| Tina Nawrocki - od dziecięcej
pasji do światowej animacji
"Mamo, jak nauczyć się rysować i
malować portrety?" - zapytała mnie moja 12-letnia córka Tina. Jej pytanie
nie było dla mnie zaskoczeniem. Pierwszy rysunek Tiny powstał, gdy miała
zaledwie półtora roku. Nie był to zwykły dziecięcy bazgroł, ale aniołek
ze wszystkimi atrybutami: twarzą, oczami i ustami, otoczoną długimi włosami,
oraz skrzydełkami wystającymi z szerokiej sukienki. Dwuletnia Tinka potrafiła
już narysować niemal wszystko. W przedszkolu i pierwszych latach szkoły
podstawowej wygrywała konkursy plastyczne, a zanim postanowiła nauczyć
się malować olejem na płótnie, kopiowała rysunki wielkich mistrzów - Michała
Anioła, Rembrandta, Tintoretta i wielu innych.
14-letnia
Tina w swojej pracowni
"Chcesz się nauczyć malować portrety?
Namaluj ich sto" - odpowiedziałam pół żartem, pół serio. Tina potraktowała
jednak moją propozycję poważnie. Kupiłam jej farby olejne, kilka płócien
i sztalugę, a część sypialni przeznaczyłam na miniaturową pracownię. W
tym okresie córka pasjonowała się końmi i zaczęła brać lekcje jazdy konnej.
Nic więc dziwnego, że oprócz portretów właśnie te piękne zwierzęta wybrała
na swoich modeli. Jej determinacja była tak wielka, że kupiłam jej książki
o anatomii koni oraz albumy poświęcone słynnym polskim malarzom: Józefowi
Brandtowi, Juliuszowi i Wojciechowi Kossakom, Alfredowi Wieruszowi-Kowalskiemu
oraz Józefowi Chełmońskiemu. Po roku Tina miała na swoim koncie ponad dwadzieścia
obrazów olejnych, w tym kopie dzieł Józefa Brandta, który wywarł na niej
największe wrażenie. Dwie z nich - "Przed polowaniem" i "Buńczuczny" -
do dziś zdobią ściany mojego domu w Rawdon.
Malarstwem Tiny zainteresowało się
kierownictwo montrealskiego hipodromu i w 2000 roku zaproponowało jej zorganizowanie
wystawy. Odbyła się ona podczas ważnych wyścigów kłusaków i cieszyła się
dużym zainteresowaniem, zwłaszcza że wcześniej została nagłośniona przez
"Le Journal de Montréal". Dwa tygodnie przed wystawą dziennik opublikował
artykuł zatytułowany "14-letnia Tina Nawrocki maluje konie". Tina sprzedała
wówczas prawie wszystkie obrazy.
W kolejnych latach jej rysunki i
obrazy olejne prezentowano w kilku galeriach w Montrealu, w Konsulacie
Generalnym RP oraz na wystawach zbiorowych w Saskatoon, Toronto i na Florydzie.
O jej malarstwie pisała prasa polska,
amerykańska i kanadyjska.
Jako 15-latka Tina przez całe wakacje
pracowała w montrealskim Dominique Gaucher Studio przy malowaniu scenografii
do filmu Martina Scorsesego "Aviator".
Po ukończeniu trzyletniego programu
Illustration and Design w Dawson College Tina nie wybrała jednak kariery
malarskiej. Jeszcze w szkole podstawowej, a później średniej fascynowała
się aktorstwem. Szkoła F.A.C.E. w Montrealu, do której uczęszczała, kładła
duży nacisk na zajęcia teatralne, a Tina grała w szkolnych przedstawieniach
główne role męskie. W Dawson College odkryła idealne połączenie swoich
dwóch pasji - rysunku i aktorstwa - czyli animację.
Tina Nawrocki
i wykreowana przez nią postać Baroness von BonBon
Po ukończeniu collegeu pracowała
jako animatorka w montrealskich firmach produkujących gry komputerowe:
NDi Media w latach 2007-2010, a następnie Behaviour Interactive, gdzie
przez trzy lata była główną animatorką i artystką koncepcyjną. Jednocześnie
podjęła zaoczne studia animacji na Uniwersytecie Concordia w Montrealu.
Jeszcze w szkole średniej marzyła
o nauce w Sheridan College w Oakville w Ontario, jednej z najlepszych szkół
animacji w Kanadzie, której absolwenci pracowali nad najsłynniejszymi filmami
animowanymi Disneya. Początkowo plany te uniemożliwiły zbyt wysokie koszty.
Dopiero w wieku 28 lat Tina zrezygnowała z dobrze płatnej pracy, przeprowadziła
się do Toronto i rozpoczęła studia dzienne w Sheridan College. Po dwóch
latach uznała, że zdobyła już potrzebne umiejętności i nie dokończyła programu.
Sama przeprowadzka do Toronto okazała się jednak przełomem w jej karierze.
Kilka szkolnych prób animacyjnych
Tiny, wykonanych na papierze i zaprezentowanych na jej blogu, zauważyli
założyciele nowej firmy produkującej gry komputerowe - Studio MDHR. Zaproponowali
jej pracę nad grą "Cuphead", która z ogromnym pietyzmem odtwarzała wczesną
technikę animacji z lat 30. XX wieku, tzw. rubber hose. Cały proces koncepcyjny
oraz szkice bazowały na tysiącach rysunków wykonanych na papierze. Zamiast
korzystać z gotowych modeli cyfrowych, każdy ruch postaci rysowano ręcznie.
Po trzech latach "Cuphead" została
ukończona i szybko zdobyła światową popularność. O jej sukcesie zadecydowały
przede wszystkim unikalny styl graficzny, wysoki poziom trudności oraz
doskonała jazzowa ścieżka dźwiękowa. Cała oprawa wizualna - od postaci
po filtry imitujące starą taśmę filmową - została ręcznie narysowana i
animowana w stylu przywodzącym na myśl wczesne produkcje Disneya.
Gra zdobyła dziesiątki prestiżowych
nagród i nominacji, m.in. BAFTA Games Award, D.I.C.E. Award i Annie Award.
Jej muzykę, skomponowaną przez Kristofera Maddigana, nagrał na żywo 42-osobowy
big-band oraz zespoły ragtimeowe. Soundtrack jako pierwszy pochodzący
z gry wideo zadebiutował na pierwszym miejscu jazzowej listy przebojów
Billboardu. Sukces gry zaowocował również powstaniem serialu animowanego
platformy Netflix "The Cuphead Show!".
Tina odegrała kluczową rolę w tworzeniu
warstwy wizualnej gry jako główna animatorka 2D i artystka koncepcyjna.
Była czwartą osobą, która dołączyła do zaledwie pięcioosobowego zespołu
odpowiedzialnego za tradycyjną animację rysunkową. Stworzyła ponad 60 postaci,
wykonując około dziewięciu tysięcy unikalnych rysunków ołówkiem na papierze.
Zaprojektowała i zaanimowała między innymi Baronową von Bon Bon oraz dziesiątki
mniejszych przeciwników. Po premierze podstawowej wersji gry przez kolejne
dwa lata pracowała nad rozszerzeniem "Cuphead: The Delicious Last Course".
Jej wkład został doceniony w 2018 roku indywidualną nominacją do Annie
Award w kategorii wybitnych osiągnięć w animacji postaci w grze wideo.
Po pięciu latach wytężonej pracy
w Studio MDHR Tina, stale poszukująca nowych wyzwań, postanowiła założyć
własną firmę. Ryzykowna decyzja o rezygnacji z dobrze płatnej, stałej posady
okazała się kolejnym ważnym krokiem w jej karierze. Zaowocowała interesującymi
kontraktami przy grach komputerowych, filmach i serialach telewizyjnych.
Artystka pracowała między innymi przy filmie "Kosmiczny mecz: Nowa era"
("Space Jam: A New Legacy") oraz dla studiów animacji w Kanadzie, Stanach
Zjednoczonych, Niemczech, Wielkiej Brytanii, Kuwejcie i Chinach. Obecnie
animuje postacie do gry komputerowej "CROAK" w firmie Woodrunner Games,
której jest współudziałowczynią. Jako prelegentka jest zapraszana na festiwale
animacji w Stanach Zjednoczonych, Meksyku, Niemczech, Włoszech, Wielkiej
Brytanii, Irlandii i Polsce.
Kiedy Tina ukończyła Dawson College,
świat animacji był zdominowany przez technikę trójwymiarową i wydawało
się, że animacja 2D odejdzie w zapomnienie. Dla Tiny, od dzieciństwa zafascynowanej
rysunkami wielkich mistrzów, oznaczało to odejście od ręcznego rysunku.
Nieraz mówiła z żalem: "Szkoda, że nie urodziłam się dwadzieścia lat wcześniej,
bo mogłabym pracować nad słynnymi kreskówkami Disneya". Dlatego z takim
zapałem podjęła pracę nad "Cuphead", gdzie mogła animować w ukochanym stylu.
Kolejne kontrakty, podczas których doskonaliła tę technikę, doprowadziły
ją do decyzji o stworzeniu własnego filmu animowanego, wykonywanego całkowicie
na papierze.
Tina urodziła się w Polsce, a w wieku
trzech lat wyjechała z rodzicami i starszą siostrą Iwą do Kanady. Uczęszczała
do francuskojęzycznych szkół podstawowej i średniej, a następnie kształciła
się na anglojęzycznych uczelniach. W domu rozmawiała jednak wyłącznie po
polsku, dlatego biegle mówi, pisze i czyta w ojczystym języku.
Co roku, czasami nawet dwukrotnie,
przyjeżdża do Polski na zaproszenie festiwali animacji - Digital Dragons
w Krakowie i Promised Land Art Festival w Łodzi. Występuje tam jako prelegentka,
prowadzi warsztaty, poznaje twórców z całego świata i udziela wywiadów,
również po polsku. Zawsze znajduje też czas na wizyty w muzeach, by nacieszyć
oczy obrazami polskich mistrzów.
Kiedy w 2023 roku rozpoczęła pracę
nad własnym krótkometrażowym filmem animowanym, postanowiła przywołać w
nim klimat dzieł artystów Młodej Polski, takich jak Stanisław Wyspiański,
Józef Mehoffer czy Leon Wyczółkowski. Polskich motywów jest w filmie znacznie
więcej: fabuła opiera się na rodzimej legendzie, postacie noszą polskie
imiona, a sam tytuł brzmi "Syrenka, the Warsaw Mermaid". Choć bohaterowie
mówią po angielsku, główna postać - syrenka Wisława - śpiewa po polsku
starą ludową pieśń "Oj ty rzeko".
Plakat z
festiwalu animacji w Florencji
Gdy Tina usłyszała ją w wykonaniu
Laboratorium Pieśni, od razu zdecydowała, że Wisława zaśpiewa ten utwór,
a chóralna interpretacja zespołu będzie towarzyszyć napisom końcowym. Znalezienie
wokalistki, która użyczy głosu Syrence, powierzyła mi, chociaż nie mam
zbyt dobrego rozeznania wśród piosenkarek młodego pokolenia, zwłaszcza
obdarzonych ciepłym, lirycznym głosem. Taki głos miała Anna German, dlatego
rozpoczęłam poszukiwania wśród laureatek festiwalu jej imienia. Kiedy usłyszałam
Sylwię Zelek-Golonkę wykonującą utwór "Nie żałuj", natychmiast zadzwoniłam
do Tiny i z entuzjazmem oznajmiłam: "Mamy Syrenkę!". Pieśń "Oj ty rzeko"
w wykonaniu Sylwii została nagrana w studiu w Warszawie.
Praca nad filmem trwa już ponad dwa
lata. Główną animatorką jest Tina, a pozostałymi zadaniami zajmuje się
zespół złożony niemal wyłącznie z młodych kobiet. Nie jest to przypadek.
Film porusza temat przemocy wobec kobiet, a świat animacji nadal pozostaje
w dużej mierze zdominowany przez mężczyzn. Tina chciała stworzyć utalentowanym
artystkom przestrzeń do zaprezentowania swoich umiejętności.
W międzynarodowej ekipie znalazły
się specjalistki z Kanady, Australii, Stanów Zjednoczonych, Włoch, Polski,
Ukrainy, Białorusi i Maroka. Producentka Felicity Morland ma na swoim koncie
dokument "Hand Drawn", w którym występuje również Tina. Kanadyjska aktorka
Zarrin Darnell-Martin jest autorką scenariusza, Yassmine Kairouch z Maroka
zaprojektowała głównych bohaterów, a Włoszka Maria Calegari komponuje muzykę.
Pozostałe artystki odpowiadają między innymi za tła, dźwięk, układ scen,
efekty specjalne, storyboard i compositing, czyli łączenie wszystkich elementów
obrazu w spójną całość.
Kadr z filmu
"Syrenka - the Warsaw Mermaid"
Praca profesjonalnej ekipy jest możliwa
dzięki funduszom zebranym przez Tinę i producentkę w dwóch akcjach crowdfundingowych
- na platformach Indiegogo i Kickstarter - oraz grantom przyznanym przez
Canada Council for the Arts, City of Ottawa Production Fund, Toronto Animated
Image Society i Polish Heritage Foundation of Canada.
"Syrenka, the Warsaw Mermaid" ma
zostać ukończona na początku 2027 roku. Po premierze i pokazach festiwalowych
film będzie można obejrzeć na YouTube. Już teraz dostępny jest jego zwiastun:
www.youtube.com/watch?v=-yK-eR1SYoY
Więcej informacji o projekcie można
znaleźć na stronie: www.syrenkafilm.com
Nieczęsto się zdarza, by dziecięca
pasja przetrwała do dorosłości i przerodziła się w pełną sukcesów karierę
zawodową. Tinie udało się to dzięki talentowi, determinacji, nieustannemu
poszukiwaniu nowych wyzwań oraz często wręcz morderczej pracy. Ukoronowaniem
jej artystycznej drogi będzie autorski film. Mam nadzieję, że podobnie
jak wiele wcześniejszych projektów Tiny zdobędzie on uznanie nie tylko
w świecie animacji.
Beata Gołembiowska - pisarka,
fotografka, reporterka torontońskiej Gazety. bgbooks.com.pl
|