.

MAGAZYN PANORAMA
352 Bergevin, Suite 6 
Lasalle, Qc
H8R 3M3 

E-mail: kontakt@panoramanews.org

Tel. (514) 367-1224 
Tel. (514) 963-1080



 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Dwie pasje Nadii Monczak

Muzyka bywa pasją, zawodem, czasem marzeniem do spełnienia. Dla Nadii Monczak jest także narzędziem niesienia pomocy. Kanadyjska skrzypaczka polskiego pochodzenia od lat łączy działalność artystyczną z zaangażowaniem humanitarnym - od obozów dla uchodźców w Grecji po koncerty charytatywne w Montrealu i Europie. W rozmowie z Beatą Gołembiowską opowiada o własnych doświadczeniach uchodźczych, sile muzyki i odpowiedzialności artysty wobec świata.
 
.... Nadia Monczak jest kanadyjską skrzypaczką polskiego pochodzenia, która od lat dzieli swoją działalność zawodową między Europę a Amerykę Północną. Jako solistka i kameralistka występowała w Kanadzie, Stanach Zjednoczonych, Rosji, Niemczech, Szwajcarii, Włoszech, Grecji, Islandii, Holandii, Polsce, Słowacji, Ukrainie, Serbii, Rumunii, Peru i Chile. Koncertowała między innymi w Weil Hall w Carnegie Hall, Orford Arts Centre, Europejskim Centrum Muzyki im. Pendereckiego, Kursaal Interlaken oraz w Ministerstwie Spraw Zagranicznych w Limie w Peru. Jej artystyczną drogę kształtowali prof. Vladimir Landsman na Uniwersytecie w Montrealu, prof. Boris Belkin w Konserwatorium w Maastricht, a także prof. Zakhar Bron na kursach mistrzowskich w całej Europie oraz w Zakhar Bron Academy w Interlaken w Szwajcarii. We wrześniu 2025 roku rozpoczęła studia doktoranckie w Montrealu. 

Przywiązana do swoich polskich korzeni, regularnie koncertuje w ambasadach i konsulatach RP na całym świecie, a od 2012 roku jest założycielką i dyrektorką Towarzystwa Muzycznego im. Chopina w Montrealu. Działalność humanitarna jest nieodłącznym elementem jej działalności muzycznej. Prowadziła warsztaty dla orkiestr El Sistema w Peru i Chile, a ostatnio udzielała lekcji gry na skrzypcach i koncertowała w obozach dla uchodźców na Lesbos w Grecji - projekt ten został sfilmowany na potrzeby krótkometrażowego filmu dokumentalnego dla CBC Arts. 

Przeprowadziłam z Nadią dwie rozmowy, oddalone od siebie w czasie, ale niestety na tematy ciągle aktualne. Pierwsza miała miejsce tuż po ataku Rosji na Ukrainę, a druga po ataku Izraela na strefę Gazy.

Beata Gołembiowska - W bardzo wczesnym wieku zaznałaś losu uchodźcy, gdyż przyjechałaś do Kanady jako niemowlę, z rodzicami, którzy uciekali przed komunistycznym reżimem ...

Nadia Monczak - Podczas udzielania wywiadów dla CBC wspomniałam, że los uchodźców jest mi szczególnie bliski, gdyż sama w wieku trzech miesięcy byłam uchodźcą, chociaż nie towarzyszyły mojej "ucieczce" dramatyczne okoliczności. Moi rodzice wyemigrowali z Polski w 1988 roku, czyli jeszcze za czasów komunizmu. Przez wiele miesięcy starali się o paszporty, ale bezskutecznie. W końcu mój tata dostał pozwolenie na wyjazd na konkurs muzyczny do Włoch, a mama do tego kraju miała wykupioną wycieczkę. Na wypadek, gdybym nie dostała paszportu, rodzice planowali schować mnie w samochodzie. Wyjeżdżali maluchem, a ponieważ nie było wtedy w Polsce fotelików dla niemowląt umieścili mnie w skrzynce na jabłka. Bezpiecznie dotarliśmy do Rzymu. Rodzice starali się o emigrację do Stanów, Australii i Kanady. W tym okresie we Włoszech nie było już obozów dla uchodźców, więc zamieszkaliśmy w domku na działce i żeby przeżyć, mama dawała lekcje gry na fortepianie. Miałam osiem miesięcy, kiedy Kanada nas przyjęła. 

B.G. - Na całym świecie - z nielicznymi wyjątkami - kariera artystyczna nie jest szczególnie intratna. Jak rodzice-muzycy dali sobie radę w Kanadzie jako poczatkujący imigranci?

Nauka dzieci gry na skrzypcach w obozie dla uchodźów Kara Tape na Wyspie Lesbos

N.M. - Mama ukończyła średnią szkołę muzyczną w klasie wiolonczeli, a potem nie kontynuowała studiów muzycznych, lecz zajęła się - i do tej pory to kontynuuje - organizacją koncertów i festiwali. Tata studiował na Akademii Muzycznej we Wrocławiu, a potem na dwóch uczelniach w Montrealu, gdzie ukończył studia doktoranckie. Do dzisiaj jest skrzypkiem, a mama menadżerką. Rodzice zdawali sobie sprawę, że nie mają "rozchwytywanych" zawodów, lecz byli zdeterminowani, żeby w nowym kraju kontynuować pracę zgodnie ze swoim wykształceniem. Gdy osiedlili się w Montrealu i nauczyli się francuskiego, ojciec od razu rozpoczął studia muzyczne i na uczelni poznał wiele osób z kręgów artystycznych. Większość początkujących imigrantów chwyta się jakiegokolwiek zajęcia, żeby przeżyć i rezygnuje ze swojej wcześniejszej kariery zawodowej.  Tata postanowił, że będzie pracować jako muzyk. Po studiach zaczął grać w orkiestrach i dawać lekcje gry na skrzypcach. Ciągle mi powtarzał, żebym szukała pracy wyłącznie jako muzyk, gdyż zawsze znajdą się jakieś możliwości.

B.G. - A Twoja droga muzyczna?

N.M. - Zaczęłam grać na skrzypcach w wieku czterech lat, lecz nie od razu stało się to moją pasją. Ojciec mnie namawiał do obrania kariery muzycznej, ale ja się buntowałam. Może po prostu przez przekorę? Aż przyszedł przełomowy moment.  Miałam wtedy 17 lat i w Polsce grałam z kwintetem smyczkowym wersję kameralną Koncertu F moll Chopina. Solistą był zwycięzca Konkursu Chopinowskiego z 1990 roku, Kevin Kenner. Zafascynowana jego wykonaniem, które wydało mi się czystą poezją, uświadomiłam sobie nagle, że muzyka jest moją drogą. Ponieważ "obudziłam" się dość późno, musiałam ostro wziąć się do roboty, żeby nadrobić lata wahań, kim naprawdę chcę być. 

B.G. - W pewnym momencie Twoja droga muzyczna zaczęła się splatać z działalnością humanitarną. W 2018 roku pojechałaś na Wyspę Lesbos, by uczyć gry na skrzypcach dzieci z obozu dla uchodźców. Skąd wziął się ten impuls?

N.M. - To była realizacja innej drogi, o której marzyłam już we wczesnym dzieciństwie. Niemalże od zawsze pociągała mnie pomoc humanitarna. Najpierw chciałam być siostrą misjonarką, później lekarką, a zawsze w moich marzeniach pojawiała się Afryka. Możliwe, że tak późno zaczęłam na serio traktować karierę muzyka, gdyż wydawało mi się, że będę się spełniać w pomaganiu ludziom. Gdy nastąpił przełom, o którym wspomniałam, musiałam bardzo ostro wziąć się do roboty i nie miałam czasu, żeby myśleć o realizacji moich wcześniejszych pragnień. Lecz one zawsze we mnie były. Wydawało mi się, że to jest normalne, że wszyscy chcą pomagać. Jakże byłam zdziwiona, gdy odkryłam, że pod tym względem nie jestem aż tak typowa.

Nadia Monczak z wolontariuszami w Ukrainie 

Gdy w 2018 roku zaczęłam szukać możliwości połączenia pracy humanitarnej z muzyką, sprawa uchodźców była głośna i obóz na greckiej wyspie Lesbos był wspominany we wszystkich mediach. Do Grecji czuję duży sentyment, jakby była moją duchową ojczyzną. Może między innymi dlatego, że moja mama przebywała w tym kraju, kiedy była ze mną w ciąży. Szukałam organizacji dającej możliwość połączenia pracy muzycznej z humanitarną. Udało mi się skontaktować z Art Angels Relief - organizacją, która rozpoczęła program muzyczny dla dzieci dzięki donacjom wielu instrumentów smyczkowych z Anglii. Niestety, gdy przyjechałam do Grecji, kilka miesięcy wcześniej organizacja z braku funduszy przerwała kursy muzyczne, dlatego musiałam większość dzieci uczyć od podstaw.

B.G. - Czy wszystkie te dzieci były utalentowane muzycznie?

N.M. - Nie, nie wszystkie. Miałam jedną klasę, którą zaczęłam uczyć zbiorowo, ale czasami oprócz dawania lekcji brałam skrzypce, chodziłam po terenie obozu i po prostu grałam melodie typu La vie en Rose czy inne znane, wpadające w ucho. W takich miejscach, gdzie ludzie często żyją w desperacji, bo nie wiedzą, jak długo tam będą, moja gra wywoływała uśmiech na ich twarzach, dawała chwilę relaksu. Były takie momenty, że po drodze spotykałam dzieci i wtedy robiłam małą prezentację, jak się gra na skrzypcach. Raz mały chłopiec, gdy tylko wziął instrument do ręki i pokazałam mu pozycję, już za pierwszym razem miał najbardziej doskonałą prawą i lewą rękę, tak jakby od lat grał na skrzypcach. A potem spotkałam inne dziecko, nastolatka z Afganistanu, który w ciągu pierwszej godzinnej lekcji nauczył się zagrać melodię Twinkle Twinkle Little Star.

B.G. - Czy nadal masz kontakt z tymi dziećmi?

W bunkrze we Lwowie z wolontariuszami z Folkowiska

N.M. - Niestety nie, ale z jedną rodziną tak. Ich córka pomagała mi uczyć dzieci, więc się zaprzyjaźniłyśmy. To była rodzina kurdyjska. Udało się im wyjechać z Lesbos i są obecnie w Anglii. Czułam się bardzo wdzięczna za wszystkie chwile z młodymi uchodźcami i ich rodzinami. Natomiast, od strony bardziej negatywnej, moje doświadczenie na Lesbos uświadomiło mi, że zawsze się znajdą ludzie i organizacje gotowe użyć każdą kryzysową sytuację, by na tym osobiście skorzystać. Odtąd, zanim zaangażuję swoją energię lub pieniądze, chcę się upewnić czy organizacja jest naprawdę wiarygodna.

B.G. - Tocząca się obecnie wojna w Ukrainie poruszyła cię do tego stopnia, że tuż po jej wybuchu zorganizowałaś koncert w Montrealu w celu zebrania funduszy na ofiary wojny.  Czy możesz mi opowiedzieć o tym koncercie? Kto był jego pomysłodawcą? Jaki był odbiór i czy udało się osiągnąć cel?

N.M. - Gdy zaczęła się wojna, miałam koncertowe tournée w Quebecu. Tak przeżyłam tę wiadomość, że nie spałam prawie całą noc i sprawdzałam doniesienia z Ukrainy. Mam trzech przyjaciół Ukraińców. Poprzez osobiste więzi inaczej się odbiera tego typu tragedię. Cały czas czekałam na wiadomości od nich. Wszyscy są muzykami i nasza profesja dodatkowo nas powiązała. Jeden z nich jest Ukraińcem, ale mieszka w Niemczech i pojechał na kilka koncertów do Kijowa. Gdy wybuchła wojna, nie mógł wrócić do Niemiec.

Czułam się bezradna, a chciałam jakoś pomóc, szczególnie tym wszystkim, którzy uciekali przed wojną. Dlatego postanowiłam zorganizować koncert, aby dodatkowymi funduszami wesprzeć uchodźców. Zorganizowanie tak wielkiego przedsięwzięcia trochę mnie przerażało, ale coraz więcej osób okazywało pomoc. Po dwóch latach "covidowej" izolacji to było niesamowite, jak ludzie potrafili nagle się zjednoczyć. Tyle osób pomogło przy tym koncercie, nie tylko sponsorzy, ale firma graficzna, potem firma drukarska, szef firmy Québecor Media, który za darmo nagłośnił koncert w "Journal de Montreal". Nieoceniony wkład finansowy i organizayjcny włożyła także Fundacja Rodziny Korwin-Szymanowskich. W przeciągu zaledwie dwóch tygodni koncert został zorganizowany! Mieliśmy najwyższej jakości nagłośnienie i oświetlenie firmy Solotech, niesamowitą ekipę, która filmowała cały koncert i puszczała na żywo, świetnych, znanych w Quebecu muzyków, którzy przyciągnęli publiczność. Dodatkowo koncert odbył się w pięknej scenerii montrealskiej Bazyliki Notre Dame. Proboszcz tego najbardziej okazałego kościoła w Montrealu był nam bardzo przychylny, otworzył dla nas szeroko drzwi - prawdziwy duchowny z powołania. Widownia wypełniła wszystkie 1600 miejsc, a dodatkowo ponad 5 tysięcy osób oglądało na żywo koncert w Internecie. W sumie zebraliśmy 205 tys. Dolarów i przekazaliśmy tę sumę polskiej organizacji Folkowisko, która od ponad 10 lat organizuje festiwale muzyczne przy granicy z Ukrainą.

Już w pierwszym dniu wojny członkowie Folkowiska pojawili się na granicy i byli pierwszymi, którzy zaoferowali konkretną pomoc. Są to artyści zaangażowani w pomoc humanitarną i robią to z pasją na zasadzie wolontariatu. Ponad 1000 wolontariuszy z Europy i świata przyjechało im pomóc. Prawie codziennie jeździli do Ukrainy, mieli kontakty z władzami różnych miast. Dwa razy miałam możliwość ich spotkać - pierwszy raz w Jaworowie, tuż przy granicy polsko-ukraińskiej, pod koniec marca 2022 roku, niecały tydzień po koncercie w Montrealu, a ponownie w kwietniu, tym razem we Lwowie, kiedy filmowaliśmy następny dokument dla kanadyjskiej TV.  Zostali oznaczeni medalami za swoją działalność.

B.G. - Co czułaś, gdy byłaś we Lwowie, na terenie kraju ogarniętego wojną?

N.M. - Na zachodzie Ukrainy nie odczuwało się tak działań wojennych jak na wschodzie. Miałam aplikację "trwoga" i raz musiałam uciekać do schronu, ale ludzie muszą żyć dalej, pracować, więc z pozoru wszystko wyglądało normalnie. Jednak widok namiotów dla uchodźców naprzeciwko dworca kolejowego stale przypominał, że toczy się wojna. 

B.G. - A jak Twoi przyjaciele-muzycy? Czy byli w miarę bezpieczni?

Nauka dzieci gry na skrzypcach w obozie dla uchodźów Kara Tape na Wyspie Lesbos

N.M. - Przyjacielowi, który na stałe mieszka w Niemczech, udało się pod koniec marca 2022 roku wrócić do domu. Drugi, który jest muzykiem w orkiestrze w Odessie, w czerwcu 2022 roku, razem z wiolonczelistą wyjechał do Szwajcarii na koncert i tam został, chociaż jest mu teraz bardzo ciężko się utrzymać. W czasie wojny kultura jest na ostatnim miejscu, aby ją wspierać. Martwię się o moich przyjaciół, jak sobie radzą, jak przeżyją tę straszną wojnę. 

B.G. - Twoja muzyczno-charytatywna działalność nie ogranicza się tylko do tych dwóch wydarzeń - wyjazdu na wyspę Lesbos czy zorganizowania koncertu w Montrealu na rzecz uchodźców z Ukrainy. W 2007 roku odwiedziłaś obóz w Saltillo, w Meksyku, w 2014 roku prowadziłaś zajęcia z orkiestrami El Sistema w Peru i w Chile, w 2018 roku powróciłaś do Grecji, by prowadzić warsztaty muzyczne w Atenach w Centrum dla uchodźców Sissa Education, w 2019 uczyłaś w programie Encore! Sistema, który oferuje darmowe kursy grupowe dla dzieci z biedniejszych rodzin w Montrealu. W latach 2020-2021, podczas pandemii Covid-19, wraz z kilkoma innymi osobami polskiego pochodzenia podjęłaś dwie inicjatywy pomocy seniorom z Polonii. Jedna z nich, Infolinia Polonia, była finansowana przez rząd kanadyjski. Od tego czasu regularnie organizujesz koncerty w domach dla seniorów. W 2022 roku współorganizowałaś koncert dla sierocińca w Chernovitsi, razem z polskim oddziałem Smile Foundation w Nowym Jorku, w prestiżowej Carnegie Hall. Która z tych akcji wywarła na Tobie największe wrażenie i została najdłużej w Twojej pamięci?

N.M. - Dwa wyjazdy do greckich obozów wywołały najwięcej moich emocji, ponieważ tam bezpośrednio spotkałam się z ludźmi po strasznych wojennych przeżyciach. Byli to głównie Kurdowie i Syryjczycy, i dla mnie dodatkowo było to pierwsze bezpośrednie zetknięcie z bardzo odmiennymi kulturami. Historie tych ludzi były bardzo wzruszające, najbardziej odległe od mojej rzeczywistości. Bo jeśli chodzi o dzieci z Montrealu, są wprawdzie z biedniejszych rodzin, ale mieszkają w spokojnej, bogatej Kanadzie. Podobnie ludzie z Ameryki Południowej, chociaż też dużo przeszli, ale tam nie ma wojny.  A w Grecji to są uchodźcy, którzy zostawili wszystko i uciekli do lepszego życia. Te rodziny, czekające w kompletnym zawieszeniu, najbardziej mnie ujęły.

B.G. - Czy te historie czasami cię prześladują? Czy to nie obciąża twojej psychiki? Czy Twoja wiara w człowieka nie jest zachwiana?

N.M. - To jest głębokie pytanie. Pobyt w Grecji długo we mnie "siedział". Podobnie odczuwają to inni wolontariusze. Razem z moją przyjaciółką, Ukrainką, organizowałyśmy koncerty dla sierocińca w Ukrainie, a ona była tam latem i do dzisiaj nie może dojść do siebie. Tamte historie, które słyszała, są przerażające. Dlatego zdecydowała nie wracać do Ukrainy. To, co czyta się w mediach, prawie zupełnie nie odzwierciedla tego, co się widzi na własne oczy.

B.G. - Czy muzyka daje Ci siłę, która powoduje, że mimo wszystko angażujesz się w pomoc dla tych ludzi?

N.M. - Dla mnie miłość jest moją siłą - gdy daję ją innym i ją otrzymuję od tych, którym pomagam i od moich najbliższych. Natomiast muzyka jest dla mnie ciągłym wyzwaniem, jest niekończącą się wspinaczką. Cały czas muszę się doskonalić, poprawiać, ulepszać. Pragnę stać się muzykiem bardziej głębokim, więcej improwizować, więcej komponować. Dzięki muzyce nigdy nie spocznę na laurach, bo zmusza mnie do planowania następnych projektów. Kreatywność w życiu daje mi najwięcej satysfakcji, daje mi energię i sprawia, że życie jest barwne. 

Że chce mi się po prostu żyć!
 

Beata Gołembiowska - pisarka, dziennikarka, blogerka, reporterka torontońskiej Gazety. bgbooks.com.pl
 


PANORAMA - NIEZALEŻNY MAGAZYN POLONII KANADYJSKIEJ
Tel: (514) 367-1224, E-mail: kontakt@panoramanews.org
Designed and maintained by Andrzej Leszczewicz
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
ZALOGUJ SIĘ