| Pełna porcja życia
Przeczytałam
niedawno krótki artykuł o niezwykłej wiedeńskiej kawiarni o nazwie "Vollpension".
Po niemiecku słowo to oznacza pełne wyżywienie. Można je jednak rozumieć
także nieco przewrotnie - jako pełnię życia na emeryturze.
Za ladą i w
kuchni tej kawiarni pracują bowiem wiedeńscy seniorzy. Babcie i dziadkowie
pieką ciasta według własnych, często przekazywanych w rodzinach z pokolenia
na pokolenie receptur. Nie stoją jednak grzecznie w kącie jako malownicza
dekoracja. Pracują, zarabiają, spotykają ludzi, rozmawiają z gośćmi i czują,
że nadal są potrzebni.
Wnętrze przypomina
trochę mieszkanie babci: stare meble, serwetki, filiżanki niekoniecznie
pochodzące z jednego kompletu i drobiazgi, które gdzie indziej uznano by
zapewne za niemodne. Tutaj tworzą atmosferę domowego ciepła. Można usiąść,
zamówić kawałek ciasta i przez chwilę poczuć się tak, jak podczas niedzielnej
wizyty u babci.
A wszystko
zaczęło się podobno od kawałka zbyt suchego ciasta.
Dwaj młodzi
mężczyźni siedzieli w jednej z tradycyjnych wiedeńskich kawiarni i zgodnie
stwierdzili, że najlepsze ciasto i tak piecze babcia. Z tej prostej obserwacji
narodził się pomysł, aby połączyć wiedeńską kulturę kawiarnianą z wiedzą
i doświadczeniem starszego pokolenia.
W 2012 roku
Vollpension pojawiła się jako tymczasowa kawiarnia podczas Vienna Design
Week. Miała być jednorazowym przedsięwzięciem, trochę szalonym eksperymentem.
Pomysł okazał się jednak zbyt dobry, aby po zakończeniu imprezy zniknąć.
W 2015 roku otwarto pierwszą stałą kawiarnię międzypokoleniową, a cztery
lata później powstał drugi lokal.
Dzisiaj około
połowy zespołu Vollpension stanowią osoby po sześćdziesiątce. Są regularnie
zatrudnione i otrzymują wynagrodzenie. To ważne, bo nie chodzi wyłącznie
o stworzenie sympatycznej atrakcji dla turystów ani o dobroczynność doprawioną
bitą śmietaną.
Vollpension
jest przedsiębiorstwem społecznym, które ma przeciwdziałać samotności,
izolacji i ubóstwu osób starszych. Seniorzy otrzymują nie tylko dodatkowy
dochód, lecz także coś równie ważnego: codzienny rytm, kontakty z ludźmi,
wspólnotę i świadomość, że ich umiejętności nadal mają wartość. Młodsi
pracownicy i goście zyskują natomiast możliwość spotkania ze starszym pokoleniem
bez sztucznie organizowanych akademii, wykładów i apeli o międzypokoleniowe
porozumienie. Rozmowa zaczyna się po prostu nad filiżanką kawy i kawałkiem
ciasta.
Od początku
działalności lokale odwiedziło już ponad milion gości, a zatrudnieni seniorzy
uzyskali łącznie ponad dwa miliony euro dodatkowego dochodu. Okazało się
więc, że na cieście według przepisu babci można upiec coś znacznie większego
niż wiedeński deser - można upiec całkiem skuteczny pomysł społeczny.
Pomysł zachwycił
mnie od pierwszej chwili. Nie dlatego, że natychmiast zapragnęłam otworzyć
kawiarnię i stanąć za ladą w wykrochmalonym fartuszku. Nic z tych rzeczy!
Mam wystarczająco dużo zajęć, a etatu dyrektorki do spraw sernika zdecydowanie
nie szukam.
Zainteresowało
mnie coś zupełnie innego.
Twórcy Vollpension
dostrzegli w starszych ludziach to, czego współczesny świat bardzo często
nie chce zauważyć: wiedzę, doświadczenie, talenty, energię i potrzebę uczestniczenia
w życiu. Człowiek po przejściu na emeryturę nie staje się przecież nagle
przezroczysty. Nie traci smaku, wyobraźni ani ciekawości świata. Nadal
chce tworzyć, uczyć się, eksperymentować i dzielić się z innymi tym, co
potrafi.
Wiem coś o
tym.
Mam prawie
siedemdziesiąt lat i właśnie teraz moja kuchnia coraz bardziej przypomina
laboratorium. Oczywiście laboratorium szczególne, bo zamiast probówek stoją
w nim słoiki z ziarnami, kakao, olej kokosowy, masło migdałowe, tahini
i ksylitol. Eksperymenty bywają nieprzewidywalne, ale na szczęście żadna
eksplozja jeszcze nie nastąpiła. Najwyżej czasami brakuje miejsca w foremce.
Od ponad dwóch
miesięcy nie kupuję pieczywa. Sama piekę chleb z niepalonej kaszy gryczanej,
bez grama mąki. Dodaję do niego siemię lniane, słonecznik, pestki dyni
i sezam. Pierwszy bochenek był eksperymentem. Drugi - potwierdzeniem, że
eksperyment się udał. Potem przepis powędrował dalej. Najpierw do moich
sióstr, Ani i Eli, a później do znajomych. Teraz kolejne bochenki wyrastają
już w innych kuchniach.
Z tych kuchennych
eksperymentów powoli rodzi się także moja książka kulinarna - pełna smaków,
które udowadniają, że zdrowe odżywianie nie musi oznaczać ani nudy, ani
pustego talerza
Podobnie było
ze słodyczami. Powstały pistacjowe pralinki, czekoladowe kostki z pistacjami,
morele w czekoladzie oraz tajemnicze kąski, w których goście długo nie
potrafili rozpoznać bananów. Najpierw fotografowali, potem próbowali, cmokali
i zgadywali. Kiedy wreszcie zdradziłam, co ukryło się pod cieniutką warstwą
domowej czekolady, nastąpił zbiorowy szok.
I właśnie wtedy
pomyślałam, że kuchnia seniora wcale nie musi być wyłącznie przechowalnią
dawnych receptur.
Owszem, rodzinne
przepisy są bezcenne. Smak ciasta pieczonego przez mamę albo babcię potrafi
w jednej chwili przenieść nas do domu dzieciństwa. Warto te receptury ocalać,
zapisywać i przekazywać następnym pokoleniom. Ale człowiek starszy nie
musi jedynie odtwarzać przeszłości. Może także tworzyć przyszłość - nawet
jeśli na początek będzie to przyszłość zamknięta w małej pralince.
Może łączyć
tradycyjne składniki z nowymi pomysłami. Może zmieniać przepisy, szukać
zdrowszych rozwiązań, popełniać błędy, poprawiać je i zaczynać od nowa.
Może odkryć pasję, na którą wcześniej nie miał czasu, bo pracował, wychowywał
dzieci, spłacał kredyty i zajmował się wszystkimi dookoła.
Pasja kulinarna
daje coś więcej niż pełny talerz. Pobudza wyobraźnię, mobilizuje do działania
i otwiera drzwi do spotkania z drugim człowiekiem. Bo przecież najpiękniejsze
w gotowaniu i pieczeniu nie jest samo przygotowanie potrawy. Najpiękniejszy
jest moment, gdy stawiamy ją przed kimś i czekamy na pierwszą reakcję.
Gdy ktoś prosi o dokładkę. Gdy chce przepis. Gdy następnego dnia przysyła
zdjęcie własnego wypieku.
Dawanie ludziom
jedzenia jest jednym z najprostszych, a zarazem najczulszych sposobów powiedzenia:
"Pomyślałam o tobie".
Vollpension
opowiada więc nie tylko o cieście. Opowiada o potrzebie bycia zauważonym
i o społeczeństwie, które zbyt łatwo odsuwa starszych ludzi na boczny tor.
Pokazuje, że można stworzyć miejsce, w którym doświadczenie nie jest ciężarem,
lecz wartością, a metryka nie zamyka drzwi do aktywnego życia.
Nie każdy senior
musi piec torty. Nie każdy powinien pracować w kawiarni. Jeden będzie malował,
drugi uprawiał ogród, trzeci pisał, szył, fotografował albo podróżował.
Ktoś inny po raz pierwszy w życiu upiecze chleb. Ważne, aby pozostała ciekawość
i pytanie: "Czego jeszcze chciałabym spróbować?".
Za kilka miesięcy
skończę siedemdziesiąt lat. Czy to pora, aby powoli zwijać interes, ograniczać
plany i grzecznie usiąść w fotelu? Niedoczekanie!
Nie zamierzam
traktować wieku jak tabliczki z napisem "koniec drogi". Widzę w nim raczej
kolejny zakręt, za którym mogą czekać rzeczy jeszcze przeze mnie niewymyślone,
nieugotowane, nieopisane i nieprzeżyte. Każdy etap życia może przecież
zakwitnąć inaczej. Jeden kwiatostan opada, ale na jego miejscu pojawia
się następny - czasami bardziej kolorowy, odważniejszy i zupełnie niepodobny
do poprzedniego.
Jestem tu i
teraz. TU i TERAZ żyję i kwitnę kolejnym kwiatostanem.
Może właśnie
dlatego wciąż chce mi się próbować, smakować, podróżować (właśnie wróciłam
z Grecji), pisać i wymyślać. Nie po to, aby udowadniać światu, że mimo
wieku jeszcze coś potrafię. Niczego nie muszę już nikomu udowadniać. Robię
to, ponieważ nadal jestem ciekawa, co wydarzy się za chwilę - i co sama
mogę sprawić, żeby się wydarzyło.
Nie wiem jeszcze,
co powstanie w mojej kuchni za tydzień. Może nowy chleb, może kolejne pralinki,
a może coś, czego dzisiaj nawet nie potrafię nazwać. Wiem natomiast, że
nie zamierzam ograniczać się do odgrzewania wspomnień.
A w przyszłym
roku z okazji moich okrągłych urodzin planuję wyprawę przez pół Europy.
Wybieram się tam po nowe smaki, po nowe wrażenia, po nowe odkrycia.
Bo emerytura
nie powinna oznaczać pół porcji życia.
Poproszę pełną.
Z dokładką!
 |
..... |
Bożena
Szara - dziennikarka,
redaktor naczelna Panoramy |
|