.

Wydawcą magazynu PANORAMA jest 
Radio Polonia - CFMB1280 AM w Montrealu

Adres do korespondencji: 

MAGAZYN PANORAMA
6625, 38e Avenue, Suite 5 
Montreal, Qc
H1T 2X8 

E-mail: [email protected]

Tel. (514) 367-1224 
Tel. (514) 963-1080



 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

To był maj

Zazwyczaj w maju próbowaliśmy już nowalijek: młodych, soczystych marchewek, pietruszek czy zawadiackiej cebuli. Oblizywaliśmy się ze smakiem po pierwszych owocach, głównie były to rozpływające się w ustach truskawki, a tuż tuż za nimi tryskające słodyczą czereśnie. Och, wspomnienia...

Czasy się zmieniły jakoś dziwnie, bo w tym roku pierwsze na rynku pojawiły się czereśnie, w zdumiewającej cenie 260 zł za kilogram. Od razu pomyślałam, że jeśli znajdę w nich robaka, to wyślę skubańca na zmywak, żeby odpracował to, co pożarł.

Niektórzy to się nawet ucieszyli, bo mieli rozwiązany problem z prezentami dla majowych "komunistów" czyli dzieci przystępujących do pierwszej komunii. Zamiast główkować dron czy skuter można było kupić po prostu trzy kilogramy czereśni lub sadzonkę jako inwestycje na przyszłość. Ogonki i pestki obdarowany szczęśliwiec odda do depozytu w banku albo do sejfu rodziców. Jeden internauta to nawet dał ogłoszenie; "Sprzedam dom za 2 mln., co prawda wart jest 20 tys., ale obok rosną 2 czereśnie".

Julian Tuwim raportował: "A polski bez jak pachniał w maju, w Łazienkach i ogrodzie Saskim, na rogach ulic i w tramwaju, gdy z Bielan wracał lud warszawski". Agnieszka Osiecka dopowiadała: "To był maj, pachniała Saska Kępa szalonym, zielonym bzem". Kasztan czyli prawidłowo kasztanowiec też ma dobrą prasę, głównie u nastawionej romantycznie młodzieży, która jak co roku woli parami spacerować pod kwitnącymi drzewami zamiast uczyć się do egzaminów końcowych, szlifując na przykład biegłość ortograficzną takim oto cudeńkiem: "Dżdżystym 
rankiem gżegżółki i piegże zamiast wziąć się za dżdżownice nażarły się na czczo miąższu 
rzeżuchy i rzędem rzygały do rozżarzonej brytfanny."

"Elektryczne Gitary" dodają ostatni już, ale absolutnie niezbędny składnik majowych klimatów, czyli piękne dziewczyny i dorodnych młodzieńców, śpiewając: "Dzieci wesoło wybiegły ze szkoły, zapaliły papierosy, wyciągnęły flaszki...". Złóżmy teraz w całość wszystkie elementy majowego miesiąca i co nam wyjdzie? Czas matur, czyli zdobywania świadectw dojrzałości.

W takich na przykład Chinach szczególny nacisk położony jest na egzamin gaokao - odpowiednik polskiej matury, którego wynik decyduje o studiach. Ambitni rodzice ambitnych dzieci już od najmłodszych lat przygotowują je do tego egzaminu, wysyłając na wielogodzinne i kosztowne zajęcia pozalekcyjne. Sektor korepetycji wart był ponad 120 mld dolarów w skali roku. No i władze chińskie podjęły próbę opanowania tego rynku, podobno dla wyrównania szans uczniów. Zakazano korepetycji w weekendy, podczas wakacji, online, no i wprowadzono obowiązek posiadania specjalnej licencji przez nauczycieli. Ale znając Chińczyków, wiemy, że nie odpuszczą.

Swojego czasu w Pensylwanii został odwołany mecz futbolu zespołu Eagles z powodu zamieci śnieżnej. Gubernator Ed Rendell wściekł się: "Staliśmy się narodem mięczaków. Chińczycy odwołaliby mecz? Nie! Maszerowaliby w zadymce na stadion, po drodze rozwiązując zadania matematyczne!". I coś w tym jest. Ostatnio trafiłam na informację, że licealiści USA wygrali Międzynarodową Olimpiadę Matematyczną, II miejsce zajęła Korea Południowa, a III Chiny. Przyjrzałam się bacznie utalentowanym amerykańskim chłopcom - sami Azjaci!

Chociaż w dzisiejszych czasach wszędzie młodzi ludzie aż przebierają nogami, niecierpliwie oczekując przejęcia stanowisk i posad, kierowniczych foteli, służbowych limuzyn, udziałów w radach nadzorczych i innych apanaży, do korzystania z których bez matury ani rusz. Co prawda czasy się nieco zmieniły, wymagania rosną, teraz byle pacan ma doktorat, a niejaki Zybertowicz jest nawet profesorem!

Edukacja w Polsce była nieustannie reformowana, korygowana i poprawiana, za każdym razem bez właściwego przygotowania i przemyślenia. Nieszczęsny system kształcenia dzieci i młodzieży nie miał fartu, trafiając w ręce takich "pedagogów" jak Roman Giertych, Anna Zalewska czy obecny szef resortu Przemysław Czarnek. Eksperymentowano na żywym ciele edukacji, mieszając w głowach niedoświadczonych życiowo uczniów i coraz bardziej zdezorientowanych nauczycieli. Na przykład szkoła podstawowa trwała, w zależności od chwilowych fanaberii, 6, 7, a nawet 8 lat.!

Najbardziej namieszała swoja "deformą" szkolnictwa Anna Zalewska, która wprowadziła rewolucje w szkołach, wprowadzając 8-letnią podstawówkę i 4-letnie liceum. Likwidując gimnazja spowodowała kumulację absolwentów szkół podstawowych i gimnazjalnych w pierwszych klasach szkół średnich czyli totalny bałagan, bezład i w ogóle wszystko na "b". Sam premier Morawiecki, rocznik 1968 zgłupiał od tego wszystkiego i powiedział, że chodził do gimnazjum, chociaż wprowadzono je w 1999 roku. Ale premier nie takie już bajki opowiadał.

A kiedy prezydent Duda starł uśmiech z twarzy, napiął mięśnie żuchwy, żeby dodać fizjonomii stanowczości i oświadczył, że zdecydował się podpisać ustawę o reformie edukacji, Zalewska wzięła tyłek w troki i dała dyla do Brukseli, żeby nie odpowiadać za upadek szkolnictwa w Polsce.

Godnie zastępuje ją minister Czarnek, postać tragiczna, który również nie zdaje sobie sprawy, że szkoła powinna przygotować uczniów tak, żeby umieli czytać ze zrozumieniem, pisać i myśleć. Jego światopogląd to kwintesencja obskurantyzmu, zacofania, seksizmu, nacjonalizmu, dewocji i magicznego myślenia. Ogłosił, że "Trzeba zacząć uczyć młodzież poprawnie" czyli nowa edukacja opiera się na wybranych na nowo lekturach i nowych tematach. Z uczniów, karmionych od małego telewizją Kurskiego, apelami smoleńskimi, pielgrzymkami na Jasną Górę, Marylą biesiadną i Zenkiem Martyniukiem, wyrosną kiedyś ludzie, którzy nie będą zadawać zbędnych pytań i którym będzie można wciskać dowolny kit. Dlatego na różnych szczeblach edukacji poprzeczkę wiedzy ustawia się na coraz niższym poziomie.

Swojego czasu krążył dowcip, który świetnie ilustruje tę tendencję:

1970 - drwal sprzedał drewno za 100 zł. Wycięcie drzewa na to drewno kosztowało go 4/5 tej kwoty. Ile zarobił drwal?

1980 - drwal sprzedał drewno za 100 zł. Wycięcie drzewa na to drewno kosztowało go 80% tej kwoty. Ile zarobił drwal?

2000 - drwal sprzedał drewno za 100 zł. Wycięcie drzewa na to drewno kosztowało go 80% tej kwoty, czyli 80 zł. Zarobił więc 20 zł. Zakreśl liczbę 20.

2022 - drwal sprzedał drewno za 100 zł. Pokoloruj drwala.
 
 

Danuta Owczarz - Kowal


Danuta Owczarz - Kowal - filolog orientalny, prawnik, felietonista 
 


PANORAMA - MAGAZYN RADIA POLONIA CFMB 1280 AM, MONTREAL, KANADA
Tel: (514) 367-1224, (514) 963-1080, E-mail: [email protected]
Designed and maintained by Andrzej Leszczewicz
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
ZALOGUJ SIĘ