywał też z kolegami u mnie w domu na ulicy Tatrzańskiej 6, dokonując skrupulatnych rewizji. Myślę, że nawet wbrew prawu wtedy obowiązującemu. Sąsiadka z parteru chętnie udostępniała im swoje mieszkanie na potrzeby operacyjne, najczęściej do obserwacji mojej skromnej osoby. 

Nie zapomnę nigdy jak w złości krzyczała na mnie: - Ty cwaniaczku solidarnościowy! Obydwaj funkcjonariusze Kłos i Łagowski, za swoje zasługi w organizacji przestępczej jakim była Służba Bezpieczeństwa, zostali pozytywnie zweryfikowani do dalszej pracy w policji.

3 września 1982 roku Magdalena została zwolniona z pracy w PŻM przez dyrektora, a raczej Kierownika Jednostki Zmilitaryzowanej Ryszarda Kargera za to, że była moją żoną. W kontrasygnacie podpisała się także Kierownik Działu Kadr Lądowych Zofia Wierzchowska. 
13 maja 1983 roku rodzi się moja wnuczka Balbina, Monika córka Tibora i Ewy Mazurek. 

23 czerwca 1983 roku żegnani przez licznych przyjaciół na przystani w Świnoujściu, z paszportami w jedna stronę, cała nasza rodzina opuszcza Polskę promem "Wilanów", przypuszczając wtedy, że na zawsze. Ja emigruję z powodów politycznych. Magdalena z dziećmi w ramach łączenia rodzin. Jej rodzice i brat mieszkają w RFN, w Berlinie Zachodnim. To ułatwia nam zabranie ze sobą wyposażenia mieszkania i rzeczy osobistych. Ekspediujemy je do Niemiec wynajętym samochodem ciężarowym.

24 czerwca meldujemy się w obozie przejściowym dla uchodźców w Friedlandzie w Niemieckiej Republice Federalnej, a w dniu moich urodzin 28 tegoż miesiąca przyjmują nas w Berlinie Zachodnim, także w obozie przejściowym dla uchodźców na Marienfelder Allee.

Otrzymujemy obywatelstwo niemieckie, zachowując polskie.

W tym miejscu chciałbym podziękować Niemcom za szczególną troskę i opiekę jakiej doznaliśmy po przyjeździe. Pozwoliła nam przeżyć najtrudniejsze chwile adaptacji.

Po półrocznym pobycie na Marienfeldr Allee przenosimy się do wybranego przez nas socjalnego mieszkania, na ulicy Neukollner Str. 266. Tibor otrzymuje osobne mieszkanie. Oboje z Magdaleną korzystamy z zasiłku dla bezrobotnych. Tibor wznawia studia socjologiczne na Uniwersytecie, a Tomasz idzie do szkoły.

Staram się bezskutecznie o pracę kucharza, bo stanowisko ochmistrza jest znane tylko we flocie socjalistycznej, wysyłając ponad pięćset ofert do armatorów na całym świecie. Niemiecka flota handlowa masowo przechodzi pod tak zwaną "tanią flagę" a zatrudnienie się na takich "pirackich" statkach równałoby się samobójstwu. Czas otrzymywania zasiłku dla bezrobotnych dobiega końca, a zasady nie pozwalają mi na korzystanie z pomocy socjalnej. Moja znajomość języka niemieckiego nie jest zbyt dobra, a poza tym nie mam żadnego innego wykształcenia jak "morskie". Co robić?

Dzięki protekcji dostaję pracę jako akordowy robotnik fizyczny w Państwowej Manufakturze Porcelany. Pracuję w dziale wyrobu masy porcelanowej, z której na dalszych etapach produkcji "lepi się" garnki. Mimo, że mam do pomocy maszyny, praca jest ręczna. Tego wymaga szyld tej fabryki. Manufaktura. Wyroby jej są tak cenne jak porcelany miśnieńskiej czy Rosenthala.

W wieku czterdziestu dziewięciu lat podejmuję morderczą pracę fizyczną. Nie dałem się "śmierci", chociaż pół roku płakałem i nie spałem z powodu bólu mięśni. Ciężko pracowałem w fabryce trzy lata, ale też godziwie zarabiałem.

Odsyłam do mojej drugiej książki "Karczma pod Krzywym Ryjem" wydanej w roku 2001 przez wydawnictwo Cindarella Books. Jest to zbiór opowiadań pisanych w czasie mojego pobytu w Berlinie. W wielu z nich można odnaleźć wątki autobiograficzne.

Nie zaprzestałem działalności politycznej. Możliwości i efekty miałem jednak prawie zerowe. Emigranci z "Solidarności" zatrzymywali się na krótko w Berlinie i rozjeżdżali po całym świecie. Mimo dawanych sobie obietnic o stałym kontakcie, rwał się on natychmiast. Nie usprawiedliwia tego nawet ciężkie, pełne stresów przystosowywanie się do nowych warunków życia.

Grupa Polaków liczyła sobie w Berlinie około dwadzieścia tysięcy. Byli to jednak tak zwani "tolerowani", którzy dostali zgodę na czasowy pobyt z perspektywą pozostania na stałe. Byli także "przesiedleńcy", tacy jak my, to znaczy połączeni z rodzinami. 

Dziewięćdziesiąt procent polskich mieszkańców Berlina zadowolona była z warunków panujących w Polsce, gdyż przeważająca większość posiadała paszporty konsularne i pobierając tutaj zasiłek socjalny, znakomitą część czasu (popełniając przestępstwo według prawa niemieckiego) spędzała w kraju, udając krezusów. Powodował to "czarny" przelicznik marki na złotówki.

Ci co jednak przejawiali chęć politykowania rozbici byli na drobniutkie grupki, o nikłych możliwościach działania, a do tego śmiertelnie skłóceni. To zjawisko, powtarzające się od zarania polskich emigracji, nabrało już cech patologicznych. Myślałem wtedy, że to jest symptomatyczne tylko dla emigrantów. Teraz jestem pewny, że jest to cecha naszego charakteru narodowego.

Porwałem się z motyką na słońce. Powołałem do życia Emigracyjny Klub "Solidarność" obejmujący swoim zasięgiem cały świat. Idea była piękna: skoordynować działania emigrantów NSZZ "Solidarność" na rzecz niepodległości Polski, blisko współpracować z organizacjami Armii Krajowej i "starej emigracji". 

Przeszkody organizacyjne przekraczały moje możliwości i moich finansów. Gdyby w owym czasie istniał internet, mimo wielu trudności na jakie natrafiałem, dałbym radę! Ale gdyby babcia miała wąsy!

Biuro Koordynacyjne w Brukseli nie wsparło mnie. Dzisiaj wiadomo, że oprócz CIA byli tam też agenci KGB z Polski. Gdy w Paryżu podobną mojemu klubowi organizację zaczął tworzyć opozycjonista Chojecki z dużymi koneksjami, wysłałem do niego list akcesyjny bez żadnych warunków, zwyczajnie przekazując siebie i klub. Nie dostałem żadnej odpowiedzi. Po perturbacjach organizacyjnych, Emigracyjny Klub "Solidarność" został rozwiązany, a dokumentację przekazałem Uniwersytetowi Stanforda w USA.

Berlin Zachodni był jedynym miejscem za żelazna kurtyną, do którego obywatel polski nie musiał posiadać wizy wjazdowej. Wobec tego do Berlina waliły tłumy.

Pociągi były zapchane. Naprzeciwko Filharmonii rozłożył się "polski rynek" nazywany tak przez Berlińczyków. Sprzedawano tam dosłownie wszystko: od wódki, papierosów, kiełbasy po drewniane łyżki. Handel był nielegalny, ale tolerowany przez władze miasta.

Przez dziesięć lat interesowało się nami dziesiątki osób. Zgromadziłem ogromną szufladę listów. Pamiętała o nas nie tylko rodzina, ale bliscy znajomi, znajomych znajomi i osoby polecane. Zapewnialiśmy im w miarę naszych możliwości dobry dach nad głową z całodziennym wyżywieniem i ze zwiedzaniem miasta. 

Bardzo nas wszyscy wtedy kochali i w rewanżu zapraszali do siebie, do Polski wiedząc, że jest to dla nas niemożliwe. Przyjeżdżali tajni kurierzy z podziemia szczecińskiego z różnymi zamówieniami. Tylko, że nie mieli na to pieniędzy. Czasami, zmęczeni gośćmi, udawaliśmy, że nas nie ma w domu.

Niespodziewanie mur berliński runął i naturalną rzeczy koleją zrobiło się pusto. Listów nie przybywało, rodzina miała wiele innych spraw na głowie, przyjaciele i znajomi zajęli się transformacją. Dzisiaj w Szczecinie, gdzie czasowo przebywam, nikt jakoś nie kwapi się by mnie zaprosić. Telefon milczy. Kto zauważy średniozamożnego emeryta, już nikomu niepotrzebnego?
 

Krzysztof Jagielski - pisarz, członek Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie - Londyn, działacz ZZ "Solidarność" w Szczecinie.
 

POPRZEDNIE CZĘŚCI
 


PANORAMA - NIEZALEŻNY MAGAZYN POLONII KANADYJSKIEJ
Tel: (514) 367-1224, E-mail: kontakt@panoramanews.org
Designed and maintained by Andrzej Leszczewicz
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
ZALOGUJ SIĘ