ŚWIĘTOWANIE CZAS ZACZĄĆ
 |
.... |
Gody - pod tym
określeniem w słownikach spotykamy wyjaśnienia zarówno ogólnikowe, takie
jak czas świąteczny i uroczystości weselne połączone z wystawnym przyjęciem
i tańcami oraz bardziej uszczegółowione przypisujące temu wyrażeniu nazwę
rocznicy małżeńskiej (np. złote gody - pięćdziesiąta rocznica ślubu), a
także staropolską nazwę Świąt Bożego Narodzenia obejmującą dni od początku
świąt do Trzech Króli (okres ten nazywano też Godniami lub Godnymi Świętami). |
.. |
|
|
Nietrudno się domyśleć, że o
tej porze roku, chciałbym podzielić się z czytelnikami Biuletynu Polonijnego
historycznymi (i nie tylko) ciekawostkami i refleksjami na temat zbliżającego
się wielkimi krokami czasu świętowania. Spróbujmy choć na chwilę oderwać
się od zewsząd bombardujących nas reklam, bilbordów i innych świątecznych
gadżetów skupiających się na ich współczesnym, laickim wymiarze. Spójrzmy
na ten czas przez pryzmat wielowiekowej tradycji, która wokół tych dni
tworzyła magiczną aurę.
Pierwsze wzmianki o obchodach
przez chrześcijan dnia Narodzenia Pańskiego pochodzą z Rzymu. W związku
z tym, że nie znano dokładnej daty narodzin Chrystusa święto nie miało
swojej stałej daty i obchodzono je prawdopodobnie, m.in. 6 stycznia. Warto
zaznaczyć, że jednym z wcześniejszych przejawów upamiętniania dnia narodzin,
który nota bene do dzisiaj jest kultywowany w większości krajów chrześcijańskich,
było powstawanie szopek bożonarodzeniowych. Zapoczątkowała je cesarzowa
Helena (święta Kościoła Katolickiego i Prawosławnego, matka cesarza Konstantyna
Wielkiego), która na pamiątkę tego, że Jezus urodził się w Betlejem poleciła
wybudowanie w tym miejscu żłóbka. Pod koniec IV wieku grota została przebudowana
na wzór stajenki i umieszczono w niej rzeźby św. Rodziny, pastuszków i
zwierząt. Niemniej jednak za twórcę bożonarodzeniowej szopki powszechnie
uznawany jest żyjący w XIII w. św. Franciszek z Asyżu, a stworzona przez
niego jej koncepcja szybko rozprzestrzeniła się w świecie chrześcijańskim.
Ostatecznie jako dzień Bożego
Narodzenia wybrano i zatwierdzono 25 grudnia, co znajduje potwierdzenie
w anonimowym zbiorze dokumentów nazwanym "Chronografem" z roku 354. Możemy
tam znaleźć zapisy, że "Chrystus narodził się w Betlejem Judzkim osiem
dni przed kalendami styczniowymi". Wybór tego dnia nie był przypadkowy,
choć do dziś nie ma zgodności wśród znawców tematu o powód wyznaczenia
tej właśnie daty. Przeważa jednak pogląd o chęci zastąpienia przez chrześcijan
pogańskich obchodów świąt związanych z kultem agrarnym i kultem przodków
przypadających w okresie przesilenia zimowego. W efekcie doprowadziło to
do wzajemnego przenikania się obrządku kościelnego z elementami przedchrześcijańskiej
ludowej tradycji.
Na ziemie polskie tradycje
bożonarodzeniowe trafiły wraz z przyjęciem chrześcijaństwa, za pośrednictwem
zakonników i misjonarzy przybywających z Europy Zachodniej. Tutaj nowa
obyczajowość podobnie jak na innych terenach splotła się z prastarymi obrzędami
pogańskimi, gdyż w tym samym czasie Słowianie też obchodzili wielkie święto
przesilenia zimowego, podkreślające związek życia ludzkiego z rytmem natury,
a także celebrowali ten czas jako święto zmarłych. Towarzyszyło temu wiele
obrzędów, wróżb oraz uczty na cześć zmarłych (o kulcie przodków napisaliśmy
więcej w poprzednim numerze Biuletynu).
Dwór książęcy (a później
królewski) i jego otoczenie oraz możni wyznawali chrześcijaństwo, natomiast
poddani dłużej pozostawali w pogaństwie kultywując dawne zwyczaje i obrzędy.
Kościół nie chcąc walczyć z kulturą ludową podjął działania mające na celu
wplecenie do obyczajowości chrześcijańskiej tradycji pogańskiej, której
nadał nowy sens i znaczenie. Ten synkretyzm religijny przyczynił się do
tego, że znaczna część polskich zwyczajów bożonarodzeniowych, zwłaszcza
wigilijnych, znana już dziś w ograniczonym stopniu, wywodzi się wprost
z obrzędów i wierzeń pogańskich.
Niestety z tych najstarszych
czasów nie zachowały się żadne dokumenty, w których odnotowano by informacje
na temat obchodów Bożego Narodzenia w Polsce. Jak dotąd nie pozyskano też
żadnych źródeł archeologicznych. W czasach pierwszych Piastów na dworze
władców, zapewne analogicznie jak w chrześcijańskich krajach ościennych,
organizowano wystawne uczty. Biesiady rozpoczynały się od pierwszego dnia
świąt i trwały przez kolejne jedenaście dni. Świętowano hucznie i wesoło
12 dni (szczodrych dni jak je w późniejszym okresie nazywano), bo tyle
według ówczesnych pojęć, trwały pełnoprawne obchody Bożego Narodzenia.
Najwcześniej odnotowaną na ziemiach polskich bożonarodzeniową tradycją
jest obecność od schyłku XIII wieku szopek, zapoczątkowanych przez zakon
franciszkanów, który w tym czasie osiedlił się w naszym kraju. Wraz z nimi
pojawiły się też misteria bożonarodzeniowe, które otrzymały nazwę jasełek
(widowisk bożonarodzeniowych - co w staropolszczyźnie oznaczało żłóbek).
Najstarsze, zachowane, drewniane figury jasełkowe pochodzące z początku
XIV wieku przechowywane są w skarbcu kościoła św. Andrzeja w Krakowie i
prawdopodobnie były ofiarowane przez Elżbietę, siostrę króla Kazimierza
Wielkiego.
Od XVII wieku zaczęła się
kształtować tradycja, jaką znamy do dziś. Szczególnego charakteru nabrała
w niej wigilia. Jej nazwa pochodzi od łacińskiego słowa vigilia, które
oznacza czuwanie, straż nocną, wartę. Tak określano dni poprzedzające najważniejsze
święta w kościele, a zwyczajowo już przyjęło się tak nazywać 24 grudnia.
Co prawda nie zachowały się teksty źródłowe mówiące o jej wcześniejszych
obchodach, ale zapewne także w średniowieczu w jakiś sposób ją świętowano.
Ze względu na rangę święta Narodzenia Pańskiego również i okres czuwania
przed nim, musiał mieć duże znaczenie i podobnie jak przed innymi świętami
obowiązywał post (1 posiłek do syta), wstrzemięźliwość pokarmowa (zakaz
spożywania nabiału i pokarmów mięsnych) oraz poniechanie pracy. Za średniowieczną
metryką Wigilii przemawiają także liczne zwyczaje będące reminiscencją
dawnych wierzeń, a kultywowane w okresie staropolskim oraz potrawy jakie
pojawiały się na stołach.
W trakcie tego dnia wróżono
i odczytywano znaki, a także starano się postępować zgodnie z ustalonymi
zasadami, gdyż od przebiegu Wigilii miał zależeć cały następny rok. Tego
dnia należało wcześnie wstać, nikomu nic nie pożyczać i nie kłócić się.
Wierzono też, że w ten dzień na ziemi zjawiają się dusze bliskich zmarłych.
Dlatego też siadając należało zdmuchnąć uprzednio puste miejsce, aby nie
przygnieść niewidzialnego gościa. To dla nich przygotowywano też dodatkowy
talerz przy stole, a także pozostawiano resztki wigilijnych potraw. Aczkolwiek
od czasów walk powstańczych i przymusowej emigracji w trakcie zaborów puste
nakrycie zyskało dodatkowe znaczenie.
Niecierpliwie oczekiwana
pierwsza gwiazdka gromadziła wszystkich przy stole przykrytym białym obrusem,
pod którym na pamiątkę miejsca narodzin Chrystusa, rozściełano siano. Rozpoczynano
od modlitwy, a następnie dzielono się opłatkiem i składano sobie życzenia.
Dzisiaj ta tradycja jest zwyczajem wyłącznie polskim, a jej sens Cyprian
Kamil Norwid opisuje tymi słowami:
"Jest w moim kraju zwyczaj,
że w dzień wigilijny,
Przy wzejściu pierwszej
gwiazdy wieczornej na niebie,
Ludzie gniazda wspólnego
łamią chleb biblijny
Najtkliwsze przekazując
uczucia w tym chlebie".
Wigilią rządziła magia pewnych
liczb. Tak więc do stołu powinna zasiąść parzysta liczba osób. Z kolei
wobec wiktuałów kierowano się dla odmiany zasadą nieparzystości. Liczba
potraw zależała od zamożności domu - 5 lub 7 potraw u chłopów, 9 u szlachty,
11 lub 13 u arystokracji. Ważne było, aby na stole znalazły się dania zawierające
wszystkie płody pola, sadu, ogrodu, lasu i wody. W różnych częściach kraju
pojawiały się nieco odmienne regionalne potrawy (np. na wschodnim pograniczu
kutia i zupa migdałowa, strucla z makiem w Galicji gdzie indziej śledzie,
kapusta z grzybami, barszcz z uszkami, kompot z suszu, pierogi czy kluski
z makiem, a w wielu regionach także pierniki i pierniczki). Ważne było,
aby w potrawach znalazły się określone produkty takie jak np. mak, grzyby,
których użycie było odbiciem tradycji słowiańskich. Wszystkiego należało
skosztować, żeby głód nie doskwierał w nadchodzącym roku. W zamożnych domach
oprócz zwykłych dań podawano 12 dań rybnych, na pamiątkę 12 apostołów.
W "Wiliji Sarmaty" Alojzego Żółkowskiego znajdziemy taki opis:
"A zasiadłszy do stołu godziną
zmierzchową
jadł polewkę migdałową,
na drugie zaś danie
szedł szczupak w szafranie,
dalej okoń, pączki tłuste,
węgorz i lin z kapustą,
karp sadzony z rodzynkami.
Na koniec do chrzanu grzyby
i różne smażone ryby."
Chłopskie jadło nie było
tak wykwintne, co przybliża nam Władysław Reymont: "A chociaż głodni byli,
boć to dzień cały o suchym chlebie, a pojadali wolno i godnie. Najpierw
był buraczany kwas, gotowany na grzybach z ziemniakami całymi, a potem
przyszły śledzie w mące obtaczane i smażone w oleju konopnym, później zaś
pszenne kluski z makiem, a potem szła kapusta z grzybami, olejem również
omaszczona, a na ostatek (...) racuszki z gryczanej mąki z miodem zatarte
i w makowym oleju uprażone, a przegryzali to wszystko prostym chlebem (...)
Jedli długo i mało, kiedy jeśli tam które rzekło jakie słowo, więc ino
skrzybot łyżek o wręby się rozlegał i mlaskanie (...)"
Po obfitym posiłku można
było śpiewać kolędy, a o północy udać się na pasterkę. Niektóre ze zwyczajów,
bożonarodzeniowych pojawiły się na ziemiach polskich niedawno. Na przykład
choinka znana jest dopiero od XIX wieku, a zapożyczyliśmy ją od Niemców.
Wcześniej dekorowano polskie domy, słomą i sianem oraz snopami zboża, rozstawionymi
w kątach pomieszczeń, a w niektórych regionach ozdobioną jodełką umieszczoną
u sufitu wierzchołkiem w dół zwaną "podłaźniczką". Natomiast podarki dawni
Polacy zwykle rozdawali w Nowy Rok, chociaż w wigilię wielkopolskie dzieci
kręciły się niespokojnie, gdy ktoś pukał do drzwi, bo przychodziły wówczas
"gwiazdory" albo "stare Józefy", przebierańcy przepytujący dziatwę z pacierza,
nagradzający cukierkami, bądź też karcący rózgą.
Wiele potraw wigilijnych
wywodzi się z kuchni średniowiecznej. Mieszkańcy ziem polskich, byli wówczas
głównie rolnikami. Uprawiali pszenicę, owies, żyto, jęczmień, a przede
wszystkim proso oraz wiele warzyw takich jak np. kapusta, cebula rzepa,
rośliny strączkowe (groch, fasola, soczewica). Ziarna zbóż były rozbijane
za pomocą urządzeń zwanych stępami na kaszę, która była podstawą ówczesnego
wyżywienia. Natomiast przy pomocy żaren mielono ziarna na mąkę, z której
początkowo wypiekano proste placki z mąki i wody zwane podpłomykami, a
nieco później chleb. Potrawy doprawiali zbieranymi na łąkach i w lasach
ziołami, dzięki czemu ich kuchnia była urozmaicona i zdrowa. Jednym z głównych
ówczesnych smaków a zarazem ważnym sposobem konserwacji żywności były kiszonki.
Kiszono ogórki, kapustę i barszcz (chodzi o barszcz zwyczajny - roślinę
z rodziny selerowatych), z którego robiono zupę zwaną barszczem. Z czasem
każdą kwaśną zupę zaczęto nazywać barszczem. Zdecydowanie później nazwa
barszcz przylgnęła do zupy buraczanej. Jeszcze w tekstach z XVIII i XIX
wieku mamy rozróżnienie pomiędzy barszczem a "zupą boraczaną". Oczywiście
spożywano też mięso, jednak stosunkowo rzadko. Warto zwrócić uwagę, że
w diecie średniowiecznej nie używano cukru. Zamiast niego stosowano miód
i owoce, świeże lub suszone. Nawet wówczas, gdy już dotarł na nasze tereny
na stołach pojawiał się rzadko, początkowo jako przyprawa, później jako
lekarstwo, a z czasem okazało się, że w cukrze "żyje diabeł i rozpusta",
więc jego spożycie nie było zalecane. Jednak w wigilijnym menu możemy spotkać
średniowieczne rarytasy takie jak pierniki i pączki.
Bogactwo tradycji świątecznych
w Polsce jest wielkim, i na szczęście w dużej mierze, wciąż kultywowanym
dziedzictwem. Życzę Czytelnikom Biuletynu, aby towarzyszyło ono także polskim
rodzinom na emigracji.
Błogosławionych Świąt Narodzenia
Pańskiego. Do siego roku!
... |
|
Józef Łoś
ARCHIWUM
FELIETONÓW |
............................ |
Na
ilustracji: Choinka na placu przed ratuszem (Szczecinek, woj. Zachodniopomorskie)
POLEĆ
TEN ARTYKUŁ ZNAJOMYM Z FACEBOOKA |
.. |
|
..................................... |
|
|
.. |
|
|
|
........................................................................................... |
|