.

Wydawcą magazynu PANORAMA jest 
Radio Polonia - CFMB1280 AM w Montrealu

Adres do korespondencji: 

MAGAZYN PANORAMA
6625, 38e Avenue, Suite 5 
Montreal, Qc
H1T 2X8 

E-mail: [email protected]

Tel. (514) 367-1224 
Tel. (514) 963-1080



 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Zwyczajny szpieg

Świat zbudowany jest z niespodzianek. Jedna z takich niespodzianek zawitała do Ambasady w Lagos pewnego dnia. Weszła do śluzy - swoistego przedsionka o powierzchni kilku metrów kwadratowych, wpuszczona przez moją recepcjonistkę - Basię. Gdyby Basia wiedziała, co to za niespodzianka, prawdopodobnie by jej nie wpuściła. Ale nie wiedziała. Ani ja, siedzący naprzeciwko recepcji w swojej kanciapie zwanej biurem konsula i obserwujący co się dzieje w pomieszczeniu śluzy.

Niespodzianka, pytając o coś recepcjonistkę, stanęła do mnie tyłem, prezentując całkiem zgrabny i zupełnie nienigeryjski tyłeczek i kształtne łydki o delikatnym kolorze mlecznej czekolady. Chwilę potem jej szczupła sylwetka wykonała powolny obrót. Niespodzianka była nie tylko zgrabna, ale i urodziwa. Jako socjolog wiedziałem dokładnie, że właśnie wpadam w pułapkę europocentrycznego stereotypu urody.

Dziewczyna prawdopodobnie należała do ludu Fulani. Nie sądzę, aby miała jakiegoś białego przodka. Ale dla mnie była piękna. [...]

Niespodzianka była młodą kobietą pozbawioną zupełnie cech negroidalnych, tak typowych dla pań z ludu Yoruba lub Igbo. Miała zgrabny prosty nosek. Kształtną sylwetkę. Pośladki nie wystawały jej do tyłu jak siodełko dla niemowlaka, co było niemal nieodzownym wyposażeniem miejscowych dziewcząt. Za to widać było, że - jak to mawiali moi kumple z Powiśla - kobitka ma na czym siedzieć. Była gotową zwyciężczynią dowolnego konkursu piękności w sercu Europy. Gdybym wtedy wiedział, że na świecie żyje istota zwana Halle Berry, to zapewne pomyślałbym, że właśnie postanowiła mnie odwiedzić.

Jaskiniowiec tkwiący we mnie od dziesiątków tysięcy lat zauważył to wszystko w mgnieniu oka. Ewolucja nie miała zamiaru wypuścić mnie ze swoich szponów. Nabrałem powietrza w płuca i odruchowo wyprostowałem sylwetkę prężąc tors. Wiedziałem, że czekają mnie kłopoty. Czujne spojrzenia Basi z naprzeciwka nie wróżyły niczego dobrego.

Niespodzianka przyglądała mi się przez chwilę taksującym uważnym spojrzeniem.

- How can I help you? - zapytałem uprzejmie ciepłym sznaps barytonem, [odruchowo obniżając głos, żeby brzmiał bardziej męsko].

Halle Berry odezwała się nieziemskim, zmysłowo chrapliwym głosem, jeszcze bardziej potęgując wrażenie, jakie wywarła na mnie jej całkiem ziemska cielesność:

- Szukam możliwości podjęcia studiów poza Nigerią. W tym kraju nie da się już żyć ... - zadeklarowała.

[...] Z dokumentów szkolnych wynikało, że jest dwojga imion: Princess Grace. "Księżniczka i Łaska" Albo "Gracja". Zmartwiłem ją informacją, że nabór na studia w Polsce w nadchodzącym roku akademickim już dawno się zakończył. Może na przyszły rok ...

Princess zamyśliła się przez chwilę. Leniwym ruchem dłoni, przesuwając ją od karku ku górze kształtnej głowy przeczesała palcami swoje krótkie, lekko kędzierzawe włosy. Kiedy lekko obracała tułów przy tym ruchu, wyprężyła się delikatnie, prezentując niewątpliwie atrakcyjny kształt lewej piersi, widocznej pod światło przez prawie przezroczystą białą bluzkę. Princess - jak zapewne wszystkie Księżniczki - nie nosiła biustonosza.

- Psiakrew! - zakląłem w duchu. Toż to nie tylko skończona piękność! To znakomita profesjonalistka w dyscyplinie zwanej uwodzeniem mężczyzn! Wywiadowcze dzwonki alarmowe wspomagane coraz bardziej srogim wyrazem twarzy mojej żony [siedzącej naprzeciwko za pancernym szkłem] wyrwały mnie ze stanu cielęcego zachwytu.

Princess Grace z gracją nadal prezentowała swoje wdzięki. Lekki obrót ciała ukazał jej kształtne biodra. Popatrz "oyibo", tylko popatrz!

Ale gdy czar już raz prysł, było prawie "po ptokach". Moja twarz przemówiła, bez słów. Jednak Księżniczka z Gracją mimo to nie zamierzała ustąpić zbyt łatwo.

- Mister, stypendium to ważna sprawa, ale [zamiast tego] chętnie zatrudnię się u ciebie jako "cleaning lady" - z olśniewającym i kusicielskim uśmiechem pokazała białe zęby błyskające w jej pełnych, miękkich ustach godnych Brigitte Bardot.

- Mamy już pomoc domową, dziękuję[...] - i ja uśmiechałem się uprzejmie, choć moje zęby nie mogły się równać z tymi po drugiej stronie szyby.

- Ok, ale ja mam lepszy pomysł - Księżniczka nie poddawała się - weź mnie za żonę... - zaatakowała mnie frontalnie propozycją ociekającą wręcz seksem.

- Mam już żonę. Siedzi tam za tobą - broniłem się jak mogłem, wskazując na Basię ponuro wpatrzoną z drugiej strony śluzy w kształtny tyłek naszego gościa. Jej ponura mina nie wróżyła nic dobrego.

- Ojej, to żadna przeszkoda. Będę twoją drugą żoną ... - jej chrapliwie zmysłowy głos rzucał na szalę wszelkie możliwe pokusy, jakie mogły przychodzić do głowy. Jej. I mnie. Przez chwile w milczeniu rozważałem tę propozycję. Wcale nie była taka absurdalna. Obleśny jaskiniowiec ukryty w przepastnych głębinach mej grzesznej duszy aż zakwiczał i zarechotał na zdrożną myśl o możliwych pikantnych konfiguracjach, jakie mogłaby zrodzić taka opcja. Ułamek sekundy potem jaskiniowiec dostał pałą w swój głupi łeb. Dzwonek telefonu wewnętrznej linii wyrwał mnie z pornograficznych mikro-marzeń.

- Kochanie! - stalowy i ostry jak brzytwa głos mojej "drugiej połowy" przywołał mnie do rzeczywistości - Skończ z tą lalą, albo ja z tobą skończę!

Westchnąłem. Albo miejscowy kontrwywiad brał mnie za idiotę, albo ta dziewczyna miała całkiem inny powód do desperacji.

- Och, Mister, zgódź się, proszę. - w głosie Księżniczki usłyszałem zwątpienie i jakiś cichutki, błagalny ton.

- Ile w końcu można obsługiwać tych wojaków z [koszar] Dodan Barracs...?

Mit prysł. Princess Grace nie była Księżniczką z Gracją. [Prędzej z Laską]. Była po prostu śliczną prostytutką. Pierwszą w moim życiu, która mi się spodobała. Pojawiła się na chwilę. I znikła bezpowrotnie.

 
Filip Hagenbeck  

Filip Hagenbeck - oficer wywiadu. Weteran długoletnich misji poza granicami kraju. Na terenach trudnych i gorących, także w warunkach wojennych. Do niedawna myślał, że resztę swego życia spędzi jak wszyscy szpiedzy - w cieniu, w kapciach, przy kominku, z ukochanym psem, głaszcząc siwiejącą brodę. Pomylił się. Na emeryturze został pisarzem i autorem scenariuszy filmowych.

Powyższy tekst to fragment rozdziału 12 "Oyibo" z I tomu książki: "Zwyczajny Szpieg. Wspomnienia" ... str. 362 i dalsze...

Rozmowa z autorem jest dostępna na stronach internetowych Radia Polonia i Panoramy

 


PANORAMA - MAGAZYN RADIA POLONIA CFMB 1280 AM, MONTREAL, KANADA
Tel: (514) 367-1224, (514) 963-1080, E-mail: [email protected]
Designed and maintained by Andrzej Leszczewicz
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
ZALOGUJ SIĘ