.
NUMER 10 / MARZEC 2020

Wydawcą magazynu PANORAMA jest 
Radio Polonia - CFMB1280 AM w Montrealu

Adres do korespondencji: 

MAGAZYN PANORAMA
6625, 38e Avenue, Suite 5 
Montreal, Qc
H1T 2X8 

E-mail: kontakt@panoramanews.org

Tel. (514) 367-1224 
Tel. (514) 963-1080
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Wyrachowane szaleństwo (Odc. 10)
 
... Jerzy Adamuszek
Wyrachowane szaleństwo

Wydawnictwo ISKRY 1994 / Seria "Naokoło Świata"

Relacja z wyprawy samochodem osobowym wzdłuż obu Ameryk - od Alaski po Ziemię Ognistą, w trakcie której został ustanowiony rekord wpisany do Ksiegi Rekordów Guinnessa.

..
..
W INNY ŚWIAT

Przyjazd do Meksyku: 7 XI, 18.00 - przyjazd na granicę Gwatemala/Salwador (La Hochadura): 9 XI, 22.00

Dystans: 2857 km (w tym przez Meksyk - 2507 km, przez Gwatemalę - 350 km)

Trasa:
Nuevo Laredo-Monterrey - droga nr 85
do Saltillo - autostrada nr 40
do Queretaro - droga nr 57
do Mexico City - autostrada nr 57 D
do Oaxaca - autostrada nr 95 D, drogi nr 11 5 D, 1 60 i 190 do Tehuantepec - droga nr 190 do Gwatemali - droga nr 200 przez Gwatemalę - droga CA-2

Do Meksyku wjechałem 7 listopada o 18.00. Po przebyciu mostu na Rio Grande znalazłem się w Nuevo Laredo.

Pierwszy raz w życiu miałem okazję zobaczyć Amerykę Łacińską na własne oczy. A Meksyk zalicza się do niej ze względu na język i kulturę. Gdy rok wcześniej układałem plan rajdu, przemierzałem w myślach wszystkie te kraje po kolei. Na podstawie książek, filmów oraz reportaży telewizyjnych starałem się wczuć w tutejszą rzeczywistość. Nie obawiałem się różnicy poziomów gospodarczych, dzielącej tę część świata od krajów wysoko rozwiniętych. Sam przecież pochodzę z Polski, gdzie bogactwo i przepych spotyka się raczej rzadko. Widok ubóstwa też nie był mi obcy. Stykałem się z nim już kilkakrotnie. Ale była to bieda w całkiem innym wydaniu. W 1976 roku odwiedziłem południowe republiki Związku Sowieckiego. Życie w nich też toczy się na ulicach. Jednak tam nikt wtedy nie odważyłby się wyciągnąć ręki po jałmużnę.

Szok nie trwał długo, może tylko kilka dni, do momentu oswojenia się z otaczającą rzeczywistością. Gdy jechałem ulicami Laredo, dzieciarnia rzuciła się na mój samochód z wyciągniętymi rękami, a ci, którzy myją szyby, też starali się zarobić kilka centów. Takie sytuacje są zaprogramowane na pokaz. Dzieci chcą wzbudzić litość w tych, którzy po raz pierwszy przekraczają granicę, i wyłudzić od nich pieniądze. Nawet jeden dolar to dla meksykańskiego malucha dużo pieniędzy. Spokojnie, nie zatrzymując się, przejechałem przez Laredo i udałem się na południe w kierunku Monterrey.

Nie posunąłem się daleko, bo tylko 20 kilometrów. Zatrzymała mnie pierwsza kontrola drogowa i zawróciła do Laredo na przejście graniczne w celu odprawy celnej. Zdziwiony byłem bardzo i tłumaczyłem, że nikt mi o tym nie mówił. Faktycznie, tuz za mostem na rzece Rio Grande stał żołnierz, ale patrzył w całkiem inną stronę. Wróciłem więc do Laredo, odnalazłem punkt celny i zająłem kolejkę. Zauważyłem, ze zarówno żołnierze, jak i pracownicy urzędu celnego lubią przyjmować drobne podarunki typu czekolada lub papierosy. Wtedy dokonują odprawy szybciej i z uśmiechem na twarzy. Uświadomiłem sobie, że prawdopodobnie będę musiał obdarowywać celników na każdym punkcie kontrolnym aż do samej Ziemi Ognistej. Na granicy sprawdziłem, ile zapamiętałem z rozmówek angielsko-hiszpańskich, które studiowałem podczas jazdy. Dział rozmów na granicy miałem w miarę opanowany. Hiszpański jako język z rodziny romańskich podobny jest do francuskiego, który nieźle znam.

Po załatwieniu wszystkich formalności ruszyłem z powrotem na południe. Jechałem ze szczególną ostrożnością; oznakowanie było bowiem słabe, droga węższa, brakowało poboczy, a i stan techniczny pojazdów pozostawiał wiele do życzenia. Podjechałem na stację benzynową. Tu paliwo jest trochę tańsze niż w Stanach.

Do Monterrey dotarłem po północy. Byłem już dość zmęczony. Chłopakowi, który pracował na stacji benzynowej, dałem dwie paczki papierosów i poprosiłem, aby obudził mnie o 5.00 rano. Zająłem pozycję w swoim łożu. Ale zaledwie zasnąłem, przebudziło mnie mocne walenie w szybę. Samochód otaczali mężczyźni z karabinami. Wyszedłem na zewnątrz. Zostałem dokładnie zrewidowany, po czym przeszukano auto. Wytłumaczyłem żołnierzom, co tu robię, komendantowi oczywiście dałem papierosy, wreszcie usiadłem na chwilę, aby dojść do siebie. Zrozumiałem, że znalazłem się w innym świecie. Kontrole mogą mieć tu miejsce o każdej porze dnia i nocy, w każdym miejscu. Okazało się później, że w całej Ameryce Środkowej i Południowej punkty kontrolne są co 100-200 kilometrów, raz wojskowe, raz policyjne, na zmianę. Nie brak także patroli samochodowych, które mogą sprawdzać i zatrzymywać. Takie tu prawo. W niektórych krajach, jak na przykład w Kolumbii, jest to bardziej nasilone, w innych, jak w Argentynie - mniej.
Wstałem o wschodzie słońca i pojechałem dalej.

Monterrey jest trzecim co do wielkości miastem Meksyku, dużym ośrodkiem przemysłowym. Zostało założone w końcu XVI wieku i przez lata całkowicie zachowało urbanistykę hiszpańską, charakteryzującą się wąskimi uliczkami, płaskimi dachami oraz okazałymi kościołami i budynkami rządowymi. W historycznym centrum mieści się dużo zabytków.

Następnym większym miastem na mojej trasie było Saltillo, oddalone o niecałe 100 kilometrów na południowy zachód. Leży w przepięknej dolinie. Ma uniwersytet i kilka instytutów naukowych, utrzymujących ścisły kontakt ze Stanami Zjednoczonymi. Ze względu na suchy klimat Saltillo jest popularnym kurortem letnim.

Wyjechałem z miasta krętą drogą, która prowadzi na południe przez obszary nie zamieszkane, wijąc się pośród skał i kaktusów. Po jej obu stronach nierzadko spotyka się grupy ludzi czekających na jakiś środek lokomocji, aby dostać się do Monterrey albo Mexico City. Coraz częściej widzi się juczne osły obładowane workami. Na drodze dużo kopcących powolnych ciężarówek. Czyni to jazdę uciążliwą, zwłaszcza pod górę i na zakrętach. Temperatura rośnie, jestem już w okolicy zwrotnika Raka.

Zbliżam się do San Luis Potos/, ośrodka wydobycia złota, srebra, ołowiu i miedzi, a także ważnego węzła kolejowego i transportowego. Stąd do Mexico City prowadzi początkowo droga trzypasmowa, a potem płatna autostrada. Zauważyłem, że w Meksyku dość częste są wypadki samochodowe. Może to być spowodowane stanem technicznym pojazdów albo brawurową jazdą. Czasem także przemęczeniem kierowców, którzy muszą spędzać za kółkiem znacznie więcej czasu aniżeli kierowcy Stanów i Kanady. Pomimo że jestem w Meksyku dopiero szesnaście godzin, kilkakrotnie widziałem rozbite autobusy.

Wjeżdżam do miasta Queretaro, które zostało zbudowane przez Indian na długo przed przybyciem Europejczyków. W XV wieku cała prowincja Queretaro była częścią imperium Azteków. Zajęte przez Hiszpanów w XVI stuleciu, miasto przekształciło się w ośrodek misyjny franciszkanów. Dziś jest znane z produkcji samochodów. Słynie w świecie także z kopalni kamieni szlachetnych - ametystów, topazów, opali. 20 kilometrów na wschód od miasta znajduje się 150-metrowy skalisty monolit, ważący ponad 4 000 000 ton. Przez centrum Queretaro prowadzi dwustuletni akwedukt o długości 9 kilometrów i szerokości 15 metrów - jeden z największych na świecie.
Im bliżej Mexico City, tym ruch na autostradzie stawał się większy. Zaraz na peryferiach byłem świadkiem niecodziennego wypadku. Kilkaset metrów przed sobą zobaczyłem na swoim pasie dwie ciężarówki. Pierwsza, wioząca ciężkie, 2,5-metrowe szpule, zaczęła wykonywać zygzakowate skręty: albo kierowca przysnął, albo coś się stało z układem kierowniczym. Na skutek tego jedna ze szpul wyleciała z przyczepy, a ciężarówka gwałtownie zjechała na lewą stronę pasa, uderzając w skałę. Nadjeżdżająca za nią druga ciężarówka, chcąc ominąć przeszkodę, zaczęła gwałtownie hamować, zarzucając do tyłu. Jadący zaś za nią autobus uderzył przodem i zjechał z 2-metrowego nasypu, wbijając się w twarde podłoże. Wyminąłem ostrożnie przeszkody na drodze i wyskoczyłem z samochodu. Pobiegłem w stronę autobusu. Poranieni pasażerowie zaczęli wychodzić przez rozbite okna. Krew ciekła im po twarzach. Nie włączyłem się do akcji pomocy, gdyż zaczęły się zatrzymywać dziesiątki innych samochodów, z których wysiadali ludzie. Wszystko odbywało się sprawnie i bez paniki. Na pewno było wiele ofiar. Od strony Mexico w kierunku miejsca wypadku nadjeżdżało już po chwili kilka ambulansów.

Tak dotarłem do Mexico City, największej metropolii świata. Samo miasto liczy około 12 milionów ludności, ale razem z obrzeżami tworzącymi Dystrykt Federalny około 20 milionów. Leży na wyżynie Anahuac, otoczone z trzech stron górami. W ciągu ostatniego półwiecza rozrosło się we wszystkich kierunkach, stając się politycznym, kulturalnym i ekonomicznym centrum tej części globu. Miasto przecinają szerokie bulwary, a pomiędzy nowoczesnymi konstrukcjami ze stali i szkła widzimy zabytki przeszłości. W historycznym centrum znajdują się liczne muzea, kościoły i pałace. Nawet tydzień nie wystarczy, żeby w miarę poznać to miasto.

Jadąc przez Mexico z mapą w ręku, rozglądałem się na lewo i prawo. Mój samochód robił duże wrażenie na kierowcach. Machano do mnie, uśmiechano się i coś wykrzykiwano. Skontaktowałem się z gazetą, aby udzielić wywiadu. Dziennikarz przyjechał na umówione miejsce. Po rozmowie i kilku zdjęciach wskazał mi drogę na stadion olimpijski, który chciałem zobaczyć. Obiekt nie wywarł na mnie jednak takiego wrażenia jak wówczas, gdy widziałem go w telewizji podczas igrzysk olimpijskich w 1968 roku oraz mistrzostw świata w piłce nożnej osiemnaście lat później.
Po trzygodzinnym pobycie w centrum skierowałem się na południe. Wkrótce znalazłem się w górach, skąd widać było jak na dłoni całe Mexico City. Na małym parkingu przy autostradzie jakiś pan powiedział po angielsku, że mamy szczęście, gdyż wiatr przegnał znad miasta spaliny, dzięki czemu możemy się nacieszyć widokiem metropolii. Jeszcze raz nabrałem ochoty, aby powrócić tu na dłużej niż na te parę godzin.

W sobotę po południu autostrada była zakorkowana. Z trudem udało mi się włączyć do ruchu. Jadąc na południowy kraniec pasma górskiego, zatrzymałem się jeszcze raz, aby obejrzeć zachód słońca. Ruch był wciąż bardzo duży, gdyż ludzie wyjeżdżali na weekend. Po 50 kilometrach zjechałem na drogę drugorzędną, która prowadziła przez góry do miasta Oaxaca. Sytuacja na drodze się pogorszyła. Nawierzchnia już nie była taka dobra, poza tym dużo bawiących się dzieci i pieszych.

Nie najlepszy to czas na taką jazdę. Sobota wieczór, życie dopiero się zaczyna. Meksykańska fiesta. Słychać muzykę zarówno ludową, jak i amerykańską. Zaczynam żałować, że nie kontynuowałem jazdy autostradą w kierunku Acapulco, a potem wzdłuż wybrzeża oceanu do Gwatemali. Byłoby może więcej kilometrów, ale trochę szybciej. Jednak jechałem dalej i z zainteresowaniem obserwowałem, co się dzieje w malutkich miasteczkach i wsiach.

Zajechałem na stację benzynową. Tu bardzo sprytnie zostałem oszukany przez młodego chłopaka. W sposób niezwykle prosty. Nie wyzerował przestarzałego dystrybutora i zaczął wlewać, gdy na liczniku było jeszcze 15 litrów. Kiedy zacząłem protestować, odwracał moją uwagę, kierując ją na coś innego. Nie wiedziałem, w jakim języku mam mu wytłumaczyć, że mnie okłamał. No cóż, pierwsza lekcja kosztowała mnie 2 dolary. Na przyszłość będę wiedział, że trzeba uważać.

W Meksyku tylko jedna firma państwowa prowadzi stacje benzynowe; nazywa się Pemex. Ich sieć jest bardzo gęsta. Otwarte są często przez całą dobę. Serwis proponują bogaty, gdyż liczba samochodów w Meksyku jest bardzo duża. Kraj ten produkuje volkswageny, marki amerykańskie oraz niektóre francuskie i japońskie.

Przybywam do miejscowości Cuautla, słynnej ze źródeł mineralnych. Godzina jazdy i przejeżdżam przez Izucar de Mata-moros, jedno z największych miast stanu Puebla. Zatrzymałem się na rynku, aby posłuchać kilkuosobowej grupy muzycznej. Po raz pierwszy spróbowałem meksykańskiej potrawy tacos. Jest to racuch z mąki kukurydzianej z nadzieniem z pokrojonego na kawałki, dość ostro przyprawionego mięsa. Aby zaspokoić głód, należy zjeść kilka takich tacos. Zaraz potem trzeba duzo popić, gdyż danie to jest bardzo pikantne. Wybór napojów jest bogaty. Ja wziąłem sok pomarańczowy.
 

C.D.N.


Jerzy Adamuszek - po ukończeniu geografii na UJ-cie w Krakowie w 1980 przybył do Montrealu. Autor książek podróżniczych: "Wyrachowane Szaleństwo", "Kuba to nie tylko Varadero" (po angielsku "Cuba is not only Varadero") i "Słonie na olejno". Niektóre jego osiągnięcia zarejestrowała Księga Rekordów Guinnessa. Organizator "Spotkań Podróżniczych" oraz "Są Wśród Nas" w Konsulacie Generalnym RP w Montrealu (www.sawsrodnas.ca).


PANORAMA - MAGAZYN RADIA POLONIA CFMB 1280 AM, MONTREAL, KANADA
Tel: (514) 367-1224, (514) 963-1080, E-mail: kontakt@panoramanews.org
Designed and maintained by Andrzej Leszczewicz
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
ZALOGUJ SIĘ