| Sukces? Nie, dziękuję!
Przez lata
uczono nas, że życie to wyścig: więcej, szybciej, wyżej. Aby być kimś,
należało nieustannie udowadniać swoją wartość. Dziś jednak coraz częściej
słychać ciche znużenie tą narracją. Nie jest to protest, nie bunt, nie
flagowe manifesty - raczej rezygnacja z wyścigu jako miary sensu. Coraz
więcej ludzi mówi nie - "chcę wygrać", lecz "chcę mieć spokój". Nie chodzi
przy tym o lenistwo. To sygnał, że socjologiczna mapa ambicji wyraźnie
się przesunęła.
Jeszcze niedawno
definicja sukcesu była stosunkowo łatwa do sprawdzenia: tytuł, pensja,
awans, dom, prestiż. Dziś coraz więcej osób odpowiada na pytanie o aspiracje
inaczej - nie przez pryzmat statusu, lecz przez równowagę i sens. Globalne
badania pokazują, że przedstawiciele pokoleń Z i milenialsów, mimo że wciąż
chcą się uczyć i rozwijać zawodowo, rzadziej stawiają na pierwszym miejscu
wspinanie się po korporacyjnej drabinie. W międzynarodowej ankiecie jedynie
6 procent
przedstawicieli pokolenia Z uznało osiągnięcie pozycji lidera za główny
cel kariery, podczas gdy zdecydowana większość wskazywała równocześnie
znaczenie pieniędzy, sensu i dobrostanu.
Nie oznacza
to braku ambicji, lecz jej redefinicję. Przedsiębiorczość, elastyczność,
chęć uczenia się - tak. Kariera jako cel sam w sobie - już niekoniecznie.
Ten trend daje się zauważyć w codziennym życiu. Coraz więcej młodych osób
poszukuje pracy, która pozwala zachować równowagę między życiem osobistym
a zawodowym, zamiast takiej, która pochłania czas, emocje i tożsamość.
Na rynku pracy
zjawisko to ma swoją nazwę: quiet quitting, czyli cicha rezygnacja. Nie
chodzi w nim o odejście z pracy, lecz o wycofanie się z narracji "więcej
za wszelką cenę". Pracownicy wykonują swoje obowiązki, ale nie utożsamiają
się z firmową opowieścią o sukcesie. Nie zostają po godzinach, nie gonią
za uznaniem - pracują dokładnie tyle, ile wynika z umowy. Taka postawa,
choć pozornie bierna, w rzeczywistości wiele mówi o kondycji współczesnego
rynku pracy.
Zjawisko to
widać na co dzień: w rozmowach, a jeszcze częściej w zachowaniach. W coworkingach,
kawiarniach, na platformach freelancowych. Młodzi ludzie nie mówią już
o swojej pracy jak o tożsamości, lecz jak o środku do celu - celu, który
coraz rzadziej bywa karierą, a coraz częściej życiem poza biurem. Coraz
więcej decyzji dotyczących ścieżki zawodowej uwzględnia dziś zdrowie psychiczne
i satysfakcję z codzienności, a nie wyłącznie wysokość pensji.
Ogromną rolę
w tej zmianie odgrywają media społecznościowe, które przez lata pełniły
funkcję nieformalnej giełdy sukcesów. Każdy mógł zobaczyć, kto jest gdzie,
z kim, za ile i jak wygląda jego życie. Przez długi czas ta nieustanna
ekspozycja była motorem aspiracji. Dziś coraz częściej działa jak ściana.
Zamiast mobilizować, przytłacza. Zamiast inspirować, wywołuje zmęczenie.
Według badań amerykańskiego Pew Research Center ponad 60 procent młodych
dorosłych przyznaje, że media społecznościowe sprawiają, iż częściej porównują
się z innymi, a niemal połowa mówi wprost, że te porównania obniżają ich
poczucie własnej wartości.
Ten mechanizm
jest prosty: jeśli codziennie widzi się cudze zwycięstwa, trudno uwierzyć
w sens własnej drogi. Jeśli sukces zawsze wygląda spektakularnie, zwykłe
życie zaczyna wydawać się porażką. W takim świecie rezygnacja z wyścigu
przestaje być słabością, a zaczyna być formą samoobrony. Coraz więcej osób
ogranicza obecność w sieci, usuwa aplikacje, nie dlatego, że nie potrafi
grać w tę grę, lecz dlatego, że nie chce już brać w niej udziału. To także
jeden z powodów, dla których nowa definicja ambicji brzmi dziś inaczej:
mniej "pokazać", więcej "przeżyć".
Zmienia się
również samo pojęcie dorosłości. Przez dekady oznaczało ono stabilność,
odpowiedzialność, przewidywalność i zgodę na długoterminowe zobowiązania.
Dziś coraz częściej dorosłość rozumiana jest nie jako wytrwałość w jednym
modelu życia, lecz jako umiejętność jego modyfikowania. Dorośli nie chcą
już "zaciskać zębów", chcą umieć się wycofać. Nie chcą trwać, chcą mieć
wybór. W tym sensie dojrzałość przestaje polegać na wytrzymywaniu, a zaczyna
polegać na uważności wobec siebie.
Zmienia się
także język, którym ludzie opisują samych siebie. Jeszcze niedawno klasyczne
pytanie "Czym się zajmujesz?" było niemal tożsame z pytaniem o tożsamość.
Dziś coraz częściej odpowiedzi brzmią: "Różne rzeczy". "Nie definiuję się
pracą". "To tylko etap". Te krótkie frazy mówią więcej niż tysiąc definicji
sukcesu.
Ten trend nie
dotyczy wyłącznie młodych. Coraz liczniejsze są relacje osób w średnim
wieku, które po latach budowania kariery mówią: "Nie chcę już walczyć".
Nie oznacza to rezygnacji z życia ani z planów. Oznacza raczej rewizję
celu wyścigu. Po latach pytanie nie brzmi już: "Co jeszcze mogę osiągnąć?",
lecz: "Czy w ogóle chcę w to grać?". Jedni nazywają to kryzysem ambicji,
inni - zmianą priorytetów, jeszcze inni - nową dojrzałością. Każda z tych
perspektyw oddaje to samo zjawisko: oddzielanie sensu od narracji sukcesu.
Psychologowie
obserwują, że coraz więcej ludzi zaczyna rozróżniać dwa pojęcia: ambicję
jako chęć wspinania się wyżej w strukturach społecznych oraz aspirację
jako pragnienie osobistego rozwoju i dobrostanu. Coraz częściej to właśnie
aspiracje stają się realnym wyznacznikiem życiowych decyzji, bez potrzeby
potwierdzania ich na zewnątrz.
Proces ten
ma konsekwencje nie tylko dla jednostek, ale również dla całego społeczeństwa.
Zmienia się rynek pracy, ponieważ pracownicy bardziej cenią elastyczność
i sens pracy niż prestiż. Zmienia się edukacja, ponieważ młodzi wybierają
kierunki, które dają im narzędzia do życia, a nie jedynie portfolio. Zmienia
się także konsumpcja, ponieważ coraz rzadziej kupujemy to, co sygnalizuje
sukces, a coraz częściej to, co daje komfort i znaczenie.
Nie jest to
rewolucja z transparentami. To raczej milcząca redefinicja oczekiwań wobec
życia.
Nie chodzi
o to, by przestać marzyć. Chodzi o to, by przestać mierzyć marzenia cudzymi
miarami.
Anna Drutis
- dziennikarka, felietonistka, przewodnik po Toronto. Tel. 647-772-7060
anadrutis@gmail.com
|