| Świat wstrzymuje oddech
Davos znów stało się centrum świata,
ale daleko było mu do spokojnego zlotu elit. W cieniu wojny w Ukrainie,
napięć na Bliskim Wschodzie i globalnych sporów handlowych do alpejskiego
kurortu zjechali przywódcy państw i szefowie czołowych firm. Największe
emocje wzbudzał Donald Trump, który zapowiadał nową falę ceł karnych i
znów podkręcał temat Grenlandii. W tle toczyły się kluczowe rozmowy polityczne,
a eksperci ostrzegali, że to nie kryzys, który "sam się rozejdzie". W tym
roku Davos bardziej przypominało ring niż salę konferencyjną - każdy ruch
był obserwowany, każdy gest analizowany.
Nie trzeba być dyplomatą ani ekonomistą,
by zauważyć, że świat znalazł się w punkcie zawieszenia. Coraz częściej
padają pytania o bezpieczeństwo, stabilność i reguły gry. Wystąpienie Marka
Carneya w Davos było jednym z tych sygnałów, które każą uważniej wsłuchać
się w ciszę między kolejnymi globalnymi deklaracjami.
Podczas wystąpienia na Światowym
Forum Ekonomicznym w Davos premier Kanady Mark Carney nie ogłaszał rewolucji
ani nie formułował politycznych haseł. Robił coś znacznie mniej efektownego,
a znacznie ważniejszego: opisywał rzeczywistość taką, jaka jest, a nie
taką, jaką przez lata woleliśmy sobie wyobrażać.
Carney mówił wprost, że opowieść
o globalnym porządku opartym na międzynarodowych zasadach zawsze była tylko
częściowo prawdziwa. Najsilniejsi naginali reguły, gdy było im to wygodne,
prawo międzynarodowe bywało stosowane selektywnie, a zasady handlu egzekwowano
asymetrycznie. Jednocześnie jednak - i to warto podkreślić - ten system
funkcjonował. Zapewniał bezpieczeństwo szlaków handlowych, stabilność finansową
i ramy współpracy, z których korzystała znaczna część świata.
Premier Kanady zwrócił uwagę, że
przez lata wszyscy uczestniczyli w tym układzie, świadomie ignorując rozdźwięk
między oficjalną retoryką a praktyką. Była to fikcja użyteczna - nie idealna,
ale skuteczna.
Momentem przełomowym stało się jednak
coś innego. To Donald Trump, jako prezydent Stanów Zjednoczonych, zakwestionował
sens tej niepisanej umowy, mówiąc wprost, że "to już nie działa". Carney
nie cytował tego zdania po to, by je pochwalać, lecz by pokazać, że po
jego wypowiedzeniu dalsze podtrzymywanie iluzji stało się niemożliwe.
W dalszej części wystąpienia Carney
diagnozował skutki tej zmiany. Świat - jego zdaniem - nie znajduje się
w procesie spokojnej transformacji, lecz gwałtownego przełomu. Kolejne
kryzysy ostatnich dekad obnażyły ryzyko nadmiernej globalnej integracji,
a używanie narzędzi gospodarczych jako instrumentów nacisku tylko ten proces
przyspieszyło.
W tym kontekście Carney mówił o zjawisku,
które trudno uznać za zaskakujące. Coraz więcej państw dochodzi do wniosku,
że musi budować większą strategiczną autonomię - w energetyce, żywności,
finansach czy bezpieczeństwie. Nie dlatego, że odrzucają współpracę, lecz
dlatego, że w świecie, w którym zasady przestają chronić, państwa zaczynają
chronić się same.
Na tym etapie kończy się analiza
Carneya, a zaczyna pole do refleksji. Jeśli globalny porządek oparty na
zasadach był konstrukcją niedoskonałą, ale funkcjonalną, to jego demontaż
bez oferty zamiennika prowadzi do świata bardziej chaotycznego i mniej
stabilnego. Świata, w którym zaufanie - raz utracone - odbudowuje się latami.
I być może to jest najważniejsze
przesłanie płynące z wystąpienia kanadyjskiego premiera: że złudzenia można
porzucić szybko, ale konsekwencje takiej decyzji zostają z nami na długo.
Karol Wilk - komentator
polityczny
|