ONEGDAJ, PIERWSZEGO LIPCA,
STALIŚMY SIĘ POTĘGĄ.
 |
... |
Nie chciałbym
dzisiaj pisać o rzeczach smutnych, nie chciałbym też być kojarzony z cmentarzyskami,
cmentarzami, wampirami... Tym razem chciałbym o czymś dla nas przyjemniejszym.
W poszukiwaniu ciekawego tematu kolejnego felietonu sięgnąłem więc - dość
przewrotnie - do kalendarium historycznego, by sprawdzić, co wydarzyło
się kiedyś w dowolny dzień lipca. Spojrzałem i się roześmiałem. Bo znalazłem
już pierwszego dnia lipca, nie musiałem szukać, przebierać, zastanawiać
się nad tym, która z rocznic ważniejsza. Oczywiście dokonuję wyboru bardzo
subiektywnego, ale ... to mój wybór. |
.. |
|
|
Ad rem więc. Cóż to za okazja,
rocznica, okoliczność? Nie, nie jest tym wydarzeniem bitwa pod Grunwaldem
(choć przecież mogłaby być, bo i w lipcu, i dzień ważny), ani nadanie konstytucji
Księstwu Warszawskiemu. Jest nim unia polsko-litewska zawarta w Lublinie
latem 1569 roku, która uczyniła z Polski najrozleglejsze z państw ówczesnej
Europy. U jej podstaw legła dość prozaiczna i raczej przykra przyczyna.
Była nią najpewniej niedługa, bezpotomna śmierć króla Zygmunta Augusta
i najprawdopodobniej związany z nią rozpad dość luźnego już związku obronnego
obu krajów. Żal wielki, bo przecież dynastia Jagiellonów przez 180 lat
władania Krakowem i Wilnem raczej przysłużyła się rozwojowi Królestwa i
Wielkiego Księstwa. I teraz miałoby się to zakończyć rozpadem? Na to nie
było zgody i stąd decyzja o przeprowadzeniu ostatecznej unii wiążącej oba
kraje nierozerwalnie i na wieki. Zanim w Lublinie, w dniu 1 lipca 1569
roku, sformalizowano związek (Zygmunt August podpisał go w kilka dni później),
trwały długie targi, swary i kłótnie między Polakami i Litwinami. Nie wszystkie
udało się ugasić, nie pomogły też dyskusje posłów i senatorów trwające
na zamku lubelskim. Opór części wielmożów litewskich przełamał dopiero
akt inkorporacyjny Zygmunta Augusta, na mocy którego oporne obszary Podlasia
i większości zbuntowanej Rusi (Wołyń, Bracławszczyznę i Kijowszczyznę)
włączono w granicę Królestwa Polskiego, a Kurlandię z Semigalią uznano
za przynależne mu lenna. W ten sposób ustalone zostały granice polityczne
nowego państwa: Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Tu może wyrażę swój żal
- a czynię to znając późniejsze wydarzenia, więc jest mi łatwiej o ocenę
przodków - że nie wprowadzono wówczas "na salony" i trzeciej siły, tj.
Rusi i nie powołano do życia Rzeczpospolitej Trojga Narodów. Chyba łatwiej
i prościej żyłoby się wszystkim w tak zorganizowanym kraju, bez wewnętrznych
wojen i waśni, bez oporu tak wielu "wykluczonych" Rusinów.
Unię Lubelską nazywa się
- w odróżnieniu od wcześniejszych - unią realną, a więc rzeczywistym związkiem
Polski i Litwy. A było tych traktatów po drodze sporo, bo aż sześć. Pierwszy
z nich - podpisany w Krewie w 1385 roku - miał jeden cel podstawowy, tj.
sojusz wojskowy zawarty wobec istotnego zagrożenia dla istnienia obu państw
ze strony Zakonu Krzyżackiego, nie był w istocie swej aktem politycznego
zjednoczenia. Pewne zacieśnienie związków wzajemnych stanowiła mało znana
unia zawarta w 1401 roku w dwóch miastach: Wilnie i Radomiu. Fakt odrębnych
miejsc układu jednoznacznie wskazuje, że do zbliżenia obu narodów było
w istocie wciąż bardzo daleko, tym razem jednak "umówiono się", że obie
strony będą zmierzały do dalszego zbliżenia. Mówiono o nim i w czasie układów
poprzedzających podpisanie unii horodelskiej z 1413 roku, w którym zapisano,
że król polski obierany będzie w porozumieniu z Litwinami, a wielki książę
w uzgodnieniu z Polakami oraz, że organizowane będą wspólne obrady obu
sejmów, czego wcześniej nie przewidywano. Żadnych nowych impulsów nie przyniosła
unia grodzieńska z 1432 r., będąca jedynie rodzajem sejmu elekcyjnego powołującego
na tron księcia litewskiego Zygmunta Kiejstutowicza; tak przy okazji Litwini
oddali wówczas Koronie całe Podole. Raz jeszcze siła militarna i spore
osłabienie Polski doprowadziły do wyraźnego zbliżenia obu nacji. A działo
się źle u schyłku XV wieku. Wystarczy przypomnieć sobie stare powiedzenie
"Za króla Olbrachta wyginęła szlachta". Używa się go i dzisiaj (sam słyszałem
niedawno z ust lekko podchmielonego jegomościa), choć nie bardzo chce mi
się wierzyć, by pamiętano jego znaczenie. Może parę słów o tym. Na kresach
Rzeczpospolitej istniało sobie Hospodarstwo Mołdawskie związane z Polską
układem lennym, lecz wybijające się ku niepodległości. Próbą "uspokojenia"
tych nastrojów była wyprawa - manifestacja siły około 80.000 tysięcy wojska
i ciurów zorganizowana na ten obszar przez Jana I Olbrachta w 1497 roku.
Początkowo szło dobrze, lecz pod Suczawą (stolicą tej ziemi), poszło źle
i manifestacja przerodziła się w nieudaną wyprawę. Wycofujący się Polacy
- po wcześniej zawartym rozejmie - dostali się w zasadzkę znacznie słabszych,
liczących około 30.000, sił mołdawskich. No i w lasach Bukowiny miało miejsce
krwawe lanie zakończone śmiercią około 5000 polskiej szlachty, ale i zaciężnych
Krzyżaków oraz tylu samo czeladnych. Ten fakt właśnie spowodował kolejne
zbliżenie Polaków i Litwinów uwieńczone zawarciem kolejnej unii nazywanej
krakowsko-wileńską, w 1499 roku, która potwierdzała wcześniej zawarte umowy
oraz stanowiła o ściślejszym sojuszu polityczno-militarnym. Krokiem do
przodu miało być zawarcie w dwa lata później, już po śmierci Olbrachta,
kolejnej umowy - unii piotrkowsko-mielnickiej. Tym razem to Litwa potrzebowała
wsparcia zbrojnego Polski wobec toczonej przez nią i przegrywanej wojny
z Moskwą. Przygotowane i zredagowane przez możnych polskich postanowienia
prowadziły oba kraje do unii realnej, do związku niezwykle ścisłego, wręcz
do utworzenia jednego państwa. Zamysł ten jednak spotkał się z ostrym sprzeciwem.
Zrozumiałe jest, że opierali mu się Litwini, ale mniej jasne wydaje się
storpedowanie go przez Jagiellończyków. Cóż, ród ten obawiał się, że może
zostać "wykolegowany" z tronu przy następnej elekcji królewskiej. Stąd
i dość słuszny opór Zygmunta Jagiellończyka, namiestnika Śląska, późniejszego
następcy tronu oraz samego - nowo obranego władcy - Aleksandra, który inicjatorów
tego traktatu z zemsty pozbawił urzędów i swej łaski. Cóż, okazało się,
że trzy strony umowy nie były jeszcze przygotowane na tak znaczące zbliżenie.
Czego nie udało się przeprowadzić w roku 1501 zrobiono w 1569, już w innych
okolicznościach i - jakby to rzec - bez trzeciej siły. Bo Zygmunt II August
zbliżał się do kresu swych dni ze świadomością braku potomka i następcy
tronu swej krwi; nie miał więc dla kogo się starać o utrzymywanie status
quo. A i możni polscy i litewscy dojrzeli szansę w tym, że razem będą silniejsi,
że wspólnie mogą osiągnąć więcej niż w pojedynkę. Bo przecież Moskwa Iwana
Groźnego rosła w siłę zajmując co i rusz kolejne części Księstwa Litewskiego,
które samo z nią sobie poradzić nie mogło. I to właśnie zagrożenie z jej
strony złamało opór znacznej części panów litewskich szukających w Polsce
pomocy. Wspólnota ta nie była przecież aż tak ścisła (odrębność obu krajów
zniosła dopiero Konstytucja 3 Maja). Dotyczyła ona jednego władcy - wspólnie
już obieranego króla, równocześnie uzyskującego godność wielkiego księcia,
wspólnie uchwalanej i prowadzonej polityki zagranicznej (w tym tak ważnego
"argumentu" jakim jest prowadzenie wojen), jednej monety jednak bitej oddzielnie
dla obu krajów (czyż może być coś lepszego dla rozwoju gospodarczego i
wymiany handlowej) oraz wspólnego sejmu walnego i senatu (choć przy bardzo
wyraźnej dysproporcji na korzyść ludniejszej strony polskiej). Zachowano
odrębność armii, niezależność skarbową, najwyższe urzędy centralne zdublowane
dla obu krajów, dwa języki urzędowe. Ale też zezwolono na nabywanie majątków
i ziemi Polakom na Litwie (nie zauważyłem, by pozwolono wówczas Litwinom
na to samo w Polsce). No cóż, spojrzawszy na mapę Europy Środkowej przed
i po 1561 roku widzimy wyraźnie, kto tracił, a kto zyskiwał na unii. Straciło
Wielkie Księstwo Litewskie, ale nie tylko terytorialnie, również politycznie.
Ale czy nie zyskiwało niczego w zamian? To pytanie raczej retoryczne. Odpowiedzią
jest fakt, że Litwini wciąż mówią po litewsku, wciąż mają swoje państwo,
wciąż kultywują swoją własną kulturę, czego - bez unii lubelskiej - mogliby
dziś nie mieć. Stracili część, by nie stracić wszystkiego.
... |
|
Jerzy Tomasz
Nowiński
ARCHIWUM
FELIETONÓW |
............................ |
Na
ilustracji: Akt unii lubelskiej (Archiwum Główne Akt Dawnych w Warszawie).
..
POLEĆ
TEN ARTYKUŁ ZNAJOMYM Z FACEBOOKA |
.. |
|
..................................... |
|
|
.. |
|
|
|
........................................................................................... |
|