| Kent Monkman. Historia
przemalowana
W Muzeum Sztuk Pięknych w Montrealu
do 8 marca 2026 można zobaczyć wystawę dzieł artysty wywodzącego się z
plemienia Kri z doliny Fisher River w Manitobie - Kenta Monkmana. Artysta
urodzony w 1965 roku żyje i pracuje pomiędzy Toronto a Nowym Jorkiem. Żaden
z jego monumentalnych obrazów prezentowanych w montrealskim muzeum (około
40 akrylowych wielkoformatowych płócien) nie jest dziełem przypadku, lecz
precyzyjnie przemyślaną, i tak też wykonaną konstrukcją, w której każdy
szczegół jest ważny. Monkman zmusza odbiorców do myślenia i bez wątpienia
wystawa osiąga ten cel: drażni, jątrzy, prowokuje, zadaje trudne pytania,
wywołuje gniew, często wzruszenie i łzy, a czasem uśmiech.
 |
.... |
Tematy, które ukazuje
artysta to przede wszystkim problemy rdzennych ludów Ameryki Północnej,
ale też traumy naszych czasów i związane z nimi kryzysy, takie jak: emigracja,
niszczenie przyrody, tożsamość seksualna. Monkman zgłębia te zagadnienia
zanurzając się w europejskie malarstwo historyczne i je interpretując.
Przedstawia po swojemu, na nowo maluje czerpiąc z dzieł uznanych za wybitne:
"Tratwa Meduzy" Theodore'a Gericaulta czy też "Trzeci maja 1808" Francisca
Goi, nie zapominając o "Guernice" Pabla Picassa. To tylko kilka przykładów
spośród "klasyki" europejskiej zinterpretowanej na nowo przez Monkmana
z perspektywy doświadczenia ludzi uciśnionych, czekających na rozstrzelanie,
rozdeptanych przez najeźdźcę, czasem zwanych kolonizatorami lub osadnikami.
Artysta przedstawia Amerykę - nazywaną
przez autochtonów "Wyspą Żółwi" zgodnie z ich wierzeniami o stworzeniu
świata - sięgając do mitologii, religii i historii, a zarazem podważając
stereotypy i obalając uprzedzenia o "dzikusach". |
W dyptyku "Wooden Boat People" oddaje
głos tubylcom, którzy niczego nieświadomi gościnnie i serdecznie witają
białych przybyszów na swej ziemi. Gotowi są oddać życie walcząc z falami,
by osłonić bladych i przestraszonych podróżników. Ale przecież historię
piszą zwycięzcy
Stąd też rdzenni mieszkańcy zostali przemianowani na dzikusów,
ludobójstwo - na ekspansję Zachodu, najeźdźcy - na osadników, dominacja
- na religię. Możemy się z Monkmanem zgadzać lub nie, ale taka właśnie
jest jego wizja Ameryki opowiedziana z perspektywy rdzennej ludności -
tak rzadko widziana i słyszana w przeszłości. Przecież to narracja zwycięzców
przetrwała dekady.
Inny bolesny temat ukazany w dziełach
Monkmana to losy dzieci siłą zabieranych rodzicom i umieszczanych w internatach
- jak wiemy proceder ciągnący się aż do lat 90-tych XX wieku. Ustawa o
Indianach z 1876 roku mająca na celu asymilację rdzennej ludności ze społeczeństwem
kanadyjskim pozwalała na porywanie dzieci, wywożenie ich setki kilometrów
z dala od rodziców, wpajanie "białego" sposobu myślenia i przymusową indoktrynację
chrześcijańską. Bardzo często z użyciem przemocy fizycznej, emocjonalnej
i seksualnej. Dzieci musiały mówić wyłącznie w językach obowiązujących,
a gdy próbowały wrócić do swojego języka, duchowości czy kultury rodziców,
były surowo karane.
Obraz "Study for the Sparrow" - ascetyczny
w formie, ale bynajmniej nie w wyrazie - przedstawia dramat dziecka patrzącego
na wróbelka, który przysiadł na parapecie okiennym. Surowe wnętrze, zakratowane
okno, bose stopy, skromna koszulka, "kwadratowo" przycięte włosy dziewczynki
wspinającej się, by dotknąć ptaszka stanowią kontrast ze światem, który
nigdy nie będzie jej udziałem. Wróbel uosabia wolność, naturę, swobodę,
ale to wszystko wraz z wiatrem i słońcem jest poza jej zasięgiem. Na nagiej
ścianie pozostał tylko krzyż. Płótno nieodparcie kojarzy się mi z dziełami
Vermeera.
W obrazie "Sunday in the Park" chyba
najmocniej widoczna jest reinterpretacja XIX- wiecznego malarstwa europejskiego
("Niedzielne popołudnie na wyspie Grande Jatte" Georges'a Seurata). Z paryskiego
parku artysta przenosi nas prawie dosłownie w nieskażony cywilizacją malowniczy
pejzaż ogromnych przestrzeni Ameryki. Półnagie postacie autochtonów w piknikowych
pozach, w wysokich butach i cylindrach na głowach, z parasolkami w dłoniach
pokazują jak bardzo te europejskie atrybuty nie pasują do monumentalnego
krajobrazu surowych, groźnych gór. Wśród nich na pierwszym planie widzimy
Miss Chief Eagle Testickle - alter ego artysty wielokrotnie pojawiający
na płótnach Monkmana. To istota dziwna, queerowska, o niewiadomej płci,
skąpo odziana, ale za to w butach Louboutina z czerwonymi podeszwami i
torebką Louisa Vuittona. Często trzyma w ręku pióro - symboliczny znak
pokoju wśród rdzennych ludów. Miss Chief podróżuje więc w czasie i przestrzeni,
pełni rolę przywódcy, jak "Wolność prowadząca lud na barykady" w obrazie
Delacroix. Te skojarzenia nasuwa nam ogromnych rozmiarów dzieło zatytułowane
"Miss Chief's Wet Dream". Widzimy tu symboliczną konfrontację dwóch niezależnych,
kompletnie różnych kultur odwołujących się do wartości tak od siebie odmiennych:
autochtońskiej i europejskiej. Pewien krytyk napisał o Monkmanie: "maluje
tak dobrze, jak zna się na historii sztuki".
Wspomniałam już o wielu symbolach
wywodzących się z kultury Starego Kontynentu. Ale nie mogę pominąć Picassa
"zakodowanego" w dziełach Monkmana. Na obrazie "The Triumph of Mischief"
twórcę kubizmu otaczają czarni mężczyźni przypominający swoimi pozami "Panny
z Awinionu". Pojawiają się także znane nam z "Guerniki" kubistyczne kobiety,
byki z ich tępą siłą i brutalnością, poranione konie.
Obrazy Monkmana są niezwykle dynamiczne.
Uchwycenie postaci w ruchu i gra światłocieniem tworzy w nich trójwymiarowość
oraz wrażenie nieustającego ruchu. Malarz zmusza nas do zatrzymania się
i szukania szczegółów w kondensacji akcji. Każda postać stanowi część ważnej
całości. I tylko takie jednoczesne spojrzenie na detal i całość pozwalają
nam w pełni uchwycić sens dzieła.
Wystawę wieńczy obraz pt. "The Great
Mystery". Jest żartobliwym mrugnięciem oka w kierunku widza. Widzimy na
nim półnagą Miss Chief dosiadającą pięknego, gniadego konia. Głowę postaci
przyozdabia wielki, czarny pióropusz, a szyję okala indiański wisior. To
autoportret artysty. Na twarzy Miss Chief rysuje się lekki, może ironiczny
uśmiech, a zarazem zdziwienie. Czy wzniesione w górę ramiona mogą symbolizować
przebaczenie ciemiężcom i pojednanie z nimi? Odpowiedź pozostawiam Państwu
I w tym przypadku Monkman nawiązał
artystyczny dialog z tradycją "korzystając" z pomysłów malarza Marka Rothko
i rzeźbiarza Cyrusa Dallina. Obrazy Monkmana są prowokacyjne, więc nie
można przejść obok nich obojętnie. Malarz demitologizuje historię, odwraca
ustalony porządek rzeczy, by wstrząsnąć odbiorcą i uświadomić mu, co jest
"podręcznikową" prawdą, a co kłamstwem. Twórca prowadzi dialog z mitologią,
z historią oraz z tradycją malarską w celu wydobycia uniwersalnych treści
dotyczących współczesności. Dokonuje rozrachunku z przeszłością, rewiduje
postawy białego człowieka wobec pierwszych mieszkańców Ameryki. Stara się
przywrócić skrzywdzonym i upokorzonym autochtonom utraconą godność i należne
im miejsce w historii.
Kto jeszcze nie widział wystawy pt.
"Kent Monkman. L'Histoire est dépeinte par les vainqueurs" niech koniecznie
się na nią wybierze. Bo jest ona nie tylko wielkim przeżyciem estetycznym,
ale także piękną lekcją - nie zawsze chlubnej - historii Kanady.
Magda Chylewska - polonistka,
felietonistka
|