.

MAGAZYN PANORAMA
352 Bergevin, Suite 6 
Lasalle, Qc
H8R 3M3 

E-mail: office@panoramanews.org

Tel. (514) 367-1224 
Tel. (514) 963-1080



 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

"Są wśród nas" - fenomen Polonii montrealskiej

Bożena Szara: Skąd wziął się pomysł na zorganizowanie cyklu "Są wśród nas"?

Jerzy Adamuszek: Pod koniec lat 90. zapraszałem na organizowane przeze mnie "Spotkania Podróżnicze" montrealskich twórców, aby mogli zaprezentować swoją działalność środowisku polonijnemu. Z czasem pojawił się pomysł stworzenia osobnego cyklu, w którym to właśnie oni byliby głównymi bohaterami. Pomysł dojrzewał przez kilka lat, a na początku 2007 roku narodziła się jego nazwa. Przecież tych ludzi spotykamy na co dzień, mieszkają w Montrealu - są wśród nas.

Jerzy Adamuszek

Chciałem przybliżać Polonii ich działalność, zgodnie z powiedzeniem: "Cudze chwalicie, swego nie znacie". Przyjąłem zasadę, że gość wieczoru musi mieszkać w Montrealu albo być silnie związany z naszą metropolią. Staram się w pierwszej kolejności zapraszać osoby starsze, choć nie wykluczam młodszych. Jeżeli moje pokolenie nie zadba o pamięć pokolenia naszych rodziców, nie możemy oczekiwać, że nasze dzieci będą pamiętały o nas.

B.Sz.: Jak cykl zmieniał się przez lata?

J.A.: Jego główna zasada pozostała niezmienna: najważniejszy jest gość wieczoru. Jako prowadzący pozostaję z boku i tylko w odpowiednich momentach zadaję pytania. Od czwartego spotkania program wzbogacają występy, które nasza nieżyjąca już przyjaciółka Hanka Moszczyńska nazwała "ilustracją muzyczną". Od 21. spotkania sam, z nielicznymi wyjątkami, piszę relacje publikowane na stronie internetowej. Pojawia się na niej także coraz więcej zdjęć. Z czasem przychodzą nowe pomysły, ale nie zmieniają one charakteru cyklu.

B.Sz.: Ilu bohaterów wystąpiło podczas stu spotkań?

J.A.: Na liście gości wieczoru widnieje 112 nazwisk. Podczas niektórych spotkań występowały bowiem dwie, a czasem nawet trzy osoby.

B.Sz.: Które spotkania zapisały się w Twojej pamięci szczególnie mocno?

J.A.: Pamiętam każdy wieczór, ale kilka było naprawdę wyjątkowych. Jednym z bohaterów był Lech Czerwiński, weteran II wojny światowej i autor książki. Zgodził się wystąpić dopiero po kilkunastu latach zapraszania, kiedy miał już 97 lat. Przez ponad godzinę, siedząc na scenie, opowiadał wszystko z pamięci. Mówił tak interesująco, że na wypełnionej sali panowała kompletna cisza. Zmarł niespełna rok później, w 2020 roku.

Wspominam także Marię i Henryka Szóstaków, urodzonych przed wojną we Francji. Po wojnie przybyli do Alberty, a później zamieszkali w Montrealu. Dopiero w starszym wieku postanowili aktywnie włączyć się w życie polonijnych organizacji, mówić po polsku i w ten sposób świadomie powrócić do swoich korzeni.

Wyjątkowe było również spotkanie z Krzysztofem Soroczyńskim, choreografem cyrkowym, zorganizowane w styczniu 2008 roku w siedzibie Cirque Éloize na Starym Mieście. Ponad dwieście osób obejrzało nie tylko rozmowę, lecz także pokaz akrobatów. Wypowiedzi gościa tłumaczono na francuski i angielski, a wieczór zakończył się dopiero przed północą.

B.Sz.: Jaką rolę cykl odegrał w integrowaniu montrealskiej Polonii?

J.A.: Ludzie chcą wychodzić z domu, spotykać się i rozmawiać. Pomagają przy organizacji kolejnych wieczorów, polecają następnych bohaterów i przychodzą poznawać ich historie. To pokazuje, że taka działalność jest potrzebna.

Ważną rolę odgrywa również strona internetowa, przez wiele lat prowadzona przez Jacka Stomalę, a w latach 2011-2016 oraz ponownie od początku 2026 roku przez Andrzeja Leszczewicza. Dzięki niej otrzymywałem wiadomości, głównie z Polski, od osób poszukujących informacji o naszych gościach do prac magisterskich i doktorskich. Historie opowiedziane podczas montrealskich spotkań zyskały więc znacznie szerszy zasięg.

B.Sz.: Czy spodziewałeś się, że projekt przetrwa niemal dwadzieścia lat?

J.A.: Nigdy poważnie się nad tym nie zastanawiałem. Wiele projektów po pewnym czasie się wypala albo napotyka problemy organizacyjne. Ja jednak nie działam sam. Bardzo ważne było zaangażowanie Konsulatu Generalnego RP, a w ostatnich dwóch latach także Związku Weteranów Polskich i Kongresu Polonii Kanadyjskiej. Od początku proszę o pomoc i zawsze znajdują się ludzie gotowi jej udzielić - współpracownicy, rodziny oraz przyjaciele bohaterów spotkań. Skoro taka działalność jest potrzebna, a ja wciąż mogę ją prowadzić, dlaczego miałbym przestać?

B.Sz.: Czy Polonia zmieniła się od 2007 roku?

J.A.: Czas płynie, a pokolenie przedwojenne powoli odchodzi. Zmieniają się ludzie i świat wokół nas, ale jedno pozostaje niezmienne: wciąż spotykamy rodaków o niezwykłych życiorysach, którzy są gotowi publicznie opowiedzieć swoje historie. Nie zmienia się też gotowość ludzi do pomocy przy organizowaniu spotkań.

B.Sz.: Co było najtrudniejsze w utrzymaniu ciągłości cyklu?

J.A.: Najtrudniejsze jest pogodzenie działalności społecznej z życiem rodzinnym. Moja jedyna córka dwadzieścia lat temu wyemigrowała na drugi koniec świata. Mam wnuki i staram się spędzać z nimi jak najwięcej czasu. Kiedy jestem z nimi w Australii, myślę o organizowaniu kolejnych imprez, a kiedy przebywam w Montrealu - czekam na następny wyjazd do rodziny. Dużym wyzwaniem były również pandemiczne zakazy zgromadzeń w latach 2020-2022, które opóźniły organizację kolejnych spotkań.

B.Sz.: Po stu spotkaniach czujesz przede wszystkim satysfakcję czy apetyt na następne?

J.A.: Sto spotkań daje ogromną satysfakcję, ale nie traktuję tego jubileuszu jako zakończenia. Dopóki są wśród nas ludzie z ciekawymi życiorysami i dopóki publiczność chce ich poznawać, warto organizować kolejne wieczory. Następne historie wciąż czekają na opowiedzenie.
 

Rozmawiała Bożena Szara


 
... Sto spotkań, sto portretów

Montrealski cykl "Są wśród nas", doczekał się pięknego jubileuszu - setnego spotkania. 
 

 


 
 
 
 
 

 


PANORAMA - NIEZALEŻNY MAGAZYN POLONII KANADYJSKIEJ
Tel: (514) 367-1224, E-mail: office@panoramanews.org
Designed and maintained by Arkona Web Services
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
ZALOGUJ SIĘ