.

MAGAZYN PANORAMA
352 Bergevin, Suite 6 
Lasalle, Qc
H8R 3M3 

E-mail: office@panoramanews.org

Tel. (514) 367-1224 
Tel. (514) 963-1080



 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Roman Brandstaetter - w kręgu Biblii

120. ROCZNICA URODZIN PISARZA

Prolog

Lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku. Zapadło mi w pamięć przypadkowo usłyszane zdanie: "Brandstaettera rzucili na Długą". Wtedy nawet nie wiedziałam kim jest i nie przypuszczałam jak nieustannie z drżeniem serca będę sięgać po jego książki. Pobiegłam do księgarni i zaoszczędzone kieszonkowe zamieniłam na "Jezusa z Nazarethu" i "Krąg biblijny". Zostały ze mną na zawsze. 

81 lat wcześniej w Tarnowie, 3 stycznia 1906 roku, Mordechaj Dawid Brandstaetter, właściciel tłoczni oleju lnianego, a także prozaik hebrajski, autor opowiadań i nowel tłumaczonych na wiele języków, nawet nie przypuszczał, że jego wnuk Roman, który właśnie przyszedł na świat i na którego tak silny wpływ w przyszłości wywrze, będzie jego godnym naśladowcą. Ba, nawet więcej, przewyższy go swoimi osiągnięciami literackimi. 

Początek edukacji klasyczny - szkoła powszechna, następnie gimnazjum i egzamin dojrzałości w 1924 roku w Krakowie. W tym samym roku rozpoczęcie studiów polonistycznych i filozoficznych na Uniwersytecie Jagiellońskim. Po otrzymaniu dyplomu w 1929 roku wyjeżdża do Paryża, gdzie prowadzi badania nad działalnością społeczną Adama Mickiewicza, zwieńczone tytułem doktora filozofii w 1932 roku. 

Zadebiutował w 1926 roku wierszem "Elegia o śmierci Sergiusza Jesienina". W dwa lata później wydaje w Warszawie pierwszy tomik poezji.

W 1935 roku rusza w podróż do Turcji, Grecji i Palestyny. Jest to jego pierwszy, bardzo wzruszający kontakt z ojczyzną przodków. Po wybuchu II wojny światowej udaje się do Wilna. Po kilku miesiącach, inwigilowany przez NKWD, wyjeżdża z żoną do Palestyny. Pobyt Brandstaettera w Jerozolimie jest okresem przełomowym dla jego życia.

Tu przeżywa wewnętrzny przełom religijny i światopoglądowy oraz spotyka Tego, bez którego nic się nie stało, co się stało (Ewangelia św. Jana 1,3) - prawdziwego Boga i prawdziwego Człowieka - Jezusa Chrystusa, zapowiadanego Mesjasza, na którego z pewnością czekał także jego pradziadek - ortodoksyjny chasyd z Podkarpacia.

W 1948 roku wraca do Polski. Początkowo mieszka w Poznaniu. Zostaje kierownikiem literackim najpierw Teatru Polskiego, a następnie Opery im. Moniuszki. W 1950 roku przenosi się do Zakopanego. Pisze dramaty oraz zajmuje się tłumaczeniem dzieł Szekspira. Za ożywienie życia kulturalnego i społecznego otrzymuje nawet godność Honorowego Obywatela Zakopanego.

W 1960 roku wraca do Poznania i poświęca się wyłącznie twórczości literackiej. Wydaje nowe tomiki poezji, w tym najpiękniejszą "Pieśń o moim Chrystusie". Kontynuuje przekłady dzieł Szekspira oraz rozpoczyna cykl przekładów biblijnych z języka hebrajskiego. 

23 sierpnia 1980 roku dołączył do  Apelu 64 uczonych, pisarzy i publicystów do władz komunistycznych o podjęcie dialogu ze strajkującymi robotnikami. Został także wybrany na przewodniczącego Społecznego Komitetu Budowy Pomnika Poznańskiego Czerwca 1956 Roku. 

W 1987 roku przyjaciele Brandstaettera podejmowali starania o nominowanie jego "Jezusa z Nazarethu" do Literackiej Nagrody Nobla. Starania te przerwała, niestety, śmierć pisarza. 
 

Brandstaettera biblijny krajobraz... 

...jest bardzo bogaty. Czasy nasze są tragiczne, uratować nas może urzeczywistnione Pismo Święte - mawiał. Ten piewca, a właściwie człowiek Biblii, sam nią żyje na co dzień i zachęca do tego także czytelników. Biblia jest dla niego sacrum i o to sacrum prosi Boga w Modlitwie o ustanowienie święta spożywania Pisma Świętego:

Jest święto Twojego Narodzenia
Jest święto Twojego Męczeństwa
Jest święto Twojego Zmartwychwstania (...)
Ale nie ma święta Biblii.

Ustanów, Panie, święto Biblii!(...)

Poeta, który uczył się czytać po polsku sylabizując Biblię, zachęca do odkrywania niezwykłego duchowego mostu łączącego pozornie tak różne dwie rzeczywistości Starego i Nowego Przymierza, judaizmu i chrześcijaństwa. 

Brandstaettera czytanie Biblii i pochylanie się nad nią jest odkrywaniem szlaku ziemskiego i tego do Ojczyzny Niebieskiej. Wędruje z nią i dzięki niej przez całe życie. Uczy się jej od dziadka i od rodziców. Z domu rodzinnego wynosi dla niej szacunek i miłość. Z jej kart odkrywa historię swojego rodu. W biblijnych postaciach Racheli, Jakuba, czy Abrahama dostrzega rysy swoich najbliższych - babki pochylającej się nad świecą w każdy szabas czy pradziadka wyruszającego jak Abraham z Ur Chaldejskiego. I tylko ukochany dziadek przyjmuje wiele twarzy - raz utożsamia się z Mojżeszem, innym razem z Syrachem, a także z Nikodem, czy faryzeuszem z kart "Jezusa z Nazarethu".

W swojej twórczości pozostaje całkowicie wierny i "przezroczysty" wobec tej Księgi. Obficie czerpie ze skarbca żydowskiej tradycji, ze znawstwem przywołuje biblijne cytaty czy apokryfy i z mistrzowską swobodą porusza się w świecie kultury antycznej. Dlaczego? Ponieważ w tym "świecie" czuje się jak u siebie, jak w swojej duchowej ojczyźnie. 

Żona pisarza wspomina, że to Biblia nauczyła go kochania i modlitwy. Życia. Wszystkiego. Toteż teraz siedzi nad Biblią jak nad rodzinną historią albo jak nad mapą, na której zaznaczone są szlaki tej wędrówki, jaką przebył przez całe swoje życie. 

Trudno nie doceniać roli jaką odegrał w świecie polskiej kultury biblijnej. Na jego "Jezusie z Nazarethu" i "Kręgu biblijnym" wychowuje się już i uczy kolejne pokolenie czytelników i biblistów. 
Pisarz, wychowany w rodzinie żydowskiej, całkowicie zasymilowanej i złączonej z kulturą polską, czuje się Polakiem i tworzy w języku polskim. Ten poeta, rysownik (!), prozaik, tłumacz (głównie z języka niemieckiego, greckiego, hebrajskiego, ale także z włoskiego, francuskiego i angielskiego), dramatopisarz, w dziejach kultury polskiej zapisuje się przede wszystkim jako twórca "Jezusa z Nazarethu". Ta wyjątkowa powieść jest esencją jego życia i próbą znalezienia odpowiedzi na targające nim sprzeczności egzystencjalne, wierności sobie i Bogu, bo Roman Brandstaetter - całym swoim życiem i całym dorobkiem literackim - emanuje postawą człowieka, który wie skąd pochodzi i dokąd zmierza. 

O głębokich poszukiwaniach Romana Brandstaettera, niczym wiecznego Żyda-tułacza poza czasem i przestrzenią, przenikających z dwóch wielkich kultur i dwóch religii, które kształtują całe jego życie i których nie można od siebie oddzielić, a tym samym nie można jego twórczości ani odpolonizować, ani odsemityzować mówi żona pisarza: (....) z jednej strony stara kultura żydowska, starotestamentowa, nieokiełznana i niespokojna, a z drugiej strony ta polska, franciszkańska, grecko-rzymska, podkarpacka, nasza, swojska, nowotestamentowa. Te dwie natury siedzą w nim razem równocześnie i szukają dla siebie ujścia. Jedna zwalcza drugą, bo zdają się one ze sobą walczyć. Ale kiedy zmęczone walką jakoś połączą się ze sobą i dogadają, to wtedy mąż pisze najlepsze rzeczy."

Roman Brandstaetter, czuje się Polakiem, nie zapomina jednak o swoich korzeniach i na łamach "Tygodnika Powszechnego" przypomina mało znaną wypowiedź papieża Piusa XII: "...my wszyscy jesteśmy z ducha semitami". 

Żona pisarza wspomina: Historia nawrócenia mojego męża, przepraszam, Roman nie lubi, gdy się mówi o jego nawróceniu. Raz do mnie powiedział: "Ja nie byłem poganinem, bym się miał nawracać. Po prostu uznałem Nowy Testament za całkowite wypełnienie Obietnicy Pańskiej zawartej w Starym Testamencie. I na tym koniec. Cała reszta była tylko logiczną konsekwencją tego faktu". I ma na pewno rację. Przecież jest z tego samego co i Chrystus narodu wybranego.

Pamięć o tym, kim jest i kim stał się, pozostaje w pisarzu do końca życia. Tuż przed śmiercią zwierza się ze swoich pragnień: "Robię rachunek sumienia na starość. Chciałbym się upewnić, że nie zmarnowałem życia. Chciałbym mieć tę świadomość, że moje słowa doprowadziły choćby garstkę ludzi choćby tylko w pobliże rzeczywistej idei chrześcijaństwa. Chciałbym do ostatniej chwili przekazywać moje myśli innym. Wielkie dziedzictwo duchowe wspólne chrześcijanom i żydom upewnia mnie w przekonaniu, że moje ‹odejście› od judaizmu, moja ‹zdrada›, jak to chcieliby widzieć niektórzy, nie jest odejściem w znaczeniu dosłownym. Ja dotykam obu krańców łuku. Ja czekam na ten Wielki Most. Chciałbym postępować tak, jakby mieszkał we mnie Bóg."
 
Na ten Wielki Most Roman Brandstaetter - judeochrześcijanin znad Wisły,  jak o nim mawiano - wchodzi po zawale serca w Poznaniu 28 września 1987 roku przy słowach jednego z Psalmów, który sam przetłumaczył. Wcześniej poprosił, aby do trumny włożono mu różaniec, który otrzymał od papieża Jana Pawła II oraz wizerunek Chrystusa Ukrzyżowanego z kościoła św. Damiana, z którym nie rozstawał się nigdy od owej pamiętnej jerozolimskiej nocy.

Na pogrzeb przyszedł telegram z Watykanu:

Pan wieków i wieczności wezwał do siebie Romana Brandstaettera. (...) Wyrósł on w kręgu biblijnym, w którym uczestniczył przez urodzenie i od urodzenia krąg ten zaprowadził go do Jezusa z Nazarethu. (...) Przez całe swoje życie pielgrzymował i szukał dla siebie miejsca w Kościele, w literaturze, w środowisku, w świecie. Niech ten, któremu całym sercem zawierzył i któremu śpiewał tak osobistą pieśń (...), przeniesie go tam, gdzie słychać już tylko radosne Alleluja tych, którzy razem z Chrystusem przechodzą ze śmierci do życia - Jan Paweł II, Papież. 

Watykan, 1 listopada 1987

Modlimy się za śp. Romana. Niech przemawia do czasem "zmęczonych" chrześcijan żywiołowa wiara tego wielkiego chrześcijanina - syna Izraela (...) - Jan Paweł II.

Epilog

(...) "Robię rachunek sumienia na starość. Chciałbym się upewnić, że nie zmarnowałem życia. Chciałbym mieć tę świadomość, że moje słowa doprowadziły choćby garstkę ludzi choćby tylko w pobliże rzeczywistej idei chrześcijaństwa. Chciałbym do ostatniej chwili przekazywać moje myśli innym..."

Panie Romanie, nie zmarnowałeś... Jestem w tej garstce ludzi, a nawet myślę, że ona wcale nie jest taka mała, którą Twoje słowa zapisane na kartach "Jezusa z Nazarethu" prowadzą, tak jak mnie, szczególnie przez okres Wielkiego Postu. Co roku Twoja biblijna opowieść wywołuje we mnie to samo drżenie serca i prowadzi w pobliże rzeczywistej idei chrześcijaństwa, tak jak kiedyś "na Długą". Przypadek? 
 

Maryla Kania - felietonistka, e-mail: maryla.kania@onet.eu
 
 
 

 


PANORAMA - NIEZALEŻNY MAGAZYN POLONII KANADYJSKIEJ
Tel: (514) 367-1224, E-mail: office@panoramanews.org
Designed and maintained by Arkona Web Services
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
ZALOGUJ SIĘ