.

MAGAZYN PANORAMA
352 Bergevin, Suite 6 
Lasalle, Qc
H8R 3M3 

E-mail: office@panoramanews.org

Tel. (514) 367-1224 
Tel. (514) 963-1080



 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Krakowskie smaki i smaczki

Jeśli planujecie urlop w Polsce i zastanawiacie się, które miasto wybrać na kilka dni niespiesznego odkrywania smaków, historii i atmosfery - Kraków potrafi zauroczyć od pierwszego spaceru. Dawna stolica Polski kusi nie tylko zabytkami i niezwykłą historią, ale także klimatycznymi kawiarniami, legendarnymi restauracjami i nocnym życiem, którego nie da się pomylić z żadnym innym miejscem w Europie. Od eleganckich lokali wyróżnionych gwiazdkami Michelin po kultową kiełbaskę z Niebieskiej Nyski - oto subiektywny przewodnik po smakach i smaczkach Krakowa dla kanadyjskich czytelników wybierających się do Polski.

Krakowska "mała czarna" już wypita, słodkości spałaszowane bez wyrzutów sumienia, a endorfiny szczęścia ciągle w nas szaleją i wyzwalają chęć dalszego nasycania się, dosłownie, Krakowem w Krakowie. Fruwają w naszej głowie, niczym biegający po mieście Lajkonik w pierwszy czwartek po Bożym Ciele, i zaczynają burczeć w brzuchu. Pora więc, jak rzekłby Kubuś Puchatek, na "małe co nieco". Bohater Alana Alexandra Milne'a co prawda lubił przekąsić je o jedenastej rano, ale cóż znaczy czas dla nas, zmęczonych i głodnych "nocnych Marków" przemierzających pod gwiazdami gród Kraka. RANNY PTASZEK, nie mający absolutnie nic wspólnego z żadnym wypadkiem, a tylko porą otwarcia kuchni dla głodomorów, już od wczesnych godzin kusi zapachami, a nade wszystko wybornymi smakami, na Augustiańskiej, w samym sercu krakowskiego Kazimierza. Można pałaszować na słodko i na słono w niebanalnym kolorowym wnętrzu, a przy sprzyjającej pogodzie, przy stolikach na zewnątrz. Jabłka w szlafroczkach (bo to przecież poranek dopiero) czy pieczone płatki śniadaniowe z jogurtem migdałowym, sprawiają, że śniadanie z widokiem na kościół św. Katarzyny w gratisie, smakuje wybornie, bez większego odchudzania portfela. Smacznego! Zostawiam Was na chwilę, ale tylko po to, aby pomyszkować w historii.    

Kraków, przed wiekami stolica wielkiego państwa, przyciągał gości, rycerzy, księży, kupców oraz studentów przybywających po nauki do ówczesnej Akademii Krakowskiej. Zatrzymywali się w zajazdach, karczmach i gospodach. Trudno ustalić, która z nich powstała pierwsza. Najpopularniejsza była Piwnica Świdnicka, znajdująca się w podziemiach Ratusza na Rynku Głównym. Dziś funkcjonuje tu RATUSZOWA z kabaretową sceną. Latem restauracja wychodzi z podziemia i otacza Wieżę Ratuszową mnóstwem stolików z kolorowymi parasolami, kręcącymi się niczym słonecznik do słońca. Można tu także posłuchać  na żywo bluesa lub jazzu. 

W XIX wieku w Krakowie znajdowało się 17 restauracji, 140 szynków i 52 garkuchni. Były też przenośne faryny. Spośród nich szczególną popularnością cieszyły się dwie - w Bramie Floriańskiej oraz w przejściu z Małego Rynku na Plac Mariacki. Południowy hejnał z wieży Mariackiej był wówczas sygnałem do rozpoczęcia wydawania obiadu.

Wyborne śniadania, kanapki niczym piramidy z ułożonymi wysoko na chlebie smakołykami, serwował w "lokalu śniadankowym", w Krzysztoforach, Antoni Hawełka. Tu, począwszy od 1883 roku, w tzw. "separatce" spotykali się profesorowie Uniwersytetu Jagiellońskiego. Chętnie zaglądał tu także Henryk Sienkiewicz. Spadkobierca Hawełki, Franciszek Macharski (ale nie kardynał, chociaż z tej samej rodziny) w 1913 roku przeniósł lokal do Pałacu Spiskiego, gdzie mieści się do dziś. Wkrótce też Macharski otworzył piętrową  restaurację nazywaną dziś HAWEŁKĄ. Na I piętrze w sali bankietowej, zwanej potem "Tetmajerowską", na początku XX wieku Włodzimierz Tetmajer namalował dekoracyjny fryz przedstawiający legendę o mistrzu Twardowskim. HAWEŁKA była jednym z pierwszych miejsc w Krakowie, gdzie dla wygody klientów w styczniu 1900 roku założono telefon.

Do znakomitych należał także lokal U WENTZLA w Rynku Głównym 1, w tzw. kamienicy "Pod Obrazem" (ze względu na obraz Matki Boskiej znajdujący się na fasadzie budynku). Czy dzieci już śpią? Jeśli tak, to przypomnę, że słynne było powiedzenie, że w Krakowie najlepiej "trąbi się" (czyli pije!) w dwóch miejscach nad Matką Boską: w Kościele Mariackim i właśnie pod Matką Boską "U Wentzla".

Najsławniejsza krakowska restauracja WIERZYNEK w Rynku Głównym 16 zaczęła karmić dopiero w 1945 roku. Jednak, jak podaje legenda, w tej właśnie kamienicy w 1364 roku odbyła się słynna uczta, którą Mikołaj Wierzynek wydał na cześć gości Kazimierza Wielkiego. Zgodnie z opisem jaki pozostawił Jan Długosz w kronikach, kupiec obdarował gości króla złotą zastawą stołową, z której podczas uczty jedzono. Wstąpimy tu i sprawdzimy czy nadal tak jest?

Z pewnością, niestety, na złotej zastawie ucztować nie będziemy, co nie znaczy, że nie poczujemy wyrafinowanego smaku Krakowa. Wracam po Was do RANNEGO PTASZKA, bo już najwyższa pora myć talerze po śniadaniu i myśleć o obiedzie. Gdzie się wybrać? Trudna decyzja, bo właściwie co krok kuszą zapachami i smakami z całego świata, od lat zadomowione w Krakowie niczym przekupki na Kleparzu, kultowym placu targowym, różnorodne, ze względu na zasobność portfela i menu, restauracje. 

Zacznijmy z górnej półki, smakowo i cenowo. Przy ulicy Bocheńskiej, w sercu krakowskiego Kazimierza, rozsiadła się odznaczona trzema gwiazdkami Michelin restauracja  BOTTIGLIERIA 1881. Warto dodać, że żadna inna restauracja w Polsce do tej pory nie wspięła się na ten poziom. Szef zaznacza, że w jego kuchni każde danie ma swoją unikalną historię, którą opowiadają nasze zmysły: smak i zapach. 

W Rynku Głównym, w XIII-wiecznej kamienicy Hetmańskiej, z jadalnią w gotyckiej sali, rozsiadła się i obrasta w piórka SZARA GĘŚ. Dwoma skrzydłami obejmuje tradycyjne oraz współczesne menu i… wyśmienicie drażni piórkami podniebienie. Swoją długą szyję wyciąga w kierunku Rynku, najpiękniejszego placu w Europie, i sprawdza czy jej dalecy kuzynowie  - gołębie nie za bardzo dokuczają maszkaronom na Sukiennicach. 

Kilkadziesiąt metrów dalej jest jeszcze jedna SZARA w "Szarej Kamienicy". Zachwyca gotyckimi sklepieniami i renesansowymi stropami. Sufit jednego z pomieszczeń zdobią polichromie Józefa Mehoffera. Bywali tu m.in. pierwszy król elekcyjny Henryk Walezy oraz Stanisław August Poniatowski. Kamienica była również siedzibą sztabu generalnego Tadeusza Kościuszki. Bywałam tu i ja stojąc w kolejce po przydziałową kartkową kawę, bo wczasach PRL-u mieściły się tu delikatesy. "Kolorowy" Mehoffer nad głową odwracał moją uwagę od siermiężnej i szarej ówczesnej rzeczywistości. 

Restauracje kuszą wnętrzem "z widokiem na…" i zapachem, często odwracając uwagę od portfela. Z gustami, jak i ze smakami się nie dyskutuje, jednak… Myślę, że nie będziecie rozczarowani wizytą w ZAZIE, francuskim bistro przy ulicy Józefa. W karcie niepodzielnie króluje zupa cebulowa i wołowina po burgundzku. Jest też więcej francuskich klasyków - kogut w winie czy ślimaki w śmietanie i absyncie. Nie należy tu rezygnować z deseru - serwowany od początku istnienia creme brulee stał się już słodką legendą.

Tuż po sąsiedzku, przy ulicy Brzozowej, zadomowił się młodszy brat ZAZIE - KARAKTER. Panuje tu kulinarne kontrolowane szaleństwo - wariacje podrobowe. Jeśli lubicie, to spróbujcie, bo restauracja nie schodzi z ust wymagających smakoszy i jest jednym z modnych adresów. 

KLEZMER HOIS czeka na koneserów kuchni żydowskiej w XV-wiecznym budynku po mykwie, rytualnej łaźni żydowskiej. To prawdziwy lokal z duszą, miejsce spotkań kulturalnych i koncertów. To tu codziennie przez lata przesiadywał, zawsze przy samym stoliku, Leopold Kozłowski - pianista, kompozytor, dyrygent, przedwojenny klezmer, zwany ostatnim klezmerem Galicji. 

Warto wstąpić tu na kugel, czyli babkę ziemniaczaną, gęsie pipki lub czulent. Słodkości - pascha, ciasto marchewkowe lub "uszy Hamana" z aromatyczną kawą smakują w tym lekko zadumanym miejscu wyjątkowo.

KOLANKO, ani nie lewe, ani nie prawe, tylko NO 6, na stałe wpisane w krajobraz krakowskiego Kazimierza, karmi od 2002 roku. Czego jak czego, ale pysznych naleśników nie można sobie odmówić w tym miejscu. Jest ich cała paleta: od szpinakowych, meksykańskich, z owocami, z czekoladą i z wszystkim o czym się tylko pomyśli. Ja nigdy nie mogę sobie odmówić tych z kaszą manną. Próbowałam przyrządzić je sama. Porażka!  

KOMPANIA KUFLOWA POD WAWELEM, z werandą na Zamek Królewski,  specjalizuje się w bardzo, baaaardzo dużych porcjach tradycyjnych dań, wywodzących się z tradycji wielokulturowej Galicji. To przyjazny dzieciom lokal z rodzinną salą i kącikiem zabaw. Mieszkańcy Krakowa i turyści cenią to miejsce za tradycyjną gościnność i kuchnię oraz magiczne otoczenie Plant. Jeśli w dniu wizyty obchodzicie imieniny lub urodziny, wspomnijcie o tym kelnerowi, a prezencie otrzymacie darmowy deser i… "Sto lat". Do śpiewu często dołączają się przebywający w lokalu goście. 

U STASI, mimo że to jadłodajnia w sercu Krakowa przy ulicy Mikołajskiej, jest niewątpliwie jednym z najsłynniejszych lokali, który karmi od 100 lat. Prowadzi ją już trzecie pokolenie "Pani Stasi". Lokal stał się sławnym nie tylko ze względu na smak podawanych w nim tradycyjnych dań, które wszyscy znamy z domów rodzinnych - pierogów, knedli, gołąbków, czy sztuki mięsa, ale i ze względu na atmosferę. Jadają tu sąsiedzi, studenci, uczniowie, profesorowie, artyści, politycy i emeryci oraz turyści z całego świata, a nawet powaśnieni od dawna, właściwie nie wiadomo dlaczego, kibice dwóch krakowskich klubów piłkarskich Cracovii i Wisły. Jak fama głosi, z braku miejsc siadają razem przy stole i wychodzą w zgodzie. Przy tym symbolicznym okrągłym stole "U Stasi" mieszają zawody i światopoglądy. Nigdy nie ma problemu, jeśli nie ma wolnych miejsc, by dosiąść się do kogoś do stolika To jedno z kultowych miejsc za całkiem przyzwoitą cenę. Tak więc historio trwaj!

Trudno przechodzić ulicą św. Anny i nie zajrzeć do CHIMERY. Historia tego miejsca zaczęła się w 1991 roku, kiedy małżeństwo (on - wydawca i drukarz, ona - malarka) otworzyło bar sałatkowy. W tamtych czasach (początek wolnej Polski po dekadach komunizmu) była to w Krakowie zupełna nowość.  W mieście nie było prawie żadnego ogródka, w którym można było coś zjeść. Tak więc CHIMERA stała się prekursorem w tej dziedzinie, a slogan "Jedz różnorodnie" najlepiej opisuje klimat. W tym miejscu z artystyczną duszą serwowane są też świeże soki z różnych ziół, warzyw i owoców. Moim ulubionym jest sok z pokrzywy!

Zróbmy małą przerwę na lekcję historii, bo Kraków bez niej traci swoje DNA.  Jest rok 1991. W oczekiwaniu na klientów na postoju TAXI przy ulicy Grzegórzeckiej, kierowcy mieli problem, by coś zjeść. Wpadli na pomysł rozpalenia grilla z kiełbaskami i… rozpalają go każdego wieczora do dziś, z pominięciem świąt zaznaczonych w kalendarzu na czerwono.  Od godziny 21 do 3 nad ranem pachnie wokół dymem z drewna bukowego i aromatyczną kiełbasą. Przez lata jej receptura nie uległa zmianie; nie można jej także kupić w żadnym sklepie. Jest przygotowywana tylko dla stojącej obok NIEBIESKIEJ NYSKI. 

Wśród zajadających z papierowej tacki miejscowi i turyści. Jest także krakowska bohema, która bez podziału na profesje czy cenę garniturów, pałaszuje pieczone kiełbaski i oblizuje palce ze smakiem. Że niewygodnie i że na stojąco? Że noc, że pada deszcz, że sypie śnieg? Żadne te okoliczności nie są przeszkodą, by opóźnić powrót do domu. Że bardzo często, jeśli nie zawsze, trzeba odstać kilkanaście minut w kolejce? Nic nie szkodzi. Zawsze można porozmawiać nawet z nieznajomymi lub wsłuchiwać się w swój (oby tylko swój) burczący z głodu lub z łakomstwa brzuch. 

Czy się tam wybrać? TAK! Przy najbliższej okazji! Czym prędzej! Dlaczego? Bo to wręcz zaproszenie do wejścia w legendę. Panowie przy grillu nie podejmują prób zakładania sieci, ani się nie reklamują. Oni po prostu od kilkudziesięciu lat grillują smakowite kiełbaski. Kiełbaska z NIEBIESKIEJ NYSKI "pod chmurką" jest nie tylko kultowa, ale nade wszystko bardzo smaczna. To wyjątkowy, smakowity i pachnący koloryt nocnego Krakowa.

Dochodzi godzina 20. Wysyłam dla Was mailem te wszystkie krakowskie smakowitości i pędzę, a jakże "na nogach" jak to się w Krakowie od zawsze mawia, do kolejki ustawiającej się już przed NIEBIESKĄ NYSKĄ. Może wśród oczekujących spotkam kogoś z Kanady? Jeśli dzisiaj jeszcze nie, to obiecuję, że zajmę Wam kolejkę na przyszłość.

Postcriptum

Jest jeszcze jedno cudowne miejsce posiłku - Planty. I jedno wyjątkowe danie - ZUPA. Stąd nazwa, dzisiaj już fundacji, ZUPA NA PLANTACH, którą zawsze możecie wesprzeć. Wolontariusze od 2016 roku pojawiają się na Plantach niezależnie od pogody, tej atmosferycznej, czy pogody ducha. Czują potrzebę niesienia pomocy tym, którzy mają w życiu znacznie trudniej. 

A wszystko zaczęło się od rozmowy z przypadkowymi bezdomnymi przy Bramie Floriańskiej, wiodącej na Planty, i nakarmienia ich gorącą zupą. Jednorazowa akcja przerodziła się w regularne wizyty w każdą niedzielę po południu na skwerze Andrzeja Wajdy na Plantach.

Wolontariusze ZUPY NA PLANTACH nie tylko sami gotują i karmią osoby doświadczające bezdomności, ale także nawiązują z nimi relacji. Wysłuchują i powoli zdobywają ich zaufanie, aktywizują zawodowo i motywują do poprawy życia. 

Fundacja organizuje też wyprawy do pustostanów, gdzie rozdaje bezdomnym jedzenie oraz śpiwory, środki higieny osobistej i ubrania. Prowadzi również mobilną bibliotekę. 

Do inicjatyw tworzonych przez ZUPĘ NA PLANTACH często włączają się znane osobistości, np. Robert Makłowicz, czy Grzegorz Turnau, który skomponował dla ZUPY specjalną piosenkę:

To mogłeś być ty
To mogłem być ja
A kula się kręci w przestrzeni
Czy wybór czy los
Czy przepaść
Czy most
Kto z kim się na życie zamieni?
To mogę być ja
To możesz być ty
Płaszcz z wełny utkany czy z liści?
Czy przepaść czy most
Czy wybór czy los
A życie nie może się przyśnić (…)
To jesteś dziś ty
To jestem dziś ja
I nasze ślady na ziemi
Nasz wybór nasz los
Nasz gest i nasz głos
Kręcimy się razem w przestrzeni...
 

Maryla Kania - felietonistka, E-mail: maryla.kania@onet.eu
 

 


PANORAMA - NIEZALEŻNY MAGAZYN POLONII KANADYJSKIEJ
Tel: (514) 367-1224, E-mail: office@panoramanews.org
Designed and maintained by Arkona Web Services
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
ZALOGUJ SIĘ