| Uroki pogranicza
Pierwsze stereotypowe
skojarzenia na temat Podlasia nie zachęcają do odwiedzenia tego miejsca:
zacofanie ekonomiczne i kulturowe, kurne chaty kryte strzechą, alkohol
pędzony nocą, bieda, gwarowe zaciąganie, wreszcie królestwo disco polo.
Tak kiedyś kojarzyło się Podlasie. Dziś - zobaczyliśmy kompletnie
inne miejsce. Na koniec naszej tegorocznej podróży po Europie ostatnie
trzy tygodnie spędziliśmy w Topolanach - malutkiej wsi w gminie Michałowo
(gminy słynnej z okresu, kiedy nielegalni emigranci przedzierali się z
Białorusi przez zieloną granicę). Wieś tę dzieli zaledwie 18 km od wschodniego
sąsiada. Mieszkańcy do dziś wspominają jak obcy ukrywali się w polach kukurydzy,
a policja przeszukiwała im samochody. Ale od kiedy wybudowano mur na granicy
polsko-białoruskiej kłopot się skończył. Niektórzy ubolewają tylko nad
tym, że zapora uniemożliwia migrację zwierząt po obu stronach Puszczy Białowieskiej.
Na szczęście, mimo że polska część jest nieco mniejsza, to jednak więcej
żubrów żyje po naszej stronie.
Bogato zdobiony
dom wiejski na Podlasiu
Podlasie...
Wbrew potocznemu myśleniu, iż nazwa pochodzi od lasów, których jest tu
tak dużo, językoznawcy wywodzą to określenie od kraju "pod-Lachami". Bardziej
więc chodzi o nazwę plemienia tu mieszkającego - Lachów. Krainę "pod Lachami"
(Pod-Lasze) z czasem przerobiono na Podlasie.
Upajamy się
spokojem po rozgrzanym słońcem, głośnym i rozgadanym południu Europy.
Kraina ciszy
W każdej nawet
małej wsi podlaskiej jest miejsce, w którym trzeba mówić szeptem lub ściszonym
głosem. Wszechobecne cerkwie i kościoły, klasztory, również muzułmańskie
meczety oraz żydowskie bożnice mówią wiele o tym miejscu na styku różnych
języków, religii i kultur.
Prawosławna
pustelnia czyli skit w Ordynkach jest mistyczną wyspą spokoju, do której
wiedzie nas 800-metrowa kładka położona wśród lasów, mokradeł i bagien.
W słońcu na tle zieleni drzew błyszczą złote kopuły cerkwi zbudowanej z
drewnianych bali całkiem niedawno (2009 r.) Pierwotnie stała tu kapliczka
ufundowana w 1518 r. przez księcia Iwana Michałowicza Wiśniowieckiego,
który przeprawiając się przez Narew, zobaczył światełko przed ikoną św.
Antoniego Pieczerskiego. Znak Boży, by uczcić to miejsce. Wyspa jest malutka,
wydawałoby się bezludna, ale widzimy kilku turystów oraz mnicha kręcącego
się w obejściu. Trzeba mówić szeptem, żeby nie zepsuć niesamowitego nastroju.
Zanurzeni jesteśmy w innym świecie, w którym wszechobecnie panuje cisza.
Podobna atmosfera
panuje w Muzeum Ikon w Supraślu. Cerkiewna muzyka oraz nastrojowe oświetlenie
pozwalają lepiej wejść w duchowy świat liturgii i kultury prawosławnego
chrześcijaństwa. Znajduje się tu kolekcja 1500 ikon wykonanych na desce
oraz ikon i krzyży odlanych w metalu datowanych na XVIII i XIX wiek. Absolutnym
unikatem są freski pochodzące ze zburzonej XVI wiecznej cerkwi Zwiastowania
Najświętszej Maryi Panny, która podobnie jak wiele innych zabytków religii
chrześcijańskiej została zniszczona przez Niemców w 1944 r. Ikony z wizerunkami
prawosławnych świętych wywołują w nas jakąś nostalgię i smutek trudne do
zdefiniowania i opisania.
Zbliżone uczucia
budzą w nas krzyże wielokrotnie spotykane na leśnych duktach czy przy wiejskich
drogach. Te prawosławne mają trzy poprzeczne belki, z których najniższa
jest podniesiona ukośnie w lewo. Ten fakt ma głębokie eschatologiczne znaczenie.
Koniec wznoszący się ku górze oznacza niebo, dokąd powędrował Dobry Łotr
ukrzyżowany razem z Jezusem, a ten opadający wskazuje piekło
i Łotra, który nie okazał skruchy. Wędrując po Podlasiu natykamy się na
różne pamiątki z przeszłości. Nie wymaga żadnego komentarza inskrypcja
przy ścieżce szlakiem powstania styczniowego: Pamięci rodziców i praojców
naszych, którzy z bożą pomocą trud pracy na roli i w lesie na chleb powszedni
zamieniali".
Kraina na
styku różnych kultur
W Kruszynianach
- wsi znanej głównie z tatarskiej siedziby okazuje się, że podobnie jak
choćby w Jerozolimie, mogą współistnieć obok siebie różne religie. Mieszkańcy
mówią o swojej wsi "triniedzielanaja", gdyż muzułmanie świętują tu w piątek,
Żydzi świętowali w sobotę, a katolicy i prawosławni w niedzielę. W zamian
za przywilej osiedlania się na ziemiach polskich Tatarzy zobowiązani byli
do służby wojskowej. I tak brali udział w bitwie pod Grunwaldem walcząc
u boku Wielkiego Księcia Litewskiego Witolda, Insurekcji Kościuszkowskiej,
powstaniach listopadowym i styczniowym, wreszcie w wojnie z bolszewikami
w 1920 r., a także w kampanii wrześniowej 1939 r. . Król Jan III Sobieski
w nagrodę za udział w wojnie z Turkami nadał Tatarom (Lipkom) ziemie w
okolicach Krynek i Kruszynian.
Meczet to do
dziś funkcjonujący obiekt religijny będący unikalnym przykładem islamskiego
budownictwa sakralnego. Zielony, drewniany budynek wyposażony jest w dwa
minarety zwieńczone charakterystycznymi uśmiechniętymi" półksiężycami.
Wchodząc do wnętrza zdejmujemy buty. Z uwagą wysłuchujemy opowieści przewodnika
o obyczajach polskich Tatarów. Na banalnie brzmiące pytanie: Czy czujecie
się Polakami? Odpowiada po prostu: My nimi jesteśmy. W ciszy spacerujemy
po mizarze - muzułmańskim cmentarzu z drugiej połowy XVII wieku.
Autorka
na tle meczetu w Kruszynianach
Będąc w Kruszynianach
nie można pominąć Jurty Tatarskiej. "Naród nigdy nie zniknie, jeśli zachowa
swój język i kuchnię". Choć język Tatarów zanikł, to kuchnia przetrwała
w swej najlepszej odsłonie dzięki Dżennecie i Mirosławowi Bogdanowiczom.
W Jurcie jadali wielcy tego świata m.in. książę Karol, a także wszechobecny
na mapie kulinarnej Polski - Robert Makłowicz. Degustujemy tatarskie przysmaki:
babkę ziemniaczaną, nieco inną od tej tradycyjnej podlaskiej oraz czeburek
- rodzaj pieroga w wersji słodko-wytrawnej.
Nieodległe
Krynki to jedno z wielu miejsc, gdzie jest dużo pamiątek po ludności żydowskiej,
która, sprowadzona przez wojewodę Olbrachta Gasztołda, od XIV wieku zamieszkiwała
w tym regionie. Po domach modlitwy i synagogach pozostały dziś tylko ruiny.
Najlepiej zachowanym zabytkiem jest Wielka Synagoga w Tykocinie zbudowana
w 1642 r. W czasach świetności funkcjonowała tu druga po krakowskiej -
największa w Polsce gmina żydowska. Tykocińscy Żydzi cieszyli się wieloma
przywilejami nadawanymi przez kolejnych władców. Umieli je świetnie spożytkować
handlując, doskonaląc rzemiosło i prowadząc interesy z wieloma krajami.
Kluczowe było tu położenie Tykocina na styku dróg wiodących z Rusi i Litwy
do Gdańska z drogami morskimi dającymi dostęp do całego świata. Tejsza
jest jedną z najlepszych wśród restauracji tykocińskich. Serwuje specjały
kuchni starozakonnej. Odkrywamy smaki potraw znanych nam z prozy
Bashevisa Singera: kugel, cymes z kaszą gryczaną, kreple, latki. Popijamy
te wszystkie dobroci zimnym kwasem chlebowym.
Nasi nowo poznani
Podlasianie dwukrotnie zaprosili nas na imprezy prezentujące bogactwo kultury
pogranicza. Jak się okazało prawdziwego pogranicza, bo artyści śpiewali
i mówili zarówno po polsku, jak i białorusku, przechodząc z jednego języka
w drugi z równą swobodą jak mieszkańcy Quebecu z francuskiego na angielski.
Ku naszemu zdziwieniu język białoruski jest na Podlasiu wszechobecny. Prymackaja
Biasieda w sensie dosłownym pokazała całą krasę ludowych zespołów muzycznych,
ale nie tylko. Prawdziwym pomostem międzykulturowym i międzypokoleniowym
okazał się zespól Sw@da x Niczos. Połączył nowoczesne brzmienia muzyki
elektronicznej z podlaską tradycyjną tożsamością. Przyznam, że ten duet
skradł moje serce. Prymackaja Biasieda to spotkanie ludzi, języków, tradycji
i pokoleń, to dużo więcej niż zwykły koncert.
Kraina potężnej
przyrody oraz wielkiej historii i polityki
Żydzi funkcjonowali
w Tykocinie w cieniu wielkiej historii i polityki rozgrywającej się na
królewskim zamku zbudowanym przez Zygmunta Augusta na prawym brzegu Narwi.
Było to bardzo ważne miejsce na mapie Polski, gdzie zatrzymywali się najwięksi
władcy: Stefan Batory, Zygmunt III Waza, Władysław IV, również car Rosji
Piotr I. Zanim przewieziono zabalsamowane ciało króla Zygmunta II Augusta
zmarłego w Knyszynie na Wawel, na zamku tykocińskim przechowywano je przez
14 miesięcy. To właśnie tu August II Mocny ustanowił Order Orła Białego.
W nagrodę za zasługi w potopie szwedzkim król Jan Kazimierz podarował starostwo
Stefanowi Czarnieckiemu, którego pomnik pięknie wznosi się na rynku Tykocina.
Tyle ciekawostek w tym jednym małym miasteczku na Podlasiu!
Na podobnie
ważne nazwiska natykamy się zwiedzając Puszczę Białowieską: Władysław II
Jagiełło, Kazimierz IV Jagiellończyk, Zygmunt I Stary, Zygmunt II August
i wiele innych. Szlak Dębów Królewskich to tak naprawdę wygodna drewniana
kładka, wzdłuż której można podziwiać przepiękne, majestatyczne drzewa.
Tych największych dębów przypisanych poszczególnym władcom jest 15, a przy
każdym podana jest dokładna informacja o tym kiedy dany król tu przebywał
i jak polował. Przyznam, że sposób w jaki organizowane były owe polowania
budzi moje wątpliwości: "Więcej niż trzy tysiące wieśniaków udział brało
w nagonce w lesie rozległym na mil wiele. Wpędzili całe stado owych bestii
(żubrów) ze sztuk 40 liczące w zagrodę z płótna uczynioną, która jakieś
400 stóp miała średnicy, a pośrodku niej stał wyniosły namiot służący królowi
za schronienie, aby strzelać mógł do nich bezpiecznie." Tak w swych "Pamiętnikach"
przedstawił Stanisław August Poniatowski owe łowy na grubego zwierza z
udziałem Augusta III Sasa. Podczas nich zabito 42 żubry, 13 łosi i 2 sarny,
jak podaje źródło.
Jak nie wspomnieć
o żubrach opowiadając o Podlasiu? Wbrew pozorom owe polowania nie spowodowały
wymarcia tych pięknych zwierząt. Już w XVI wieku Zygmunt August ogłosił
dekret je chroniący, a po upadku Rzeczypospolitej polować na nie mogli
wyłącznie carowie. Odstrzał bez zezwolenia karano śmiercią. Żubr był więc
strzeżony królewskim prawem, a później majestatem carskim. W wyniku rewolucji
w Rosji ów dekret przestał działać, a I wojna światowa okazała się dla
żubrów destrukcyjna. Zwłoki ostatniego wolno żyjącego zwierzęcia znaleziono
w 1919 r. Dzięki działaniom hodowlanym przywrócono do natury te majestatyczne,
największe europejskie ssaki. Dziś możemy się cieszyć, że żubrza populacja
w 2026 osiągnęła ponad 1100 osobników. Podziwialiśmy je w Białowieskim
Parku Narodowym.
Kraina Otwartych
Okiennic i bocianów
Ta pięknie
brzmiąca nazwa to jak otwarte drzwi do bajkowej krainy. Podlaskie wsie
zachowujące swój jedyny niepowtarzalny klimat walczą o przetrwanie pośród
współczesnej architektury. W Soce, Trześciance i Puchłach podziwiamy domy
o ciekawej ornamentyce nawiązujące do wschodnich, ludowych wzorów. Przepięknie,
kolorowo zdobione okiennice zachęcają do tego, żeby zapukać, wejść i porozmawiać
z tutejszymi. A pewnie mieliby dużo do opowiadania o bieżeństwie (1915-1922)
- przymusowej tułaczce na wschód w głąb Rosji w czasie I wojny światowej:
Na bezkresnych przestrzeniach Imperium Rosyjskiego szlak uciekinierów
został naznaczony mogiłami i krzyżami przydrożnymi. Los rzucił bieżenców
nie tylko do europejskiej części Rosji, ale także do głębokiej Syberii,
za Ural, a nawet do Kazachstanu". Tragiczne wygnanie upamiętnia pomnik
stojący koło cerkwi w Trzciance. W Soce na skraju wsi natykamy się na żelazne
krzyże wotywne z końca XIX wieku. Według legendy ustawiono je w kilku miejscach
na krańcach miejscowości i połączono nicią broniąc się przed epidemią.
Wieś Puchły wywodzi swą oryginalną i niepowtarzalną nazwę od cudu, który
przydarzył się pewnemu człowiekowi. Cierpiał bowiem z powodu spuchniętych
nóg i tylko gorące modlitwy do Matki Bożej sprawiły, że choroba ustała.
Po tej historii pozostała nazwa wioski, a także wyjątkowa cerkiew Opieki
Matki Bożej odznaczająca się niezwykle intensywnym niebieskim kolorem na
tle naturalnej zieleni. Jedna z piękniejszych, które widzieliśmy.
Podlaskie
bociany
We wszystkich
podlaskich wioskach bociany mają swoje gniazda i są wszechobecne. I my
mamy na naszym podwórku ptasiego przyjaciela. Dlatego mówimy ściszonym
głosem, żeby go nie płoszyć. Nasz bocian ma czerwony dziób, co oznacza,
że jest dorosły. Młode, o czarnych dziobach dopiero zaczynają się uczyć
latania, w czym im troskliwie pomagają rodzice. Największe skupisko bocianie
znajduje się w Pentowie pomiędzy Biebrzańskim a Narwiańskim Parkiem Narodowym
niedaleko Tykocina. W 1991 roku w tych okolicach przeszła silna burza,
która powaliła wiele drzew. Okazało się, że owe połamane drzewa są doskonałym
siedliskiem dla bocianów, a rozlewiska Narwi wspaniałym żerowiskiem pełnym
ptasich przysmaków. Od 1994 Pentowo zyskało tytuł Europejskiej Wsi Bocianiej.
W Topolanach
doświadczyliśmy wszystkiego , co najlepsze na Podlasiu: gościnności, spokoju,
serdeczności od poznanych ludzi, wreszcie tutejszych wybornych smakowitości
z pobliskiej wędzarni. Mieszkaliśmy w uroczym, starym domu o drewnianych,
ciemnych ścianach pamietającym pewnie ostatnie stulecie. Na podwórku
klekotał bociek i śpiewały ptaki, a drzewa wiśniowe uginały się pod ciężarem
owoców.
Magda
Chylewska - polonistka, felietonistka
|