| Mój dom ma cztery łapy
Bono jest z
nami od dziesięciu lat.
Kiedy to piszę,
leży gdzieś obok. Tak jak leżał obok przez tysiące zupełnie zwyczajnych
dni,
których wtedy
nie uważałam za szczególnie ważne. Dopiero z perspektywy czasu widzę, że
właśnie z
nich składa się wspólne życie.
Bono ma prawie
jedenaście lat. Jest to rudo-biały kundel, adoptowany z bydgoskiego schroniska.
Kiedy do nas
trafił, miał około roku. Dzisiaj ma siwą mordkę, mniej energii, dużo mniej
zębów i
coraz więcej
czasu przeznacza na to, co zawsze wychodziło mu doskonale, na spanie.
Starzejemy
się razem.
Niedawno zobaczyłam
to bardzo wyraźnie.
Zestawiłam
ze sobą dwa jego zdjęcia. Dzieli je dziesięć lat. Na pierwszym młody, rudy
pies. Na
drugim siwy
pan.
Niby wiedziałam,
że się zmienił. Przecież widzę go codziennie. A jednak dopiero te dwa zdjęcia
położone obok
siebie pokazały mi upływ czasu.
I wtedy pomyślałam,
że gdybym zrobiła dokładnie to samo ze swoimi zdjęciami, zobaczyłabym
przecież podobną
historię.
Ja też jestem
dziesięć lat starsza. Inna.
Tyle rzeczy
wydarzyło się pomiędzy tymi dwoma zdjęciami Bono.
Dzieci dorosły.
Zmienialiśmy adresy. Podejmowaliśmy ważne decyzje. Pakowaliśmy walizki.
Wyjechaliśmy
z Polski. Zaczęliśmy życie w Kanadzie.
Były dobre
momenty i były takie, których nikt nie planował. Zmieniało się życie. Bono
od lat
przewija się
też przez mój Instagram
@franczeska2017.
Przez lata
wrzucałam jego zdjęcia, zabawne historie, pojedyncze zdania. Czasami coś
bardziej
refleksyjnego,
czasami zupełną codzienność.
Kiedy zaczęłam
przygotowywać odcinek podcastu "Dom,
który noszę" poświęcony właśnie jemu,
wróciłam do
tych starych wpisów. I przepadłam.
Przeglądałam
zdjęcie za zdjęciem i przypominałam sobie rzeczy, o których już dawno
zapomniałam.
Niektóre mnie rozśmieszały. Przy innych zatrzymywałam się na dłużej.
I wtedy uświadomiłam
sobie, że zupełnie nieświadomie stworzyłam tam coś w rodzaju pamiętnika
naszej rodziny
z Bono.
Bo pies, który
jest z nami przez dziesięć lat, siłą rzeczy staje się świadkiem naszego
życia. Jest
przy zwyczajnych
porankach, świętach, chorobach, wyjazdach, powrotach. Widzi, jak dzieci
dorastają.
Przeprowadza się razem z nami.
Kiedy dziesięć
lat temu jechaliśmy po Bono do schroniska w Bydgoszczy, nie miałam pojęcia,
ile
wydarzeń przeżyje
razem z nami.
Nie wiedziałam,
że pewnego dnia zostanie emigrantem.
Kiedy zdecydowaliśmy
się na Kanadę, jedno było dla nas oczywiste: Bono leci z nami. Nie
pamiętam nawet,
żebyśmy rozważali inną możliwość.
Dziewięć godzin
w transporterze, w luku bagażowym samolotu. Bez nas. Dla psa, który ma
swoje
lęki, musiało
to być ogromne przeżycie. Dał radę.
Kiedyś napisałam
o tej podróży z jego perspektywy: Nieważne gdzie, byle z nimi.
Przez dziesięć
lat po prostu idzie z nami. Przez przeprowadzki, zmiany, wyjazd z Polski
i nowe
życie w Kanadzie.
Bono ma swoje
lęki, charakter, przyzwyczajenia i całą kolekcję dziwactw. Nie jest psem
idealnym.
Jest naszym
Bono. I właśnie takim go kochamy.
Przez te dziesięć
lat poznaliśmy go naprawdę dobrze, choć wciąż są rzeczy, których o nim
nie
wiemy. Nie
wiemy, co wydarzyło się w pierwszym roku jego życia ani skąd wzięły się
niektóre jego lęki. Za to doskonale wiemy, co go cieszy, czego nie lubi
i czym potrafi nas rozśmieszyć.
Czasami nazywam
go mistrzem zen, bo Bono ma niezwykłą umiejętność życia tu i teraz. I chyba
właśnie tego
najbardziej mogłabym się od niego nauczyć.
Pewien nasz
znajomy powiedział kiedyś: "Bono is the most human dog ever". To zdanie
zostało ze mną do dziś.
Nie będę tutaj
zdradzała wszystkich tych historii. Część z nich zostawiłam w odcinku podcastu
poświęconym
Bono.
Najważniejsze
jest chyba coś znacznie prostszego.
Kiedy ktoś
wyjeżdża, Bono tęskni. Kiedy ktoś choruje, potrafi po prostu leżeć obok.
Kiedy wracamy do domu, cieszy się zawsze, niezależnie od tego, czy nie
było nas osiem godzin, godzinę czy piętnaście minut.
To są bardzo
proste rzeczy. Może właśnie dlatego łatwo przestać je zauważać.
Pies po prostu
jest. Jest przy dobrych dniach i tych, które chcielibyśmy jak najszybciej
zapomnieć.
Jeśli ktoś
po przeczytaniu tego tekstu będzie chciał poznać Bono trochę lepiej, więcej
jego historii opowiedziałam w jednym z odcinków "Domu,
który noszę". A jeśli chcecie go zobaczyć, zajrzyjcie na mój Instagram,
jest go tam naprawdę dużo.
Młody Bono.
Starszy Bono. Bono w Polsce. Bono w Kanadzie. I mnóstwo zwyczajnych chwil
pomiędzy.
Dzisiaj te
zdjęcia mają dla mnie zupełnie inną wartość niż wtedy, kiedy je robiłam.
Bo przypominają
mi, że życie nie składa się wyłącznie z wielkich wydarzeń.
Składa się
przede wszystkim z cudnych, zwykłych dni, ze spaceru z psem. Z jego czekania
przy
drzwiach.
Z tego, że leży obok, kiedy oglądasz film. Z sierści, którą kolejny raz
zbierasz z kanapy.
Z obecności,
którą zaczynasz uważać za oczywistą.
Kiedyś napisałam
o Bono, że zwiększył pojemność naszych serc.
Bardzo lubię
to zdanie.
Bo kiedy bierzesz
psa ze schroniska, wydaje ci się, że to przede wszystkim ty coś mu dajesz.
Dom. Bezpieczeństwo.
Opiekę.
A po latach
orientujesz się, ile sam od niego dostałeś.
I może dlatego
dzisiaj coraz lepiej rozumiem, że dom nie zawsze jest adresem.
Mój czasami
leży obok mnie.
Ma siwą mordkę
i cztery łapy.
A ja mam skundlone
serce.
 |
..... |
Magdalena
Skoczylas - nauczycielka, felietonistka oraz autorka podcastu "Dom,
który noszę",
dostępnego
na YouTube i Spotify oraz na stronie internetowej "Panoramy". |
|