.

MAGAZYN PANORAMA
352 Bergevin, Suite 6 
Lasalle, Qc
H8R 3M3 

E-mail: office@panoramanews.org

Tel. (514) 367-1224 
Tel. (514) 963-1080



 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Pełna porcja życia

Przeczytałam niedawno krótki artykuł o niezwykłej wiedeńskiej kawiarni o nazwie "Vollpension". Po niemiecku słowo to oznacza pełne wyżywienie. Można je jednak rozumieć także nieco przewrotnie - jako pełnię życia na emeryturze.

Za ladą i w kuchni tej kawiarni pracują bowiem wiedeńscy seniorzy. Babcie i dziadkowie pieką ciasta według własnych, często przekazywanych w rodzinach z pokolenia na pokolenie receptur. Nie stoją jednak grzecznie w kącie jako malownicza dekoracja. Pracują, zarabiają, spotykają ludzi, rozmawiają z gośćmi i czują, że nadal są potrzebni.

Wnętrze przypomina trochę mieszkanie babci: stare meble, serwetki, filiżanki niekoniecznie pochodzące z jednego kompletu i drobiazgi, które gdzie indziej uznano by zapewne za niemodne. Tutaj tworzą atmosferę domowego ciepła. Można usiąść, zamówić kawałek ciasta i przez chwilę poczuć się tak, jak podczas niedzielnej wizyty u babci.

A wszystko zaczęło się podobno od kawałka zbyt suchego ciasta.

Dwaj młodzi mężczyźni siedzieli w jednej z tradycyjnych wiedeńskich kawiarni i zgodnie stwierdzili, że najlepsze ciasto i tak piecze babcia. Z tej prostej obserwacji narodził się pomysł, aby połączyć wiedeńską kulturę kawiarnianą z wiedzą i doświadczeniem starszego pokolenia.

W 2012 roku Vollpension pojawiła się jako tymczasowa kawiarnia podczas Vienna Design Week. Miała być jednorazowym przedsięwzięciem, trochę szalonym eksperymentem. Pomysł okazał się jednak zbyt dobry, aby po zakończeniu imprezy zniknąć. W 2015 roku otwarto pierwszą stałą kawiarnię międzypokoleniową, a cztery lata później powstał drugi lokal.

Dzisiaj około połowy zespołu Vollpension stanowią osoby po sześćdziesiątce. Są regularnie zatrudnione i otrzymują wynagrodzenie. To ważne, bo nie chodzi wyłącznie o stworzenie sympatycznej atrakcji dla turystów ani o dobroczynność doprawioną bitą śmietaną.

Vollpension jest przedsiębiorstwem społecznym, które ma przeciwdziałać samotności, izolacji i ubóstwu osób starszych. Seniorzy otrzymują nie tylko dodatkowy dochód, lecz także coś równie ważnego: codzienny rytm, kontakty z ludźmi, wspólnotę i świadomość, że ich umiejętności nadal mają wartość. Młodsi pracownicy i goście zyskują natomiast możliwość spotkania ze starszym pokoleniem bez sztucznie organizowanych akademii, wykładów i apeli o międzypokoleniowe porozumienie. Rozmowa zaczyna się po prostu nad filiżanką kawy i kawałkiem ciasta.

Od początku działalności lokale odwiedziło już ponad milion gości, a zatrudnieni seniorzy uzyskali łącznie ponad dwa miliony euro dodatkowego dochodu. Okazało się więc, że na cieście według przepisu babci można upiec coś znacznie większego niż wiedeński deser - można upiec całkiem skuteczny pomysł społeczny.

Pomysł zachwycił mnie od pierwszej chwili. Nie dlatego, że natychmiast zapragnęłam otworzyć kawiarnię i stanąć za ladą w wykrochmalonym fartuszku. Nic z tych rzeczy! Mam wystarczająco dużo zajęć, a etatu dyrektorki do spraw sernika zdecydowanie nie szukam.

Zainteresowało mnie coś zupełnie innego.

Twórcy Vollpension dostrzegli w starszych ludziach to, czego współczesny świat bardzo często nie chce zauważyć: wiedzę, doświadczenie, talenty, energię i potrzebę uczestniczenia w życiu. Człowiek po przejściu na emeryturę nie staje się przecież nagle przezroczysty. Nie traci smaku, wyobraźni ani ciekawości świata. Nadal chce tworzyć, uczyć się, eksperymentować i dzielić się z innymi tym, co potrafi.

Wiem coś o tym.

Mam prawie siedemdziesiąt lat i właśnie teraz moja kuchnia coraz bardziej przypomina laboratorium. Oczywiście laboratorium szczególne, bo zamiast probówek stoją w nim słoiki z ziarnami, kakao, olej kokosowy, masło migdałowe, tahini i ksylitol. Eksperymenty bywają nieprzewidywalne, ale na szczęście żadna eksplozja jeszcze nie nastąpiła. Najwyżej czasami brakuje miejsca w foremce.

Od ponad dwóch miesięcy nie kupuję pieczywa. Sama piekę chleb z niepalonej kaszy gryczanej, bez grama mąki. Dodaję do niego siemię lniane, słonecznik, pestki dyni i sezam. Pierwszy bochenek był eksperymentem. Drugi - potwierdzeniem, że eksperyment się udał. Potem przepis powędrował dalej. Najpierw do moich sióstr, Ani i Eli, a później do znajomych. Teraz kolejne bochenki wyrastają już w innych kuchniach.

Z tych kuchennych eksperymentów powoli rodzi się także moja książka kulinarna - pełna smaków, które udowadniają, że zdrowe odżywianie nie musi oznaczać ani nudy, ani pustego talerza

Podobnie było ze słodyczami. Powstały pistacjowe pralinki, czekoladowe kostki z pistacjami, morele w czekoladzie oraz tajemnicze kąski, w których goście długo nie potrafili rozpoznać bananów. Najpierw fotografowali, potem próbowali, cmokali i zgadywali. Kiedy wreszcie zdradziłam, co ukryło się pod cieniutką warstwą domowej czekolady, nastąpił zbiorowy szok.

I właśnie wtedy pomyślałam, że kuchnia seniora wcale nie musi być wyłącznie przechowalnią dawnych receptur.

Owszem, rodzinne przepisy są bezcenne. Smak ciasta pieczonego przez mamę albo babcię potrafi w jednej chwili przenieść nas do domu dzieciństwa. Warto te receptury ocalać, zapisywać i przekazywać następnym pokoleniom. Ale człowiek starszy nie musi jedynie odtwarzać przeszłości. Może także tworzyć przyszłość - nawet jeśli na początek będzie to przyszłość zamknięta w małej pralince.

Może łączyć tradycyjne składniki z nowymi pomysłami. Może zmieniać przepisy, szukać zdrowszych rozwiązań, popełniać błędy, poprawiać je i zaczynać od nowa. Może odkryć pasję, na którą wcześniej nie miał czasu, bo pracował, wychowywał dzieci, spłacał kredyty i zajmował się wszystkimi dookoła.

Pasja kulinarna daje coś więcej niż pełny talerz. Pobudza wyobraźnię, mobilizuje do działania i otwiera drzwi do spotkania z drugim człowiekiem. Bo przecież najpiękniejsze w gotowaniu i pieczeniu nie jest samo przygotowanie potrawy. Najpiękniejszy jest moment, gdy stawiamy ją przed kimś i czekamy na pierwszą reakcję. Gdy ktoś prosi o dokładkę. Gdy chce przepis. Gdy następnego dnia przysyła zdjęcie własnego wypieku.

Dawanie ludziom jedzenia jest jednym z najprostszych, a zarazem najczulszych sposobów powiedzenia: "Pomyślałam o tobie".

Vollpension opowiada więc nie tylko o cieście. Opowiada o potrzebie bycia zauważonym i o społeczeństwie, które zbyt łatwo odsuwa starszych ludzi na boczny tor. Pokazuje, że można stworzyć miejsce, w którym doświadczenie nie jest ciężarem, lecz wartością, a metryka nie zamyka drzwi do aktywnego życia.

Nie każdy senior musi piec torty. Nie każdy powinien pracować w kawiarni. Jeden będzie malował, drugi uprawiał ogród, trzeci pisał, szył, fotografował albo podróżował. Ktoś inny po raz pierwszy w życiu upiecze chleb. Ważne, aby pozostała ciekawość i pytanie: "Czego jeszcze chciałabym spróbować?".

Za kilka miesięcy skończę siedemdziesiąt lat. Czy to pora, aby powoli zwijać interes, ograniczać plany i grzecznie usiąść w fotelu? Niedoczekanie!

Nie zamierzam traktować wieku jak tabliczki z napisem "koniec drogi". Widzę w nim raczej kolejny zakręt, za którym mogą czekać rzeczy jeszcze przeze mnie niewymyślone, nieugotowane, nieopisane i nieprzeżyte. Każdy etap życia może przecież zakwitnąć inaczej. Jeden kwiatostan opada, ale na jego miejscu pojawia się następny - czasami bardziej kolorowy, odważniejszy i zupełnie niepodobny do poprzedniego.

Jestem tu i teraz. TU i TERAZ żyję i kwitnę kolejnym kwiatostanem.

Może właśnie dlatego wciąż chce mi się próbować, smakować, podróżować (właśnie wróciłam z Grecji), pisać i wymyślać. Nie po to, aby udowadniać światu, że mimo wieku jeszcze coś potrafię. Niczego nie muszę już nikomu udowadniać. Robię to, ponieważ nadal jestem ciekawa, co wydarzy się za chwilę - i co sama mogę sprawić, żeby się wydarzyło.

Nie wiem jeszcze, co powstanie w mojej kuchni za tydzień. Może nowy chleb, może kolejne pralinki, a może coś, czego dzisiaj nawet nie potrafię nazwać. Wiem natomiast, że nie zamierzam ograniczać się do odgrzewania wspomnień. 

A w przyszłym roku z okazji moich okrągłych urodzin planuję wyprawę przez pół Europy. Wybieram się tam po nowe smaki, po nowe wrażenia, po nowe odkrycia. 

Bo emerytura nie powinna oznaczać pół porcji życia.

Poproszę pełną. Z dokładką!
 
 
..... Bożena Szara - dziennikarka, redaktor naczelna Panoramy 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 


PANORAMA - NIEZALEŻNY MAGAZYN POLONII KANADYJSKIEJ
Tel: (514) 367-1224, E-mail: office@panoramanews.org
Designed and maintained by Arkona Web Services
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
ZALOGUJ SIĘ