.
NUMER 10 / MARZEC 2020

Wydawcą magazynu PANORAMA jest 
Radio Polonia - CFMB1280 AM w Montrealu

Adres do korespondencji: 

MAGAZYN PANORAMA
6625, 38e Avenue, Suite 5 
Montreal, Qc
H1T 2X8 

E-mail: kontakt@panoramanews.org

Tel. (514) 367-1224 
Tel. (514) 963-1080
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Autostopem dookoła świata (cz. 1)

Większość z nas jazdę "na stopa" kojarzy z podwozem na krótkich odcinkach. Tymczasem ten sposób podróży wykorzystywany jest na dużo dłuższych trasach. Tacy autostopowicze szukają ciekawych przygód, poznają wiele wyjątkowych miejsc, ale przede wszystkim siebie samych. Jak daleko można pojechać "na stopa", ile dni, a nawet lat spędzić w drodze nie mając doświadczenia ani pieniędzy opowiedzą Maciek Badziak  - "Termometr" i Mariusz Hońka - "Maniek". We wrześniu 2015 roku wyruszyli w autostopową i jachtostopową podróż dookoła świata, która trwała aż cztery lata!  W momencie kiedy jednak zerkniemy na ich bloga i zakładkę: TRASA, możemy zauważyć, że wciąż stacjonują w mieście Ałmaty w Kazachstanie. 

Łukasz Przelaskowski: Zacznijmy od początku waszej przygody. Jak się poznaliście i co wpłynęło na to, że zaplanowaliście tak ekstremalne przedsięwzięcie? 

Maciek Badziak: Z Mańkiem poznaliśmy się w irańskim meczecie niedaleko granicy z Afganistanem. Dość szybko złapaliśmy wspólny język i już po kilku dniach stopowaliśmy razem do irackiego Kurdystanu. Podczas tej podróży jeszcze bardziej pokochaliśmy podróżowanie autostopem, a powrót do polskiej rzeczywistości i monotonia dnia związana z codzienną pracą zadziałała jak katalizator do planowania kolejnej podróży. Dlaczego tak ekstremalnej? Hmm... Z kilku powodów. Po pierwsze jeśli podróżuje się "na stopa" i nie śpi w hotelach można bliżej poznać kulturę, zwyczaje i ludzi zamieszkujących poszczególne kraje. Po drugie żaden Polak przed nami tego nie zrobił, więc sami sobie chcieliśmy udowodnić, że da się. I wreszcie po trzecie, ze względów finansowych. Jakby nie patrzeć koszty transportu i noclegów pochłaniają znaczną część budżetu w podróży.

Ł.P.: Jakie były wasze pierwsze przygotowania?

M.B.: Nie było zbyt wiele. Na początku musieliśmy obrać kierunek podróży, zrobić podstawowe szczepienia i zakupić niezbędny sprzęt. W dniu wyjazdy mój plecak ważył 13-14 kg i ewoluował wraz ze zmianami stref klimatycznych. Dziś wiem, że można podróżować z dziurawym namiotem, bez karimaty i kurtki oraz w dziurawych Crocsach. Jeśli są chęci, to brak odpowiedniego sprzętu nie jest żadną przeszkodą.

Ł.P.: Jak zareagowały wasze rodziny na wieść o podróży?

M.B.: Moja rodzina przeczuwała, że kolejna wyprawa jest kwestią czasu, ale zapewne nikt nie przypuszczał, że potrwa tak długo. My sami żegnając się z rodzicami przypuszczaliśmy, że zobaczymy się za 1.5 roku, maksymalnie 2 lata, a zobaczyliśmy się dopiero po czterech. Na początku byli oczywiście przeciwni, jednak z biegiem czasu śledząc nasze poczynania doszli do wniosku, że największą głupotą jaką mogliśmy zrobić to posłuchać ich i nie wyjechać w tę podróż. Z przeciwników zamienili się w zagorzałych fanów tego projektu śledząc na bieżąco postępy naszej wyprawy.

Ł.P.: Od razu planowaliście ruszyć dookoła świata?

M.B.: Zakładaliśmy od początku, że jedziemy dookoła świata bez płacenia za transport. W dniu wyruszenia postanowiłem, że podnoszę poprzeczkę i nie będę płacił także za noclegi. 

Ł.P.: Wiele osób planuje skończyć dobrą szkołę, potem studia, zrobić dodatkowe kursy i mieć szerszy wachlarz ofert pracy, zbudować bądź kupić własny dom, założyć rodzinę. Jak Wy traktujecie taką formę życia?

M.B.: Z doświadczenia już wiem, że nie da się całego życia spędzić w podróży, bo z czasem zaczyna doskwierać tęsknota, wkrada się rutyna, a także brakuje własnego kąta. Z drugiej strony poświęcenie całego życia pracy i zarabianiu pieniędzy wydaje się być jeszcze gorszym rozwiązaniem. Najlepszą opcją jest zapewnienie sobie dochodu pasywnego, który dałby możliwość większej swobody, tzn. pracujemy kiedy chcemy, podróżujemy kiedy mamy na to ochotę.

Ł.P.: Ile krajów odwiedziliście do tej pory? 

M.B.: W podróży 40 krajów, w całym życiu 70. Jednak to nie liczba odwiedzonych państw ma tutaj największe znaczenie, a ilość fantastycznych wspomnień i cudownych osób poznanych na trasie liczy się najbardziej. Zrozumieliśmy to po czterech  miesiącach od wyruszenia z Polski i wtedy przestaliśmy się spieszyć. 

Ł.P.: Gdzie było najtrudniej?

M.B.: Do najtrudniejszych państw na pewno mógłbym zaliczyć Boliwię, ze względu na brak prywatnych samochodów i niezbyt skłonnych do pomocy turystom Boliwijczyków. W Laosie także nie było łatwo, choć udało nam się przejechać ten kraj w 4 osoby. Zarówno Brazylia, jak i Kolumbia również nie należały do przyjemnych państw, jeśli chodzi o stopowanie. Najłatwiej było na wyspach Pacyfiku, choć i na kontynentach zdarzały się takie autostopowe perełki, jak Ekwador czy Malezja. Jedno jest pewne: autostop działa na całym świecie (no może za wyjątkiem Korei Północnej).

Ł.P.: W pewnym momencie nie da się iść, jechać bowiem staje się przed oceanem. Co wtedy?

M.B.: Trzeba złapać jacht, statek lub prom na stopa – (śmiech). 

Ł.P.: Czy są jakieś kryteria, które trzeba spełnić, aby ktoś zechciał zabrać nieznaną osobę lub grupę na swój statek? 

M.B.: Wszystko zależy od indywidualnych preferencji skippera. Szanse rosną jeśli zna się angielski, ma się doświadczenie w żeglowaniu i jest się inżynierem. Jeśli ktoś jest zdeterminowany, to znajdzie jacht nie spełniając żadnych z powyższych kryteriów. Nie ma złotej zasady, choć ważne jest pierwsze wrażenie. Warto ubrać się schludnie, często uśmiechać i nie kłamać jeśli padnie pytanie o chorobę morską.

Oczywiście nikt nie zabiera jachtostopowiczów tylko ze względu na ładny uśmiech (pomijając skrajne przypadki, kiedy starszy samotny kapitan szuka młodej dziewczyny do towarzystwa). Aby dostać się na rejs trzeba oczywiście zaoferować swoją pomoc. Zazwyczaj są to: nocne wachty, gotowanie, pomoc przy naprawach i myciu łodzi. Często to wystarczy, aby za darmo przepłynąć ocean. Bywa i tak, że kapitan poprosi o dzielenie kosztów związanych z jedzeniem, paliwem, opłatami portowymi, itp. Osobiście tylko na jednym jachcie dorzucałem się jedynie do jedzenia, a pozostałe pięć przepłynąłem bez ponoszenia żadnych kosztów.

Ł.P.: Posiadaliście wcześniej doświadczenie w pływaniu na statkach czy  jachtach? 

M.B.: Nigdy wcześniej nie żeglowałem, więc nie miałem o tym żadnego pojęcia. Osobiście nie potrafię nawet pływać. Wszystkiego można się jednak nauczyć. Pierwszy jachtostop złapaliśmy z Gibraltaru do Las Palmas na Wyspach Kanaryjskich. Tam po zejściu z łodzi zapytaliśmy pierwszego napotkanego właściciela jachtu, czy nie potrzebuje załogi na przepłynięcie Atlantyku i... zgodził się. Popłynęliśmy z nim na Wyspy Zielonego Przylądka, a dalej przez Ocean Atlantycki do Brazylii. Przepłynięcie Atlantyku zajęło nam 2 miesiące, z czego samej żeglugi miesiąc. To niewiele patrząc na podróż przez Pacyfik. Tam cała przeprawa zajęła 7 miesięcy, z czego 1/3 to żeglowanie po bezkresach Oceanu Spokojnego.

Ł.P.:  Jak radzicie sobie w krajach, gdzie ludzie nie znają języka angielskiego?

M.B.: Jeśli wiemy, że w jakimś kraju zostaniemy na dłużej, to próbujemy nauczyć się jak najwięcej słów w danym języku. Tak przyswoiliśmy sobie hiszpański, trochę indonezyjskiej bahasy i rosyjski. W pozostałych krajach zawsze uczymy się podstawowych zwrotów, a resztę robi mowa ciała i oczywiście tłumacz Google.

Ł.P.: Nie można ukrywać, że są momenty, gdy jednak potrzeba mieć przy sobie pieniądze. Z jakim budżetem wyruszyliście? 

M.B.: Z Polski wyjechałem z budżetem 15 tys. zł. Fundusze skończyły się po roku i trzeba było zakasać rękawy i zarobić na dalszą podróż. Parałem się różnych zawodów. Byłem m.in. drwalem, ogrodnikiem, stolarzem, budowlańcem, kelnerem na afgańskim weselu, a w Nowej Zelandii zapłacono mi za bycie świadkiem na weselu dwóch chińskich lesbijek – (śmiech).

Ł.P.: Prowadzicie stronę na Facebooku, bloga, YouTube i Twitter, kiedy znajdujecie na to czas? 

M.B.: Szybko podzieliliśmy się zajęciami. Facebooka prowadzę ja, pisanie postów na bloga przejął Maniek, a filmy na YouTube montuje nasz serdeczny kolega Dawid Cech. Zawsze na pierwszym miejscu stawialiśmy czerpanie radości z podróży, więc próbowaliśmy ograniczyć czas poświęcany na media społecznościowe do minimum.

Ł.P.: Macie bardzo ciekawie przygotowane filmy zarówno od strony technicznej, jak i prezentacji? Wszystko przygotowujecie sami czy też macie kogoś, kto wam pomaga? 

M.B.: Nigdy nie podchodziliśmy do naszego projektu jak to czegoś, co miałoby nam zapewnić dochód. W takim przypadku dość szybko stracilibyśmy radość z podróżowania, a nasza podróż podporządkowana byłaby mediom społecznościowym. Filmy montuje w wolnym czasie nasz serdeczny kolega Dawid i robi to pro publico bono, za co jesteśmy mu bardzo wdzięczni! 

Ł.P.: Czy zdarzyły się jakieś zdrowotne problemy podczas podróży?

M.B.: W Tajlandii ugryzł mnie pies, więc musiałem przyjąć szczepionki przeciwko wściekliźnie, a ostatnie święta Bożego Narodzenia spędziłem w tajskim szpitalu lecząc dengę złapaną w Birmie. Przed żadną chorobą nie sposób uchronić się, ale nie ma co panikować. Jeśli coś ma się stać to, przecież nawet w domu można zachorować. 

Ł.P.: W Indonezji trafiliście na trzęsienie ziemi, gdzie w cztery dni zorganizowaliście zbiórkę pieniędzy na posiłek dla 30.000 osób. Jak tego dokonaliście? 

M.B.: Katastrofalny obraz jaki zobaczyliśmy po przypłynięciu na Lombok spowodował, że chcieliśmy zostać w tym miejscu na dłużej i pomóc ofiarom tej tragedii. Los chciał, że trafiliśmy do wspaniałej pary: Rizki i Ahmada, którzy zamienili swój hostel na bazę dla wolontariuszy. Tam codziennie organizowaliśmy pomoc i zawoziliśmy paczki dla potrzebujących. Dodatkowo wpadliśmy na pomysł opisania całej sytuacji na naszym fanpage i zorganizowania zbiórki charytatywnej. Dzięki naszym czytelnikom udało się zebrać dość pokaźną sumę, którą wydaliśmy nie tylko na jedzenie, ale także na najpotrzebniejsze produkty typu: leki, artykuły higieniczne, zbiorniki na wodę.

Ł.P.:  A widzieliście może tzw. pływające wyspy śmieci? Jak wygląda dbanie o ekologię w krajach, które odwiedziliście?

M.B.: Pływających wysp śmieci nie widzieliśmy, jednak sporo śmieci można zobaczyć na bezludnych wyspach na Oceanie Spokojnym. W Ameryce Południowej czy Azji Południowo Wschodniej dbałość o ekologię praktycznie nie istnieje. Są miejsca, gdzie śmieci walają się wszędzie, a mieszkańcy wyrzucają wszystko do mórz, rzek i jezior. Przoduje pod tym względem chyba Indonezja, natomiast pozytywnie na tle innych krajów wypada Malezja i oczywiście Singapur, gdzie za zaśmiecenie grożą naprawdę wysokie kary. 

Ł.P.: Powszechnie mówi się wiele o zmianach klimatu? Czy rozmawialiście na ten temat podzas swojej podróży?

M.B.: Najczęściej temat ten podejmowali mieszkańcy Wysp Pacyfiku, z obawy przed zniknięciem ich kraju pod powierzchnią wody. Co ciekawe rząd Kiribati kupuje od Fidżi północne tereny na wyspie Vanua Levu, które mają służyć jako nowy dom dla imigrantów klimatycznych z Kiribati.

Ł.P.: W jednym z radiowych wywiadów rozmawialiście o Ujgurach - grupie etnicznej pochodzenia tureckiego, jednej z 55 mniejszości uznanych w Chińskiej Republice Ludowej, zamieszkującej północno-zachodnią część  w Ujgurskim Autonomicznym Regionie Xinjiang. Jest to ludność, na którą Pekin wprowadził bardzo restrykcyjne prawo uderzając w trzon ujgurskiej kultury. Jak to odczuliście będąc na miejscu i co to za program, dzięki, któremu mogliście bez blokowania z lokalnych władz łączyć się internetowo ze światem?

M.B.: Oczywiście dostęp do internetu w Państwie Środka jest dość mocno ograniczony przez chińskiego firewalla, którego dość łatwo da się obejść za pomocą specjalnych programów (VPN). Podczas naszego pobytu w Xinjiang przenieśliśmy się na chwilę do świata Georgea Orwella. Kontrole na drogach co kilkadziesiąt kilometrów, wszechobecne kamery, posterunki policji na każdym skrzyżowaniu, bramki kontrolne do szkół, sklepów oraz na stacje benzynowe. Życie w tej prowincji jest pod ciągłą kontrolą, a partia o mieszkających tutaj Ujgurach wie praktycznie wszystko. Trzeba mocno uważać, żeby nie złamać prawa, bo dość łatwo trafić do obozów reedukacyjnych, w których obecnie przebywa ponad milion Ujgurów. Przy wyjeździe z Xinjiang przeszliśmy dość szczegółową kontrolę w czasie której sprawdzano bardzo dokładnie zawartość naszych telefonów, laptopów i dysków twardych. Na szczęście dość dobrze poukrywaliśmy nasze zdjęcia i filmy z tej prowincji, które robiliśmy nielegalnie.

Ł.P.: Spotkaliście się z podobnym łamaniem praw człowieka w innych krajach? 

M.B.: Nie. 

Ł.P.: Gdzie planujecie kolejną wyprawę?

M.B.: Australia. 

Ł.P.: Gdybyście mieli wybrać do zamieszkania na stałe jeden kraj, to który?

M.B.: Kolumbia. Fantastyczni ludzie, ładne widoki, ciepły klimat i... piękne kobiety.

Ł.P.: A czego Polacy mogliby nauczyć się od mieszkańców innych krajów? 

M.B.: Nam przydałoby się więcej uśmiechu, spontaniczności, gościnności i otwartości. Jeśli chodzi o politykę to cechą wspólną na całym świecie jest wszechobecna korupcja, więc z tym musimy się chyba pogodzić. Życzyłbym sobie najbardziej, aby państwo polskie wprowadzało jak najmniej regulacji do naszego życia i nie kontrolowało go w każdym możliwym aspekcie. W Ameryce Południowej, czy na Pacyfiku człowiek czuje się naprawdę wolny. W Europie natomiast wolność stała się jedynie pustym hasłem odmienianym przez wszystkie przypadki.

Ł.P.: Jakie plany na teraz? Jak widzicie swoją przyszłość za kolejne pięć lat?

M.B.: Od powrotu do Polski minęło już 8 miesięcy w czasie których udało mi się m.in.: odnaleźć groby przodków na Ukrainie, spędzić dwa miesiące w Stanach Zjednoczonych, zaliczyć pierwszy w życiu Woodstock, zakochać się, a także zaaplikować z dziewczyną o wizę Working Holiday do Australii. Jak dobrze pójdzie, to już pod koniec marca wsiądziemy razem w samolot i polecimy na rok na Antypody Trzymajcie kciuki!
 

Rozmawiał: Łukasz Przelaskowski

www.autostopemdookolaswiata.pl
 

Od redakcji: Rozmowa z Mariuszem Hońką - "Mańkiem" ukaże się w kwietniowym wydaniu PANORAMY. 


Łukasz Przelaskowski - absolwent Instytutu Historii Uniwersytetu Opolskiego. Prezes Fundacji Rodu Przelaskowskich herbu Szreniawa. Redaktor Naczelny kwartalnika historyczno-naukowego Młody Szreniawa. W 2016 roku zamieszkał w Holandii, gdzie w wolnych chwilach pracuje jako wolontariusz w Polskiej Szkole w Groningen. Łączy podróże z konkursami fotograficznymi, pisze i publikuje książki oraz poezję.
 


PANORAMA - MAGAZYN RADIA POLONIA CFMB 1280 AM, MONTREAL, KANADA
Tel: (514) 367-1224, (514) 963-1080, E-mail: kontakt@panoramanews.org
Designed and maintained by Andrzej Leszczewicz
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
ZALOGUJ SIĘ