.

MAGAZYN PANORAMA
352 Bergevin, Suite 6 
Lasalle, Qc
H8R 3M3 

E-mail: office@panoramanews.org

Tel. (514) 367-1224 
Tel. (514) 963-1080



 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Uroki pogranicza

Pierwsze stereotypowe skojarzenia na temat Podlasia nie zachęcają do odwiedzenia tego miejsca: zacofanie ekonomiczne i kulturowe, kurne chaty kryte strzechą, alkohol pędzony nocą, bieda, gwarowe zaciąganie, wreszcie królestwo disco polo. Tak kiedyś kojarzyło się Podlasie. Dziś -  zobaczyliśmy kompletnie inne miejsce. Na koniec naszej tegorocznej podróży po Europie ostatnie trzy tygodnie spędziliśmy w Topolanach - malutkiej wsi w gminie Michałowo (gminy słynnej z okresu, kiedy nielegalni emigranci przedzierali się z Białorusi przez zieloną granicę). Wieś tę dzieli zaledwie 18 km od wschodniego sąsiada. Mieszkańcy do dziś wspominają jak obcy ukrywali się w polach kukurydzy, a policja przeszukiwała im samochody. Ale od kiedy wybudowano mur na granicy polsko-białoruskiej kłopot się skończył. Niektórzy ubolewają tylko nad tym, że zapora uniemożliwia migrację zwierząt po obu stronach Puszczy Białowieskiej. Na szczęście, mimo że polska część jest nieco mniejsza, to jednak więcej żubrów żyje po naszej stronie. 

Bogato zdobiony dom wiejski na Podlasiu

Podlasie... Wbrew potocznemu myśleniu, iż nazwa pochodzi od lasów, których jest tu tak dużo, językoznawcy wywodzą to określenie od kraju "pod-Lachami". Bardziej więc chodzi o nazwę plemienia tu mieszkającego - Lachów. Krainę "pod Lachami" (Pod-Lasze) z czasem przerobiono na Podlasie. 

Upajamy się spokojem po rozgrzanym słońcem, głośnym i rozgadanym południu Europy. 

Kraina ciszy

W każdej nawet małej wsi podlaskiej jest miejsce, w którym trzeba mówić szeptem lub ściszonym głosem. Wszechobecne cerkwie i kościoły, klasztory, również muzułmańskie meczety oraz żydowskie bożnice mówią wiele o tym miejscu na styku różnych języków, religii i kultur. 

Prawosławna pustelnia czyli skit w Ordynkach jest mistyczną wyspą spokoju, do której wiedzie nas 800-metrowa kładka położona wśród lasów, mokradeł i bagien. W słońcu na tle zieleni drzew błyszczą złote kopuły cerkwi zbudowanej z drewnianych bali całkiem niedawno (2009 r.) Pierwotnie stała tu kapliczka ufundowana w 1518 r. przez księcia Iwana Michałowicza Wiśniowieckiego, który przeprawiając się przez Narew, zobaczył światełko przed ikoną św. Antoniego Pieczerskiego. Znak Boży, by uczcić to miejsce. Wyspa jest malutka, wydawałoby się bezludna, ale widzimy kilku turystów oraz mnicha kręcącego się w obejściu. Trzeba mówić szeptem, żeby nie zepsuć niesamowitego nastroju. Zanurzeni jesteśmy w innym świecie, w którym wszechobecnie panuje cisza.  

Podobna atmosfera panuje w Muzeum Ikon w Supraślu. Cerkiewna muzyka oraz nastrojowe oświetlenie pozwalają lepiej wejść w duchowy świat liturgii i kultury prawosławnego chrześcijaństwa. Znajduje się tu kolekcja 1500 ikon wykonanych na desce oraz ikon i krzyży odlanych w metalu datowanych na XVIII i XIX wiek. Absolutnym unikatem są freski pochodzące ze zburzonej XVI wiecznej cerkwi Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny, która podobnie jak wiele innych zabytków religii chrześcijańskiej została zniszczona przez Niemców w 1944 r. Ikony z wizerunkami prawosławnych świętych wywołują w nas jakąś nostalgię i smutek trudne do zdefiniowania i opisania. 

Zbliżone uczucia budzą w nas krzyże wielokrotnie spotykane na leśnych duktach czy przy wiejskich drogach. Te prawosławne mają trzy poprzeczne belki, z których najniższa jest podniesiona ukośnie w lewo. Ten fakt ma głębokie eschatologiczne znaczenie. Koniec wznoszący się ku górze oznacza niebo, dokąd powędrował Dobry Łotr ukrzyżowany razem z Jezusem, a ten opadający  wskazuje piekło  i Łotra, który nie okazał skruchy. Wędrując po Podlasiu natykamy się na różne pamiątki z przeszłości. Nie wymaga żadnego komentarza inskrypcja przy ścieżce szlakiem powstania styczniowego: „Pamięci rodziców i praojców naszych, którzy z bożą pomocą trud pracy na roli i w lesie na chleb powszedni zamieniali".

Kraina na styku różnych kultur

W Kruszynianach - wsi znanej głównie z tatarskiej siedziby okazuje się, że podobnie jak choćby w Jerozolimie, mogą współistnieć obok siebie różne religie. Mieszkańcy mówią o swojej wsi "triniedzielanaja", gdyż muzułmanie świętują tu w piątek, Żydzi świętowali w sobotę, a katolicy i prawosławni w niedzielę. W zamian za przywilej osiedlania się na ziemiach polskich Tatarzy zobowiązani byli do służby wojskowej. I tak brali udział w bitwie pod Grunwaldem walcząc u boku Wielkiego Księcia Litewskiego Witolda, Insurekcji Kościuszkowskiej, powstaniach listopadowym i styczniowym, wreszcie w wojnie z bolszewikami w 1920 r., a także w kampanii wrześniowej 1939 r. . Król Jan III Sobieski w nagrodę za udział w wojnie z Turkami nadał Tatarom (Lipkom) ziemie w okolicach Krynek i Kruszynian.

Meczet to do dziś funkcjonujący obiekt religijny będący unikalnym przykładem islamskiego budownictwa sakralnego. Zielony, drewniany budynek wyposażony jest w dwa minarety zwieńczone charakterystycznymi „uśmiechniętymi" półksiężycami. Wchodząc do wnętrza zdejmujemy buty. Z uwagą wysłuchujemy opowieści przewodnika o obyczajach polskich Tatarów. Na banalnie brzmiące pytanie: Czy czujecie się Polakami? Odpowiada po prostu:  My nimi jesteśmy. W ciszy spacerujemy po mizarze - muzułmańskim cmentarzu z drugiej połowy XVII wieku. 

Autorka na tle meczetu w Kruszynianach

Będąc w Kruszynianach nie można pominąć Jurty Tatarskiej. "Naród nigdy nie zniknie, jeśli zachowa swój język i kuchnię". Choć język Tatarów zanikł, to kuchnia przetrwała w swej najlepszej odsłonie dzięki Dżennecie i Mirosławowi Bogdanowiczom. W Jurcie jadali wielcy tego świata m.in. książę Karol, a także wszechobecny na mapie kulinarnej Polski - Robert Makłowicz. Degustujemy tatarskie przysmaki: babkę ziemniaczaną, nieco inną od tej tradycyjnej podlaskiej oraz czeburek - rodzaj pieroga w wersji słodko-wytrawnej. 

Nieodległe Krynki to jedno z wielu miejsc, gdzie jest dużo pamiątek po ludności żydowskiej, która, sprowadzona przez wojewodę Olbrachta Gasztołda, od XIV wieku zamieszkiwała w tym regionie. Po domach modlitwy i synagogach pozostały dziś tylko ruiny. Najlepiej zachowanym zabytkiem jest Wielka Synagoga w Tykocinie zbudowana w 1642 r. W czasach świetności funkcjonowała tu druga po krakowskiej - największa w Polsce gmina żydowska. Tykocińscy Żydzi cieszyli się wieloma przywilejami nadawanymi przez kolejnych władców. Umieli je świetnie spożytkować handlując, doskonaląc rzemiosło i prowadząc interesy z wieloma krajami. Kluczowe było tu położenie Tykocina na styku dróg wiodących z Rusi i Litwy do Gdańska z drogami morskimi dającymi dostęp do całego świata. Tejsza jest jedną z najlepszych wśród restauracji tykocińskich. Serwuje specjały kuchni starozakonnej.  Odkrywamy smaki potraw znanych nam z prozy Bashevisa Singera: kugel, cymes z kaszą gryczaną, kreple, latki. Popijamy te wszystkie dobroci zimnym kwasem chlebowym. 

Nasi nowo poznani Podlasianie dwukrotnie zaprosili nas na imprezy prezentujące bogactwo kultury pogranicza. Jak się okazało prawdziwego pogranicza, bo artyści śpiewali i mówili zarówno po polsku, jak i białorusku, przechodząc z jednego języka w drugi z równą swobodą jak mieszkańcy Quebec‘u z francuskiego na angielski. Ku naszemu zdziwieniu język białoruski jest na Podlasiu wszechobecny. Prymackaja Biasieda w sensie dosłownym pokazała całą krasę ludowych zespołów muzycznych, ale nie tylko. Prawdziwym pomostem międzykulturowym i międzypokoleniowym okazał się zespól Sw@da x Niczos. Połączył nowoczesne brzmienia muzyki elektronicznej z podlaską tradycyjną tożsamością. Przyznam, że ten duet skradł moje serce. Prymackaja Biasieda to spotkanie ludzi, języków, tradycji i pokoleń, to dużo więcej niż zwykły koncert.   

Kraina potężnej przyrody oraz wielkiej historii i polityki

Żydzi funkcjonowali w Tykocinie w cieniu wielkiej historii i polityki rozgrywającej się na królewskim zamku zbudowanym przez Zygmunta Augusta na prawym brzegu Narwi. Było to bardzo ważne miejsce na mapie Polski, gdzie zatrzymywali się najwięksi władcy: Stefan Batory, Zygmunt III Waza, Władysław IV, również car Rosji Piotr I. Zanim przewieziono zabalsamowane ciało króla Zygmunta II Augusta zmarłego w Knyszynie na Wawel, na zamku tykocińskim przechowywano je przez 14 miesięcy. To właśnie tu August II Mocny ustanowił Order Orła Białego. W nagrodę za zasługi w potopie szwedzkim król Jan Kazimierz podarował starostwo Stefanowi Czarnieckiemu, którego pomnik pięknie wznosi się na rynku Tykocina. Tyle ciekawostek w tym jednym małym miasteczku na Podlasiu!  

Na podobnie ważne nazwiska natykamy się zwiedzając Puszczę Białowieską: Władysław II Jagiełło, Kazimierz IV Jagiellończyk, Zygmunt I Stary, Zygmunt II August i wiele innych. Szlak Dębów Królewskich to tak naprawdę wygodna drewniana kładka, wzdłuż której można podziwiać przepiękne, majestatyczne drzewa. Tych największych dębów przypisanych poszczególnym władcom jest 15, a przy każdym podana jest dokładna informacja o tym kiedy dany król tu przebywał i jak polował. Przyznam, że sposób w jaki organizowane były owe polowania budzi moje wątpliwości: "Więcej niż trzy tysiące wieśniaków udział brało w nagonce w lesie rozległym na mil wiele. Wpędzili całe stado owych bestii (żubrów) ze sztuk 40 liczące w zagrodę z płótna uczynioną, która jakieś 400 stóp miała średnicy, a pośrodku niej stał wyniosły namiot służący królowi za schronienie, aby strzelać mógł do nich bezpiecznie." Tak w swych "Pamiętnikach" przedstawił Stanisław August Poniatowski owe łowy na grubego zwierza z udziałem Augusta III Sasa. Podczas nich zabito 42 żubry, 13 łosi i 2 sarny, jak podaje źródło. 

Jak nie wspomnieć o żubrach opowiadając o Podlasiu? Wbrew pozorom owe polowania nie spowodowały wymarcia tych pięknych zwierząt. Już w XVI wieku Zygmunt August ogłosił dekret je chroniący, a po upadku Rzeczypospolitej polować na nie mogli wyłącznie carowie. Odstrzał bez zezwolenia karano śmiercią. Żubr był więc strzeżony królewskim prawem, a później majestatem carskim. W wyniku rewolucji w Rosji ów dekret przestał działać, a I wojna światowa okazała się dla żubrów destrukcyjna. Zwłoki ostatniego wolno żyjącego zwierzęcia znaleziono w 1919 r. Dzięki działaniom hodowlanym przywrócono do natury te majestatyczne, największe europejskie ssaki. Dziś możemy się cieszyć, że żubrza populacja w 2026 osiągnęła ponad 1100 osobników. Podziwialiśmy je w Białowieskim Parku Narodowym. 

Kraina Otwartych Okiennic i bocianów 

Ta pięknie brzmiąca nazwa to jak otwarte drzwi do bajkowej krainy. Podlaskie wsie zachowujące swój jedyny niepowtarzalny klimat walczą o przetrwanie pośród współczesnej architektury. W Soce, Trześciance i Puchłach podziwiamy domy o ciekawej ornamentyce nawiązujące do wschodnich, ludowych wzorów. Przepięknie, kolorowo zdobione okiennice zachęcają do tego, żeby zapukać, wejść i porozmawiać z tutejszymi. A pewnie mieliby dużo do opowiadania o bieżeństwie (1915-1922) - przymusowej tułaczce na wschód w głąb Rosji w czasie I wojny światowej: „Na bezkresnych przestrzeniach Imperium Rosyjskiego szlak uciekinierów został naznaczony mogiłami i krzyżami przydrożnymi. Los rzucił bieżenców nie tylko do europejskiej części Rosji, ale także do głębokiej Syberii, za Ural, a nawet do Kazachstanu". Tragiczne wygnanie upamiętnia pomnik stojący koło cerkwi w Trzciance. W Soce na skraju wsi natykamy się na żelazne krzyże wotywne z końca XIX wieku. Według legendy ustawiono je w kilku miejscach na krańcach miejscowości i połączono nicią broniąc się przed epidemią. Wieś Puchły wywodzi swą oryginalną i niepowtarzalną nazwę od cudu, który przydarzył się pewnemu człowiekowi. Cierpiał bowiem z powodu spuchniętych nóg i tylko gorące modlitwy do Matki Bożej sprawiły, że choroba ustała. Po tej historii pozostała nazwa wioski, a także wyjątkowa cerkiew Opieki Matki Bożej odznaczająca się niezwykle intensywnym niebieskim kolorem na tle naturalnej zieleni. Jedna z piękniejszych, które widzieliśmy. 

Podlaskie bociany

We wszystkich podlaskich wioskach bociany mają swoje gniazda i są wszechobecne. I my mamy na naszym podwórku ptasiego przyjaciela. Dlatego mówimy ściszonym głosem, żeby go nie płoszyć. Nasz bocian ma czerwony dziób, co oznacza, że jest dorosły. Młode, o czarnych dziobach dopiero zaczynają się uczyć latania, w czym im troskliwie pomagają rodzice. Największe skupisko bocianie znajduje się w Pentowie pomiędzy Biebrzańskim a Narwiańskim Parkiem Narodowym niedaleko Tykocina. W 1991 roku w tych okolicach przeszła silna burza, która powaliła wiele drzew. Okazało się, że owe połamane drzewa są doskonałym siedliskiem dla bocianów, a rozlewiska Narwi wspaniałym żerowiskiem pełnym ptasich przysmaków. Od 1994 Pentowo zyskało tytuł Europejskiej Wsi Bocianiej.

W Topolanach doświadczyliśmy wszystkiego , co najlepsze na Podlasiu: gościnności, spokoju, serdeczności od poznanych ludzi, wreszcie tutejszych wybornych smakowitości z pobliskiej wędzarni. Mieszkaliśmy w uroczym, starym domu o drewnianych, ciemnych ścianach pamietającym pewnie ostatnie stulecie.  Na podwórku klekotał bociek i śpiewały ptaki, a drzewa wiśniowe uginały się pod ciężarem owoców.  
 

Magda Chylewska - polonistka, felietonistka
 

 


PANORAMA - NIEZALEŻNY MAGAZYN POLONII KANADYJSKIEJ
Tel: (514) 367-1224, E-mail: office@panoramanews.org
Designed and maintained by Arkona Web Services
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
ZALOGUJ SIĘ