| Krakowskie smaki i smaczki
Jeśli planujecie
urlop w Polsce i zastanawiacie się, które miasto wybrać na kilka dni niespiesznego
odkrywania smaków, historii i atmosfery - Kraków potrafi zauroczyć od pierwszego
spaceru. Dawna stolica Polski kusi nie tylko zabytkami i niezwykłą historią,
ale także klimatycznymi kawiarniami, legendarnymi restauracjami i nocnym
życiem, którego nie da się pomylić z żadnym innym miejscem w Europie. Od
eleganckich lokali wyróżnionych gwiazdkami Michelin po kultową kiełbaskę
z Niebieskiej Nyski - oto subiektywny przewodnik po smakach i smaczkach
Krakowa dla kanadyjskich czytelników wybierających się do Polski.
Krakowska "mała
czarna" już wypita, słodkości spałaszowane bez wyrzutów sumienia, a endorfiny
szczęścia ciągle w nas szaleją i wyzwalają chęć dalszego nasycania się,
dosłownie, Krakowem w Krakowie. Fruwają w naszej głowie, niczym biegający
po mieście Lajkonik w pierwszy czwartek po Bożym Ciele, i zaczynają burczeć
w brzuchu. Pora więc, jak rzekłby Kubuś Puchatek, na "małe co nieco". Bohater
Alana Alexandra Milne'a co prawda lubił przekąsić je o jedenastej rano,
ale cóż znaczy czas dla nas, zmęczonych i głodnych "nocnych Marków" przemierzających
pod gwiazdami gród Kraka. RANNY PTASZEK, nie mający absolutnie nic wspólnego
z żadnym wypadkiem, a tylko porą otwarcia kuchni dla głodomorów, już od
wczesnych godzin kusi zapachami, a nade wszystko wybornymi smakami, na
Augustiańskiej, w samym sercu krakowskiego Kazimierza. Można pałaszować
na słodko i na słono w niebanalnym kolorowym wnętrzu, a przy sprzyjającej
pogodzie, przy stolikach na zewnątrz. Jabłka w szlafroczkach (bo to przecież
poranek dopiero) czy pieczone płatki śniadaniowe z jogurtem migdałowym,
sprawiają, że śniadanie z widokiem na kościół św. Katarzyny w gratisie,
smakuje wybornie, bez większego odchudzania portfela. Smacznego! Zostawiam
Was na chwilę, ale tylko po to, aby pomyszkować w historii.
Kraków, przed
wiekami stolica wielkiego państwa, przyciągał gości, rycerzy, księży, kupców
oraz studentów przybywających po nauki do ówczesnej Akademii Krakowskiej.
Zatrzymywali się w zajazdach, karczmach i gospodach. Trudno ustalić, która
z nich powstała pierwsza. Najpopularniejsza była Piwnica Świdnicka, znajdująca
się w podziemiach Ratusza na Rynku Głównym. Dziś funkcjonuje tu RATUSZOWA
z kabaretową sceną. Latem restauracja wychodzi z podziemia i otacza Wieżę
Ratuszową mnóstwem stolików z kolorowymi parasolami, kręcącymi się niczym
słonecznik do słońca. Można tu także posłuchać na żywo bluesa lub
jazzu.
W XIX wieku
w Krakowie znajdowało się 17 restauracji, 140 szynków i 52 garkuchni. Były
też przenośne faryny. Spośród nich szczególną popularnością cieszyły się
dwie - w Bramie Floriańskiej oraz w przejściu z Małego Rynku na Plac Mariacki.
Południowy hejnał z wieży Mariackiej był wówczas sygnałem do rozpoczęcia
wydawania obiadu.
Wyborne śniadania,
kanapki niczym piramidy z ułożonymi wysoko na chlebie smakołykami, serwował
w "lokalu śniadankowym", w Krzysztoforach, Antoni Hawełka. Tu, począwszy
od 1883 roku, w tzw. "separatce" spotykali się profesorowie Uniwersytetu
Jagiellońskiego. Chętnie zaglądał tu także Henryk Sienkiewicz. Spadkobierca
Hawełki, Franciszek Macharski (ale nie kardynał, chociaż z tej samej rodziny)
w 1913 roku przeniósł lokal do Pałacu Spiskiego, gdzie mieści się do dziś.
Wkrótce też Macharski otworzył piętrową restaurację nazywaną dziś
HAWEŁKĄ. Na I piętrze w sali bankietowej, zwanej potem "Tetmajerowską",
na początku XX wieku Włodzimierz Tetmajer namalował dekoracyjny fryz przedstawiający
legendę o mistrzu Twardowskim. HAWEŁKA była jednym z pierwszych miejsc
w Krakowie, gdzie dla wygody klientów w styczniu 1900 roku założono telefon.
Do znakomitych
należał także lokal U WENTZLA w Rynku Głównym 1, w tzw. kamienicy "Pod
Obrazem" (ze względu na obraz Matki Boskiej znajdujący się na fasadzie
budynku). Czy dzieci już śpią? Jeśli tak, to przypomnę, że słynne było
powiedzenie, że w Krakowie najlepiej "trąbi się" (czyli pije!) w dwóch
miejscach nad Matką Boską: w Kościele Mariackim i właśnie pod Matką Boską
"U Wentzla".
Najsławniejsza
krakowska restauracja WIERZYNEK w Rynku Głównym 16 zaczęła karmić dopiero
w 1945 roku. Jednak, jak podaje legenda, w tej właśnie kamienicy w 1364
roku odbyła się słynna uczta, którą Mikołaj Wierzynek wydał na cześć gości
Kazimierza Wielkiego. Zgodnie z opisem jaki pozostawił Jan Długosz w kronikach,
kupiec obdarował gości króla złotą zastawą stołową, z której podczas uczty
jedzono. Wstąpimy tu i sprawdzimy czy nadal tak jest?
Z pewnością,
niestety, na złotej zastawie ucztować nie będziemy, co nie znaczy, że nie
poczujemy wyrafinowanego smaku Krakowa. Wracam po Was do RANNEGO PTASZKA,
bo już najwyższa pora myć talerze po śniadaniu i myśleć o obiedzie. Gdzie
się wybrać? Trudna decyzja, bo właściwie co krok kuszą zapachami i smakami
z całego świata, od lat zadomowione w Krakowie niczym przekupki na Kleparzu,
kultowym placu targowym, różnorodne, ze względu na zasobność portfela i
menu, restauracje.
Zacznijmy z
górnej półki, smakowo i cenowo. Przy ulicy Bocheńskiej, w sercu krakowskiego
Kazimierza, rozsiadła się odznaczona trzema gwiazdkami Michelin restauracja
BOTTIGLIERIA 1881. Warto dodać, że żadna inna restauracja w Polsce do tej
pory nie wspięła się na ten poziom. Szef zaznacza, że w jego kuchni każde
danie ma swoją unikalną historię, którą opowiadają nasze zmysły: smak i
zapach.
W Rynku Głównym,
w XIII-wiecznej kamienicy Hetmańskiej, z jadalnią w gotyckiej sali, rozsiadła
się i obrasta w piórka SZARA GĘŚ. Dwoma skrzydłami obejmuje tradycyjne
oraz współczesne menu i
wyśmienicie drażni piórkami podniebienie. Swoją
długą szyję wyciąga w kierunku Rynku, najpiękniejszego placu w Europie,
i sprawdza czy jej dalecy kuzynowie - gołębie nie za bardzo dokuczają
maszkaronom na Sukiennicach.
Kilkadziesiąt
metrów dalej jest jeszcze jedna SZARA w "Szarej Kamienicy". Zachwyca gotyckimi
sklepieniami i renesansowymi stropami. Sufit jednego z pomieszczeń zdobią
polichromie Józefa Mehoffera. Bywali tu m.in. pierwszy król elekcyjny Henryk
Walezy oraz Stanisław August Poniatowski. Kamienica była również siedzibą
sztabu generalnego Tadeusza Kościuszki. Bywałam tu i ja stojąc w kolejce
po przydziałową kartkową kawę, bo wczasach PRL-u mieściły się tu delikatesy.
"Kolorowy" Mehoffer nad głową odwracał moją uwagę od siermiężnej i szarej
ówczesnej rzeczywistości.
Restauracje
kuszą wnętrzem "z widokiem na
" i zapachem, często odwracając uwagę od
portfela. Z gustami, jak i ze smakami się nie dyskutuje, jednak
Myślę,
że nie będziecie rozczarowani wizytą w ZAZIE, francuskim bistro przy ulicy
Józefa. W karcie niepodzielnie króluje zupa cebulowa i wołowina po burgundzku.
Jest też więcej francuskich klasyków - kogut w winie czy ślimaki w śmietanie
i absyncie. Nie należy tu rezygnować z deseru - serwowany od początku istnienia
creme brulee stał się już słodką legendą.
Tuż po sąsiedzku,
przy ulicy Brzozowej, zadomowił się młodszy brat ZAZIE - KARAKTER. Panuje
tu kulinarne kontrolowane szaleństwo - wariacje podrobowe. Jeśli lubicie,
to spróbujcie, bo restauracja nie schodzi z ust wymagających smakoszy i
jest jednym z modnych adresów.
KLEZMER HOIS
czeka na koneserów kuchni żydowskiej w XV-wiecznym budynku po mykwie, rytualnej
łaźni żydowskiej. To prawdziwy lokal z duszą, miejsce spotkań kulturalnych
i koncertów. To tu codziennie przez lata przesiadywał, zawsze przy samym
stoliku, Leopold Kozłowski - pianista, kompozytor, dyrygent, przedwojenny
klezmer, zwany ostatnim klezmerem Galicji.
Warto wstąpić
tu na kugel, czyli babkę ziemniaczaną, gęsie pipki lub czulent. Słodkości
- pascha, ciasto marchewkowe lub "uszy Hamana" z aromatyczną kawą smakują
w tym lekko zadumanym miejscu wyjątkowo.
KOLANKO, ani
nie lewe, ani nie prawe, tylko NO 6, na stałe wpisane w krajobraz krakowskiego
Kazimierza, karmi od 2002 roku. Czego jak czego, ale pysznych naleśników
nie można sobie odmówić w tym miejscu. Jest ich cała paleta: od szpinakowych,
meksykańskich, z owocami, z czekoladą i z wszystkim o czym się tylko pomyśli.
Ja nigdy nie mogę sobie odmówić tych z kaszą manną. Próbowałam przyrządzić
je sama. Porażka!
KOMPANIA KUFLOWA
POD WAWELEM, z werandą na Zamek Królewski, specjalizuje się w bardzo,
baaaardzo dużych porcjach tradycyjnych dań, wywodzących się z tradycji
wielokulturowej Galicji. To przyjazny dzieciom lokal z rodzinną salą i
kącikiem zabaw. Mieszkańcy Krakowa i turyści cenią to miejsce za tradycyjną
gościnność i kuchnię oraz magiczne otoczenie Plant. Jeśli w dniu wizyty
obchodzicie imieniny lub urodziny, wspomnijcie o tym kelnerowi, a prezencie
otrzymacie darmowy deser i
"Sto lat". Do śpiewu często dołączają się przebywający
w lokalu goście.
U STASI, mimo
że to jadłodajnia w sercu Krakowa przy ulicy Mikołajskiej, jest niewątpliwie
jednym z najsłynniejszych lokali, który karmi od 100 lat. Prowadzi ją już
trzecie pokolenie "Pani Stasi". Lokal stał się sławnym nie tylko ze względu
na smak podawanych w nim tradycyjnych dań, które wszyscy znamy z domów
rodzinnych - pierogów, knedli, gołąbków, czy sztuki mięsa, ale i ze względu
na atmosferę. Jadają tu sąsiedzi, studenci, uczniowie, profesorowie, artyści,
politycy i emeryci oraz turyści z całego świata, a nawet powaśnieni od
dawna, właściwie nie wiadomo dlaczego, kibice dwóch krakowskich klubów
piłkarskich Cracovii i Wisły. Jak fama głosi, z braku miejsc siadają razem
przy stole i wychodzą w zgodzie. Przy tym symbolicznym okrągłym stole "U
Stasi" mieszają zawody i światopoglądy. Nigdy nie ma problemu, jeśli nie
ma wolnych miejsc, by dosiąść się do kogoś do stolika To jedno z kultowych
miejsc za całkiem przyzwoitą cenę. Tak więc historio trwaj!
Trudno przechodzić
ulicą św. Anny i nie zajrzeć do CHIMERY. Historia tego miejsca zaczęła
się w 1991 roku, kiedy małżeństwo (on - wydawca i drukarz, ona - malarka)
otworzyło bar sałatkowy. W tamtych czasach (początek wolnej Polski po dekadach
komunizmu) była to w Krakowie zupełna nowość. W mieście nie było
prawie żadnego ogródka, w którym można było coś zjeść. Tak więc CHIMERA
stała się prekursorem w tej dziedzinie, a slogan "Jedz różnorodnie" najlepiej
opisuje klimat. W tym miejscu z artystyczną duszą serwowane są też świeże
soki z różnych ziół, warzyw i owoców. Moim ulubionym jest sok z pokrzywy!
Zróbmy małą
przerwę na lekcję historii, bo Kraków bez niej traci swoje DNA. Jest
rok 1991. W oczekiwaniu na klientów na postoju TAXI przy ulicy Grzegórzeckiej,
kierowcy mieli problem, by coś zjeść. Wpadli na pomysł rozpalenia grilla
z kiełbaskami i
rozpalają go każdego wieczora do dziś, z pominięciem świąt
zaznaczonych w kalendarzu na czerwono. Od godziny 21 do 3 nad ranem
pachnie wokół dymem z drewna bukowego i aromatyczną kiełbasą. Przez lata
jej receptura nie uległa zmianie; nie można jej także kupić w żadnym sklepie.
Jest przygotowywana tylko dla stojącej obok NIEBIESKIEJ NYSKI.
Wśród zajadających
z papierowej tacki miejscowi i turyści. Jest także krakowska bohema, która
bez podziału na profesje czy cenę garniturów, pałaszuje pieczone kiełbaski
i oblizuje palce ze smakiem. Że niewygodnie i że na stojąco? Że noc, że
pada deszcz, że sypie śnieg? Żadne te okoliczności nie są przeszkodą, by
opóźnić powrót do domu. Że bardzo często, jeśli nie zawsze, trzeba odstać
kilkanaście minut w kolejce? Nic nie szkodzi. Zawsze można porozmawiać
nawet z nieznajomymi lub wsłuchiwać się w swój (oby tylko swój) burczący
z głodu lub z łakomstwa brzuch.
Czy się tam
wybrać? TAK! Przy najbliższej okazji! Czym prędzej! Dlaczego? Bo to wręcz
zaproszenie do wejścia w legendę. Panowie przy grillu nie podejmują prób
zakładania sieci, ani się nie reklamują. Oni po prostu od kilkudziesięciu
lat grillują smakowite kiełbaski. Kiełbaska z NIEBIESKIEJ NYSKI "pod chmurką"
jest nie tylko kultowa, ale nade wszystko bardzo smaczna. To wyjątkowy,
smakowity i pachnący koloryt nocnego Krakowa.
Dochodzi godzina
20. Wysyłam dla Was mailem te wszystkie krakowskie smakowitości i pędzę,
a jakże "na nogach" jak to się w Krakowie od zawsze mawia, do kolejki ustawiającej
się już przed NIEBIESKĄ NYSKĄ. Może wśród oczekujących spotkam kogoś z
Kanady? Jeśli dzisiaj jeszcze nie, to obiecuję, że zajmę Wam kolejkę na
przyszłość.
Postcriptum
Jest jeszcze
jedno cudowne miejsce posiłku - Planty. I jedno wyjątkowe danie - ZUPA.
Stąd nazwa, dzisiaj już fundacji, ZUPA NA PLANTACH, którą zawsze możecie
wesprzeć. Wolontariusze od 2016 roku pojawiają się na Plantach niezależnie
od pogody, tej atmosferycznej, czy pogody ducha. Czują potrzebę niesienia
pomocy tym, którzy mają w życiu znacznie trudniej.
A wszystko
zaczęło się od rozmowy z przypadkowymi bezdomnymi przy Bramie Floriańskiej,
wiodącej na Planty, i nakarmienia ich gorącą zupą. Jednorazowa akcja przerodziła
się w regularne wizyty w każdą niedzielę po południu na skwerze Andrzeja
Wajdy na Plantach.
Wolontariusze
ZUPY NA PLANTACH nie tylko sami gotują i karmią osoby doświadczające bezdomności,
ale także nawiązują z nimi relacji. Wysłuchują i powoli zdobywają ich zaufanie,
aktywizują zawodowo i motywują do poprawy życia.
Fundacja organizuje
też wyprawy do pustostanów, gdzie rozdaje bezdomnym jedzenie oraz śpiwory,
środki higieny osobistej i ubrania. Prowadzi również mobilną bibliotekę.
Do inicjatyw
tworzonych przez ZUPĘ NA PLANTACH często włączają się znane osobistości,
np. Robert Makłowicz, czy Grzegorz Turnau, który skomponował dla ZUPY specjalną
piosenkę:
To mogłeś
być ty
To mogłem
być ja
A kula
się kręci w przestrzeni
Czy wybór
czy los
Czy przepaść
Czy most
Kto z kim
się na życie zamieni?
To mogę
być ja
To możesz
być ty
Płaszcz
z wełny utkany czy z liści?
Czy przepaść
czy most
Czy wybór
czy los
A życie
nie może się przyśnić (
)
To jesteś
dziś ty
To jestem
dziś ja
I nasze
ślady na ziemi
Nasz wybór
nasz los
Nasz gest
i nasz głos
Kręcimy
się razem w przestrzeni...
Maryla Kania
- felietonistka, E-mail: maryla.kania@onet.eu
|