|
|
|
NA KUJAWACH, W CIENIU MYSIEJ
WIEŻY (2)
 |
.... |
W poprzednim
numerze poprowadziłem Państwa przez Kruszwicę wczesnośredniowieczną. Ale
pozostańmy w niej jeszcze przez chwilę. Jak wspomniałem, po przykrych wydarzeniach
roku 1096 miejscowość bardzo szybko powróciła do swej wcześniejszej kondycji,
rozwinęło się rzemiosło, kwitł handel, bogacili się mieszkańcy. Po obu
stronach Gopła rozwijały się osady podgrodowe, służebne wobec centralnie
położonego ośrodka kasztelańskiego. Były i Kobylniki - wieś, w której hodowano
konie, i Łagiewniki, gdzie w łagwiach (beczkach) wytwarzano słód i warzono
piwo, i Rybitwy - wieś rybaków, i Sokolniki, gdzie ptactwo drapieżne przyuczano
do polowań ku uciesze wielmożów, oraz wiele innych, po których nazwach
dziś ślad nie pozostał, a jedynie skorupy naczyń znajdowane przez archeologów.
Kruszwica była miejscem, do którego chętnie przybywali panujący i wielmoże,
wszak była grodem książęcym. Okolicznością taką był z pewnością rok 1148
i ślub Judyty, córki Bolesława Krzywoustego z Ottonem, synem Albrechta
Niedźwiedzia, pierwszego margrabiego brandenburskiego (tak na marginesie
zupełnie: tego Albrechta, słowianożercy, którego Hitler ogłosił po wiekach
patronem NSDAP). Czy biedna Judyta oddana Niemcowi, ba gorzej - w brandenburskie
ręce z sentymentem wspominała gród nadgoplański? O tym milczą annały. Niewątpliwie
jednak jej uroda słowiańska nie wywarła takiego wpływu na askańczykach,
o jakim myślał jej ojciec poświęcający cnotę dziewczęcia "wyższym celom
politycznym". |
.. |
|
|
Z kolei o znaczeniu handlowym
i gospodarczym XII-wiecznej Kruszwicy najlepsze świadectwo daje najstarszy
"drogowskaz" w Polsce. Oto do dziś w Koninie nad Wartą stoi sobie romański
słup kamienny, umieszczony dokładnie (!) w połowie - liczącej sobie 104
km - drogi między Kaliszem, a Kruszwicą. Ustawiono go tu w 1151 roku na
polecenie Piotra Włostowica, palatyna, a jednocześnie zięcia Bolesława
Krzywoustego. Nigdzie podobnego jemu nie ma, co dobitnie wskazuje
na znaczenie gospodarcze ówczesnego grodu nadgoplańskiego w państwie piastowskim.
Działo się dobrze w Kruszwicy aż do 1271 roku, do dnia, w którym książę
wielkopolski Bolesław Pobożny kazał spalić gród wraz z okolicznymi osadami
w obawie przed zajęciem ich przez Pomorzan. Pewnie nie byłoby to nazbyt
dramatyczne dla Kruszwicy zdarzenie, gdyby w obawie o własne życie nie
wyszli z niego rzemieślnicy i kupcy znajdujący dla siebie nowe siedziby
w okolicznych miejscowościach. To właśnie spowodowało, że protomiasto kruszwickie
ważnym ośrodkiem gospodarczym być przestało. Gród wkrótce odbudowano, ale
splendoru i znaczenia już odbudować się nie dało. Powoli, powoli zbliżamy
się do dnia, gdy na wyspie grodowej Kazimierz, Wielkim nazwany, zastany
gród drewniany zamienił na zamek murowany. Stało się to w latach 1350-1355,
w czasie, w którym powstało szereg - spośród ponad 50 zamków wzniesionych
za sprawą króla Kazimierza. Nie wiemy niestety, jak wyglądała owa średniowieczna
twierdza broniąca wciąż ważnej przeprawy przez Gopło. Zajmowała powierzchnię
około 40 na 50 metrów, zaopatrzono ją w mury obronne wysokie na kilkanaście
metrów i grube do 2,5 m, chroniące przytulone do nich zabudowania drewniane.
Niewątpliwie jednak od samego początku jej elementem istotnym była wieża
ośmiokątna w przekroju, górująca nad okolicą, później "Mysią" nazwana.
Była donżonem - czyli miejscem ostatniej obrony, z wejściem nie z poziomu
dziedzińca, a wysoko umieszczonym, dostępnym przed kładkę drewnianą, łatwą
do zniszczenia. Zamek przeżywał chwile wzlotów i upadków, rozbudów i pożarów.
Nowoczesny w wiekach średnich, w czasach już tylko do obrony zdatny, nieco
unowocześniony i wzmocniony w połowie XXI wieku, okazał się całkowicie
anachroniczny i niezdolny do obrony w okresie szwedzkiego "Potopu". Armaty
przeciwnika bez kłopotu poradziły sobie ze słaba obroną szybko zajmując
zamek latem 1655 roku. Uszkodzony, ale nie zniszczony zupełnie uległ częściowej
ruinie dopiero w dwa lata później po pożarze wznieconym przez wycofujących
się Szwedów. Nigdy już go nie próbowano odbudowywać. Jedynym obiektem zamkowym,
który pozostał w dobrym w miarę stanie, była pusta wewnątrz skorupa wieży.
Próbowano i ją rozebrać, ale - jak głosi miejscowa plotka - interwencja
u króla pruskiego pomogła w zachowaniu wieży, już od góry rozbieranej.
Cóż - Mysia Wieża musiała przetrwać i przetrwała, stanowiąc dzisiaj jedną
z większych atrakcji miasteczka i okolicy. Rozciąga się z niej dech w piersiach
zapierająca panorama Kujaw, krainy płaskiej niemal, jak stół. Nic więc
dziwnego, że przy dobrej pogodzie z jej szczytu zobaczyć można i Toruń,
i kominy elektrowni konińskiej, i jezioro na całej długości. Bo nie dość,
że wieża dziś liczy sobie aż 32 metry, to stoi na kilkunastometrowym wzniesieniu
zamkowym, jednym z niewielu w tej części Kujaw.
Jeszcze o jednym fakcie
z dzieciństwa chciałbym powiedzieć. Bajka absolutna, nieprawdziwa nieprawda.
Ale zapamiętałem to jakoś. Kruszwicę od Inowrocławia dzieli kilkanaście
kilometrów. Na tej trasie jest kilka miejscowości. Po kolei patrząc od
Kruszwicy: Kobylniki, Rożniaty, Janowice, Przedbojewice, Krusza Zamkowa,
Tupadły i Mątwy, wsie stare, o średniowiecznej historii i nazwach. Dlaczego
o tym mówię? Otóż w środku upalnego lata 1666 r., w kilka lat po szwedzkim
"Potopie", pod Mątwami rozebrała się bitwa. Nie była to bitwa byle jaka,
żadna tam potyczka. Poważne starcie Polaków z
Polakami. Czas tak zwanego
rokoszu Lubomirskiego, czyli buntu możnowładcy, byłego hetmana wielkiego
koronnego przeciw panującemu królowi Janowi Kazimierzowi. W bitwie mątewskiej
przeciw buntownikom wystąpił kwiat polskiego wojska, zaprawieni w bojach
ze Szwedami żołnierze Stefana Czarneckiego. Cóż jednak, skoro w ich szeregach
nie było ni dzielnego pana Wołodyjowskiego, ni Ketlinga, ani nawet słynącego
z forteli Onufrego Zagłoby. Nikogo, kto przewidziałby, że szykuje się tęgie
lanie; był co prawda Jan Sobieski, późniejszy pogromca Turków pod Wiedniem,
ten jednak wówczas dopiero uczył się wojennego rzemiosła. Królewscy dostali
niestety tęgie lanie, na polu bitwy stracili kilkuset zabitych, ale w "historii
szemranej" - przekazywanej z ust do ust - zachowała się informacja o wymordowaniu
przez rokoszan kilku tysięcy jeńców z oddziałów królewskich, jednych z
najlepszych i najwytrwalszych obrońców Ojczyzny. Dlaczego o tym piszę?
Otóż miejscowa ludność zachowała pamięć o tym zdarzeniu w bardzo ciekawy
sposób, przyporządkowując każdej z podanych miejscowości określone zdarzenie.
I tak nazwa Kobylniki, to miejsce gdzie wojsko na konie wsiadało. Rożniaty
- bo tu się bracia rodacy z sobą poróżnili. Janowice - to oczywiste, tu
był obóz wojsk króla Jana. Przedbojewice - przed bojem tu się msza odbyła.
Krusza Zamkowa - żołnierze królewscy o zamek rokoszan swój oręż skruszyli.
Tupadły - znów sprawa jasna, bitwa tu była, wielu ludzi padło. Wreszcie
Mątwy, miejsce w którym krew pomordowanych jeńców zmąciła wody Noteci.
Jak wyżej wspomniałem z prawdą historyczna niewiele to ma wspólnego, gdyż
wojska królewskie atakowały z przeciwnego brzegu Noteci. Niemniej jednak
w opowieści tej uchroniono rzecz najważniejszą, przez historyków przemilczaną
i dopiero niedawno potwierdzoną; właśnie ową rzeź na wziętych do niewoli
żołnierzach króla Jana. To było moje pierwsze poważniejsze zetknięcie się
z wielka historią. Autobus PKS zwany "ogórkiem", a w środku mój dziadek
tłumaczący mi nazwy mijanych miejscowości. Uwierzyłem w to, bo jakiż przypadek
mógłby sprawić, by kolejnych siedem wsi nie miało być związanych z tym
zdarzeniem, nie miało kolejno objaśniać przebiegu ważnej bitwy. Nie wiem,
czy w Kruszwicy są jeszcze dziadkowie opowiadający swym wnukom, dlaczego
po drodze do Inowrocławia znajduje się siedem tak nazywających się wiosek?
Ja w każdym razie swojemu chętnie o tym opowiem i nieważne, że nie wszystko
w tej opowieści jest prawdziwe.
... |
|
Jerzy Tomasz
Nowiński
ARCHIWUM
FELIETONÓW |
............................ |
Na
ilustracji: Król Popiel zjadany przez myszy, grafika z pocz. XVII wieku.
...................
AAA |
|
|
..................................... |
|
|
|
|
|
BIULETYN
POLONIJNY, Postal Box 13, Montreal, Qc H3X 2T7, Canada; Tel: (514) 336-8383
fax: (514) 336-7636,
Miesięcznik
rozprowadzany bezpłatnie wśród Polonii zamieszkującej obszar Montrealu
i Ottawy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
|
|
|
|