.
NUMER 6 / LISTOPAD 2019

Wydawcą magazynu PANORAMA jest 
Radio Polonia - CFMB1280 AM w Montrealu

Adres do korespondencji: 

MAGAZYN PANORAMA
6625, 38e Avenue, Suite 5 
Montreal, Qc
H1T 2X8 

E-mail: kontakt@panoramanews.org

Tel. (514) 367-1224 
Tel. (514) 963-1080
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Uśmiech Schetyny

  Dałem temu tydzień; żeby się trochę uleżało i w sejmie i w senacie, i na Nowogrodzkiej i na Wiejskiej-Czerskiej, i w telewizjach publicznych i w prywatnych, i w internetach polskich i w niemieckich, i w pana-zenkowej głowie, a i w mojej też.
  Dłużej się nie dało, bo tu Bożena pisze, że tzw. cut-off date się nieubłaganie skrada, a w ogóle, "co się miało wydarzyć już się wydarzyło". Takie życie.
  Spiąłem się w sobie, wygospodarowałem kilka godzin free time i zawezwałem pana Zenka do naszego stałego miejsca by uczcić to wyborcze zwycięstwo Dobrej Zmiany.

  - Pomylił się pan, panie Zenku! - zaatakowałem od razu, boć najlepszą obroną jest atak. - Pomylił się pan kompletnie w swoich prognozach.
  Pan Zenek zamarł, spojrzał na mnie, odstawił na stół szklankę Molsona, którą miał już przy ustach i odparł tymi słowy. 
  - Przecież wygraliśmy najlepszym wynikiem jaki kiedykolwiek uzyskała jakakolwiek partia od 89-tego roku - powiedział z naciskiem na słowa "kiedykolwiek" i "jakakolwiek". - Dostaliśmy ponad osiem milionów głosów. To mało?
  - Ale ja nie o tym, ja o tym, że prognozował pan... mówił pan, że przy dużej frekwencji "drobiazgi" - jak pan określił PSL i Konfederację - wypadną z gry. A widzi pan co się stało. Nie tylko "są w grze", ale mogą nawet nieźle namieszać.
  - Pan myślał podobnie, panie Jurku, więcej powiem, wszyscy panowie doktorowie politolodzy w mediach też tak myśleli, renomowanych sondażowni sondaże to również sugerowały.
  - To co się stało, panie Zenku? Tutaj musiał być jakiś przepływ elektoratu w końcówce. Może to planowane podniesienie płacy minimalnej przestraszyło drobnych przedsiębiorców?
  - Nie przeceniałbym wagi tego elektoratu, choć to prawda, oni mogli głosować na PSL.
  - Właśnie! Panie Zenku, przecież PSL stracił na wsi na rzecz PiS-u, a zyskał w małych i średnich miastach. A może też prezes NIK-u Banaś, jego niejasne rozliczenie majątkowe i jego podejrzane znajomości ostudziły zapał PiS-owskich wyborców. Słyszał pan, panie Zenku, on nie podał się do dymisji, tylko właśnie wrócił do pracy. Pancerny Marian, ha, ha!

  - No właśnie, tu muszę się z panem zdecydowanie zgodzić, panie Jurku. Powinien podać się do dymisji, to by na pewno "oczyściło teren".
  - Nie takie to proste, ha, ha, panie Zenku - no nie mogłem sobie odmówić, nie mogłem. - Proszę pana, Marian Banaś to doradca Macierewicza, gdy tamten był ministrem spraw wewnętrznych w rządzie Olszewskiego, to również współpracownik śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego w NIK-u, zresztą, do kręgu zaufanych braci Kaczyńskich należał Banaś jeszcze w epoce Porozumienia Centrum. Mam mówić więcej?!
  - A co tu mówić? - pan Zenek odparł zdecydowanie niechętnie.
  - A można, można. Były rzeczywiście uprawnione podejrzenia, że Marian Banaś ustąpi zaraz po wyborach, a sejm jeszcze ten stary wybierze szybko nowego szefa NIK-u, a senat, też ten stary szybko to "klepnie" w niezamkniętej przecież jeszcze sesji starego parlamentu i... będzie prezes NIK-u z nadania PiS mimo większości opozycji w nowo wybranym senacie. Senat musi zatwierdzić wybór prezesa Najwyższej Izby Kontroli przez sejm, więc taki trik. Skomplikowane to i naciągane, ale całkiem legalne i zgodne z konstytucją.
  - Ale nie stało się tak, więc o czym tu gadać, panie Jurku... są naprawdę ważniejsze sprawy do dyskusji.
  - Są oczywiście i dlatego już kończę. Powiedziałem "naciągane", ale może bardziej pasowałoby "niemoralne i nieetyczne", o ile polityka jest kiedykolwiek moralna i etyczna. Może na przykład stwierdzono, że nawet twardemu elektoratowi PiS-u nie spodobałaby się taka ordynarna zagrywka, nie wiem. Pan Banaś wrócił więc do pracy (stary doświadczony druh!) i jeśli się trochę "opłucze" z tych pomyj, co to na niego jakoby opozycja wylała, a sprawa w końcu przycichnie przykryta skutecznie bieżączką polityczną, to ma przed sobą świetlaną sześcioletnią kadencję... oczywiście, jeżeli naczelnik pozwoli.
  - Skończył pan?! - zniecierpliwienie i wyraźna "niechęć w oczach" pana Zenka.
  - OK, może przydługo nieco, panie Zenku, ale to dobrze obrazuje polityczną praxis, że się tak z grecka wyrażę, aktualnej władzy...
  - Wielkie odkrycie! - przerwał mi pan Zenek. - Oni w polityce już tak mają, mówi pan jakby się pan dzisiaj urodził. Ta gra na tym polega. Gra w demokracji toczy się o wyborców, o ich głosy. Idee, etyka, moralność, to tylko hasła, które są ważne tylko wtedy, gdy da się je dobrze wykorzystać w spotach wyborczych. Popatrz się pan tutaj, panie Jurku, tu w Kanadzie. Też mamy wybory. I co pan widzisz? To samo. Tak drogi panie działa demokracja. Nie wiedziałem, że będę musiał tłumaczyć panu takie oczywiste oczywistości. A wracając do Polski, gdybym chciał być złośliwy, to mógłbym panu przypomnieć innego byłego prezesa NIK-u, prezesa "z nadania" innej władzy. Niejakiego pana Kwiatkowskiego, który właśnie przed tygodniem został wybrany senatorem, ba, nawet senatorem specjalnym, ha, ha, a to takim, który ma zarzuty prokuratorskie. Ja wiem, pan powie, że prokuratura nie jest już niezależna, że jest sterowana przez ministra Ziobro... 
  - A nie jest tak?!
  - Panie Jurku, naprawdę! Nie traćmy czasu! Nie chce mi się tutaj przypominać jak premier Tusk co roku "przyjmował" sprawozdania (niezależnego, a jakże!) prokuratora generalnego Seremeta, czasem przeciągając to "przyjęcie" o ponad osiem miesięcy. Pogadajmy o wyborach. Po to się przecież spotkaliśmy, prawda?
  - Ma pan rację. OK, to gdzie tu zacząć?
  - Wytykał mi pan, panie Jurku, złe prognozowanie... Właściwie, to myliliśmy się obydwaj co do PSL i Konfederacji Wolność i Niepodległość.
  - To prawda. Szczególnie Konfederacja w sejmie jest szokiem dla wielu.
  - Ja, panie Jurku, zgadzam się jak zwykle z Ziemkiewiczem. To Telewizja Polska wypromowała Konfederację pomijając ją kompletnie w swoich przekazach, a właściwie, ignorując ją do tego stopnia, że została zaskarżona w trybie wyborczym przez Konfederację i ten proces przegrała.
  - A TVN, który w ostatnim tygodniu przestał określać Konfederację swoimi typowymi epitetami: naziole i faszyści? A wszystko to w nadziei by odebrać część prawicowych wyborców PiS-owi. I może część z nich zagłosowała na Konfederacje, zamiast na PiS.
  - Aż dziwne, że pan też dostrzega te TVN-owe manipulacje, panie Jurku.
  - Nic w tym dziwnego. To było widać. Dlaczego miałbym być ślepy na takie manipulacje? Zresztą to było powtórzenie "skryptu" z majowych wyborów do Parlamentu Europejskiego, w tamtej "końcówce przedwyborczej" TVN prezentowało tę samą narrację w stosunku do Konfederacji.
  - No dobrze, dobrze - powiedział pan Zenek protekcjonalnie (czego bardzo u niego nie lubię) i uśmiechnął się do mnie tak trochę "z góry", niby do kolejnego PiS-u akolity. - Widzę, że pan wreszcie zaczyna dostrzegać jak poważny i silny jest ten prawdziwy przeciwnik. Pogadamy o tym kiedyś. Dzisiaj skupmy się na tym co jest tu-i-teraz. Co pan myśli o senacie? Bo tu zdecydowanie nie wyszło.
  - Cóż, senator Jackowski powiedział wyraźnie, że przynajmniej w dwóch konkretnych przypadkach PiS sam się podłożył. Zamiast dogadać się i poprzeć lokalnych kandydatów sympatyzujących z PiS-em, wystawił swoich konkurencyjnych. A gdzie dwóch się bije, wiadomo... Zlekceważono opozycyjną wspólną listę. To moim zdaniem duży błąd. Tylko te dwa miejsca plus senator niezrzeszony, jak pani senator Lidia Staroń, i już byłaby większość.
  - Ma pan rację, panie Jurku - pan Zenek podejrzanie zgadzał się ze się ze mną dzisiaj wyjątkowo często. Plan jakiś? Kombinuje? A może głębsza refleksja.
  - Będzie trzeba rządzić inaczej - kontynuowałem ośmielony tym "przyzwalaniem" pana Zenka. - Już nie da się w ciągu jednej nocy ustawę w sejmie uchwalić, a w ciągu następnej nocy przegłosować ją w senacie. Rekordem świata chyba, była jedna z ustaw, która w dziewięć godzin przeszła cały proces legislacyjny - od sejmu, przez senat, do podpisu prezydenta. No, proszę pana, tak się już nie da! I to może tylko wyjść na dobre jakości prawa stanowionego, mniej bubli ustawowych zostanie przepchniętych w pośpiechu kolanem.
  - Tu racja, panie Jurku - i znów, i znów ten brak kontry! - Jest to nowa sytuacja legislacyjna. Wcześniej takiej nie było. Widzę jednak ryzyko obstrukcji. Bezsensowne by to było, ale różne rzeczy już widzieliśmy przez te cztery lata. Senat ma trzydzieści dni na zgłoszenie poprawek do ustawy. Przy większości opozycji w senacie może się zdarzyć, że każda niemal ustawa PiS-u będzie tak przewlekana.
  - Sejm odrzuca senackie poprawki zwykłą większością - wtrąciłem.
  - Tak, ale to będzie utrudniało sprawowanie rządów. I boję się, że totalsi pójdą na to, przynajmniej na początku, bo na dłuższą metę, to jednak jest strategia samobójcza.
  - No właśnie, wyborcy nie są głupi. 
  - Ale przed wyborami prezydenckimi? Kto wie. Ludzie lubią spokój, mogliby zagłosować nawet na jakąś Kidawę-Błońską dla świętego spokoju właśnie, panie Jurku.
  - Pan naprawdę w to wierzy, panie Zenku? Nie, ona nie będzie kandydatem, który przejdzie do drugiej tury.

  I tu "wciągnęło nas" w głęboką i merytoryczną dyskusję, której kilka tylko wątków dla porządku tutaj zgrubnie wymienię; i nie ośmielam się podać szczegółowszych szczegółów, bo jestem pewien, że mogłyby być one nie do końca czytelne w swej profetycznej pozornie zależnej treści.

  Patryk Jaki, ziobrysta, aktualnie w Brukseli, poszedł na ogień pierwszy. Oddelegowany zapewne przez swojego szefa ustawił przetargową poprzeczkę bardzo wysoko (pan Zenek stwierdził, że za wysoko) sugerując zmianę premiera i przyjęcie strategii zdecydowanej ideowej walki z propagatorami "wrogiej socjalizacji społeczeństwa", gdyż obiektywne i widoczne sukcesy rządu nie przekonały jednak większości społeczeństwa, która głosowała przeciwko Zjednoczonej Prawicy. To, że Solidarna Polska zwiększyła liczbę mandatów z dziewięciu w poprzednim, do siedemnastu w nowym sejmie pobudziło najwyraźniej apetyt Zbigniewa Ziobry (szefa p. Jakiego) i stąd zapewne ta hucpa. 
  Przelicytowana ona, zgodziliśmy się z panem Zenkiem, a do jakiego stopnia przelicytowana, czas pokaże.

  Premier Gowin, drugi koalicjant, który podwoił do osiemnastu liczbę posłów swojego Porozumienia w nowym sejmie, wraz z poczuciem większego udziału w koalicji Zjednoczonej Prawicy, wyraźnie przypomina o profilu liberalnym swojej partii i będzie dążył by przyszły rząd  znalazł remedium na odwrócenie się przedsiębiorców od Zjednoczonej Prawicy. Gowin, zwykle układny i ważący słowa, mówi jeszcze o podniesieniu jakości funkcjonowania państwa, w tym służby zdrowia. 
  Zgodziliśmy się z panem Zenkiem, że o poprawie służby zdrowia każdy polityk "gładko" mówi, ale gdy przychodzi do konkretów, to wtedy zaczynają się odwieczne "schody" i jest to - można powiedzieć - ogólnoświatowa prawda ogólnie znana.
  Tak mniej więcej było o wzmożonej aktywności - dowartościowanych po wyborach - dwóch mniejszych koalicjantów Zjednoczonej Prawicy. 

  Mówiliśmy jeszcze z panem Zenkiem trochę o senacie i czy warto by ktoś i czy będzie ktoś podchody o większość Dobrej Zmiany tam robił i jak wielka jest agresja broniącej się przed tym opozycji. Najpierw tweet Schetyny z ostrzeżeniem, że "każda próba korupcji politycznej ze strony PiS wobec wybranych w demokratycznych wyborach z woli suwerena senatorów opozycji będzie ujawniana i piętnowana", tak jakby zachowanie w tajemnicy przed wszystkimi innymi zmiany klubu przez jakiegoś parlamentarzystę nie było samo w sobie sprzecznością. A kilka dni później senator Jerzy Fedorowicz już wyraźnie grozi, że ktoś kto "nagle zmieni front i odejdzie od ludzi, którzy na niego głosowali, będzie obłożony anatemą do trzech pokoleń, to jest pewne", a więc "jeżeli ma odwagę taką, żeby zaryzykować swoje życie, swoich dzieci i wnuków, to proszę bardzo". 
  Zgodziliśmy się z panem Zenkiem, że niektórym z naszych wybranych ("z woli suwerena"?!) senatorów nieźle jednak "odbija" (a to mówiąc bardzo, bardzo delikatnie).  
 
.....   W końcu przeszliśmy do rzeczy najważniejszych. Najpierw wyjazd Schetyny do Tuska.

  Chyba nie po pochwały.
  - "Na Zachodzie bez zmian", myśli pan, że przedłużyli pakt o nieagresji? - zapytałem.
  - Wygląda na to. Schetyna zgłasza oficjalnie kandydaturę Tuska na przewodniczącego Europejskiej Partii Ludowej, co jednocześnie nie wyklucza jego startu w polskich wyborach prezydenckich...
  - No tak, Tusk lubi tak grać... bezpiecznie. - wtrącam.
  - I bezpiecznie i sprytnie, panie Jurku. Bo zaraz potem puszcza w eter kandydaturę Kosiniaka-Kamysza na prezydenta.
- A to by definitywnie przeciąć szansę "rozmów" PSL-u z PiS-em w senacie - podpowiadam.
  - No może nie definitywnie przeciąć, bo wie pan, że w polityce nigdy nie ma "nigdy". Jednak to połechta ego Kosiniaka i kto wie... zresztą o Kosiniaku może za chwilę. Wracając do Brukseli, dla Schetyny rzecz najważniejsza by Tusk powstrzymał swoich hunwejbinów, bo przecież zadanie może nie spektakularnie, ale jednak wykonane. Senat wygrany, w sejmie wynik wyborczy choć poniżej trzydziestu procent, to jednak Platforma jest nadal największą partią opozycyjną.

  
  - Tak, tak. Młodzi ostrzą sobie kły na Schetynę, Budka jest gotów.
  - No właśnie, panie Jurku, wychylili się niektórzy, a to niebezpieczne, gdy przeciwnikiem jest Grzegorz "Zniszczę Cię" Schetyna, ha, ha.
  - A więc pakt o nieagresji podpisany. Wiedziałem, wiedziałem zaraz po wyborach, że coś jest na rzeczy. Ten uśmiech Schetyny po przegranych przecież wyborach. On wiedział! - wykrzyknąłem.

  Pan Zenek znów spojrzał na mnie tak jak nie lubię.
  - Panie Jurku, w polityce nigdy nic nie wie się na pewno. Jednak, z dużą dozą prawdopodobieństwa, że tak powiem, mógł Schetyna przypuszczać, że dalej dzierży tarczę, a nie, że będzie niesiony na niej.
  - Pamięta pan tę piosenkę "Mazowsza"? Mówiono, że to o Cyrankiewiczu. "I choć padało, choć było ślisko, to się przywlokło..."
  - Pamiętam, pamiętam, przecież jesteśmy z tego samego pokolenia - przerwał pan Zenek ze zniecierpliwieniem. - Niech pan da skończyć jednak. Otóż teraz najważniejsze są wybory prezydenckie. Senat kontrolować? To dobrze, ale to tylko utrudnienie dla PiS-u, jak mówiliśmy wcześniej.  Z tym da się żyć, to znaczy sejm z opozycyjnym senatem może działać w miarę sprawnie. No chyba, że jakieś bezsensowne obstrukcje każdej ustawy. Ale tego jednak na dłuższą metę naprawdę nie przewiduję. Natomiast weto prezydenta do ustawy sejm może odrzucić tylko tak zwaną większością kwalifikowaną, czyli musi to być trzy piąte głosów w obecności połowy ustawowej liczby posłów. I dlatego tak ważne są wybory prezydenckie w maju przyszłego roku, a to już niedługo. Myślę, że o tym głównie była brukselska rozmowa dwóch panów, Schetyny i Tuska. 
  - Schetyna musi zostać.
  - Raczej tak. Pewnie postraszył Tuska rozłamem w Platformie, a może i kompletnym jej rozpadem w przypadku odsunięcia go od sterów. A możliwy scenariusz na prezydenturę byłby taki - w pierwszej turze prezydent Duda zmierzyłby się z kandydatami wszystkich ugrupowań, bo opozycja, przynajmniej na razie nie chce uzgodnić wspólnego kandydata. A w drugiej turze, pewnie pozostaliby Kosiniak-Kamysz i Duda, bo Tusk chyba będzie jednak wolał tylko dopingować zza linii autowej, dokładnie tak jak lubi.
  - A nim do tego dojdzie, Schetyna zajmie się tymi, którzy zbyt wcześnie wyszli przed szereg.
  - I z tym swoim uśmiechem, rodem z Transylwanii, panie Jurku!
 

spisał Jurek Depa
październik 2019


Jurek Depa - studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie i McGill University w Montrealu. "Osoba prywatna" wielu zainteresowań i wielu profesji; nicująca świat z przymrużeniem oka, od zawsze z socjologią na ty. jurekdepa@gmail.com
 


PANORAMA - MAGAZYN RADIA POLONIA CFMB 1280 AM, MONTREAL, KANADA
Tel: (514) 367-1224, (514) 963-1080, E-mail: kontakt@panoramanews.org
Designed and maintained by Andrzej Leszczewicz
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
ZALOGUJ SIĘ