.

MAGAZYN PANORAMA
352 Bergevin, Suite 6 
Lasalle, Qc
H8R 3M3 

E-mail: office@panoramanews.org

Tel. (514) 367-1224 
Tel. (514) 963-1080



 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Gdy Montreal gra jazz

Największy festiwal jazzowy świata od ponad czterech dekad przyciąga do Montrealu artystów i melomanów z całego globu. W tym roku miałam okazję doświadczyć jego niezwykłej atmosfery podczas dwóch wyjątkowych koncertów. Są takie dni, kiedy całe miasto zdaje się oddychać muzyką. Pod koniec czerwca i w pierwszych dniach lipca Montreal właśnie taki był.

Jedna ze scen Festiwalu Jazzowego w Montrealu

Największy festiwal jazzowy świata od ponad czterech dekad przyciąga do Montrealu artystów i melomanów z całego globu. W tym roku miałam okazję doświadczyć jego niezwykłej atmosfery podczas dwóch wyjątkowych koncertów - kameralnego występu Jacquesa Kuby Séguina oraz koncertu światowej sławy zespołu Pink Martini.

Międzynarodowy Festiwal Jazzowy w Montrealu to nie tylko największe wydarzenie jazzowe na świecie, ale także jedna z najważniejszych wizytówek kulturalnych miasta. Powstał w 1980 roku z inicjatywy Alaina Simarda, André Ménarda, Denyse McCann i Alaina de Grosbois, którzy postanowili stworzyć festiwal gromadzący najwybitniejszych muzyków z całego świata.

Wpisany do Księgi Rekordów Guinnessa jako największy festiwal jazzowy świata, od ponad czterdziestu lat zachwyca rozmachem, atmosferą i poziomem artystycznym. To miejsce, gdzie spotykają się legendy jazzu i młodzi, niezwykle utalentowani artyści, a sam jazz nieustannie odkrywa nowe oblicza, przenikając się z innymi gatunkami muzycznymi i kulturami.

Przez dziesięć dni serce Montrealu biło w rytmie muzyki. Centrum miasta zostało zamknięte dla ruchu samochodowego, a Place des Arts zamieniło się w tętniącą życiem przestrzeń koncertową i miejsce spotkań miłośników muzyki z całego świata. Publiczność mogła wybierać spośród blisko 150 koncertów odbywających się w salach widowiskowych oraz ponad 350 bezpłatnych występów plenerowych, które od lat są znakiem rozpoznawczym festiwalu.

Międzynarodowy Festiwal Jazzowy to jednak coś więcej niż seria koncertów. To prawdziwe święto muzyki i ludzi - wydarzenie, które doskonale oddaje otwartość, energię i wielokulturowy charakter Montrealu. Każdego roku udowadnia, że muzyka jest językiem, który nie zna granic i potrafi połączyć ludzi bez względu na wiek, pochodzenie czy muzyczne upodobania.

Tegoroczny festiwal poznawałam z perspektywy słuchaczki, a nie przewodnika dla gości z Polski. Dwa koncerty, w których uczestniczyłam, pokazały dwa zupełnie różne oblicza tego niezwykłego wydarzenia. W tym roku ze względu na upał nie uczestniczyłam w żadnym z koncertów pod gwiazdami. Wybrałam klimatyzowane obiekty. 

28 czerwca w kameralnym Jazz Bar Diese Onze przy ulicy Saint-Denis wystąpił znakomity montrealski trębacz i kompozytor Jacques Kuba Séguin wraz ze swoim zespołem  ODD SOUND. Koncert był jednocześnie premierową prezentacją jego najnowszego albumu "La Trilogie des odeurs". Album został wydany w dwóch wersjach: CD i płyta winylowa. Artyści zabrali publiczność w niezwykle sugestywną muzyczną podróż inspirowaną zapachami - tymi ulotnymi śladami pamięci, które przywołują wspomnienia i emocje. 

Wieczór w Diese Onze pokazał mi inne oblicze festiwalu. Nie było efektownej scenografii ani tysięcy widzów. Była za to muzyka, która nie potrzebowała niczego więcej. Kuba Séguin i jego zespół urzekli swobodą, muzyczną dojrzałością i niezwykłym kontaktem z publicznością. W niewielkim klubie każdy dźwięk wydawał się bliższy, każda improwizacja bardziej osobista. Pomyślałam wtedy, że właśnie na tym polega siła montrealskiego święta jazzu. Obok wielkich gwiazd i spektakularnych finałów jest miejsce na małe sceny, gdzie muzyka oddycha spokojniej, ale porusza równie mocno.

Kilka dni później festiwal pokazał swoje drugie oblicze.

Zespół Pink Martini 

4 lipca w Salle Wilfrid-Pelletier odbył się koncert zamykający tegoroczną edycję festiwalu. Na scenie pojawił się Pink Martini - zespół, który od lat zachwyca publiczność na całym świecie niezwykłą umiejętnością łączenia jazzu z muzyką klasyczną, latynoską, francuskim chanson, swingiem i rytmami z różnych stron świata.

Są koncerty, które się ogląda. Są też takie, które się przeżywa. Ten należał zdecydowanie do tej drugiej kategorii.

Przez dwie godziny scena pulsowała energią, radością i muzyką przekraczającą granice państw, języków i kultur. Publiczność nie była jedynie widzem. Stała się częścią spektaklu.

Znane od lat utwory zabrzmiały świeżo i z ogromną klasą. Nie były to zwykłe wykonania starych przebojów. Były to muzyczne opowieści, którym Pink Martini nadaje własne, niepowtarzalne brzmienie.

Szczególnym gościem wieczoru była kanadyjska wokalistka Martha Wainwright. Jej pełen emocji głos doskonale wpisał się w klimat koncertu, dodając mu jeszcze więcej wzruszeń.

Jednym z najpiękniejszych momentów wieczoru było zaproszenie na scenę ponad dwudziestu mieszkańców Montrealu. Wspólnie z zespołem wykonali najbardziej rozpoznawalny utwór Pink Martini - "Sympathique", z refrenem "Je ne veux pas travailler". W tej chwili zniknęła granica między sceną a widownią. Nie było już artystów i publiczności. Byli tylko ludzie śpiewający razem jedną piosenkę.

Później przyszła pora na taniec. Gdy zabrzmiały kolejne przeboje, cała sala porwała się do wspólnego rytmu. Uśmiechy, oklaski i spontaniczna radość stworzyły atmosferę, której nie sposób odtworzyć na żadnym nagraniu. Trzeba było tam być.

Kuba Séguin

Wracając do domu pomyślałam, że właśnie dlatego kochamy koncerty. Nie tylko dla muzyki. Przede wszystkim dla emocji, których nie da się zapisać w nutach. Dla poczucia wspólnoty z ludźmi, których często widzimy po raz pierwszy i być może ostatni. Przez dwie godziny wszyscy oddychaliśmy tym samym rytmem.

Te dwa koncerty - kameralny koncert Jacquesa Kuby Séguina i widowiskowy Pink Martini - pokazały dwa różne oblicza Międzynarodowego Festiwalu Jazzowego w Montrealu. Jedno zapraszało do wsłuchania się w każdy dźwięk, drugie porwało tysiące ludzi do wspólnego śpiewu i tańca. Oba pozostawiły po sobie to samo uczucie - radość, wzruszenie i przekonanie, że muzyka potrafi zrobić coś, czego coraz częściej brakuje we współczesnym świecie: połączyć ludzi.

Wychodziłam z koncertu razem z tysiącami osób. Każdy wracał do swojego domu, do swoich spraw i obowiązków. Ale przez dwie godziny byliśmy jedną publicznością, śpiewającą, klaszczącą i tańczącą w tym samym rytmie. Coraz częściej myślę, że właśnie takich chwil najbardziej nam dziś potrzeba. Chwil, które przypominają, że niezależnie od języka, wieku czy miejsca, z którego pochodzimy, muzyka wciąż pozostaje jednym z najpiękniejszych języków świata.
 

Bożena Szara - dziennikarka, redaktor naczelna Panoramy 
 
 
 

 


PANORAMA - NIEZALEŻNY MAGAZYN POLONII KANADYJSKIEJ
Tel: (514) 367-1224, E-mail: office@panoramanews.org
Designed and maintained by Arkona Web Services
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
ZALOGUJ SIĘ